Musiałem przewietrzyć głowę. Nie muszę tłumaczyć dlaczego. Od Australii po Kalifornię każdy wie.
Sytuacja jest mocno nieciekawa ale chociaż tu nie chcę nawet wymieniać tego słowa. Jesteśmy na blogu dla chwili wytchnienia.
Nie wyruszyłem jakoś szczególnie rano. Zdaje się ok. szóstej. Minus pięć nie działało zbyt motywująco. Minus pięć w ciągu zimnych dni nie robi wrażenia ale kilka dni wcześniej było kilkanaście na plusie.
Nieco popadało i pod względem możliwości tropienia była to klasyczna ponowa.
Tropów zwierząt było jednak mało, na szczęście moje ślady były pierwszymi ludzkimi tego dnia.
Koziołek z parostkami w scypule. Przyznać trzeba, że na przedwiośnie i początek wiosny, maskowanie mają idealne. Bardzo zlewają się z otoczeniem. W takich okolicznościach przyrody trudno je dostrzec.
Nie był sam.
Albumu p.t. "Zimowy Las" nie udałoby się dziś zrobić ale ...
Spokojne, żerowały nie mając świadomości, że je obserwuję.
Lecz ich zmysły są nieprawdopodobne!
Po wielokilometrowym marszu postanowiłem cupnąć. Liczyłem, że spłoszone moją obecnością ptachole powrócą.
I tu się zaczęło moje nieszczęście!
Wiem, te ptaszki nie są widoczne i zdjęcie też bez sensu ale muszę jakoś zilustrować okoliczności, w których miał miejsce BIG BUM!
Siedząc na pniaku usłyszałem biegnące tuż za mną zwierzęta. Jelenie.
Wyleciały wprost na mnie! Nie wiedziały, że siedzę na ich drodze. Łania niemal przefrunęła nade mną. Kolejne osobniki przebiegły dosłownie 3-4 metry przed moją zaskoczoną miną.
To nie były warunki do zrobienia zdjęcia!!! Pokazuję to wyłącznie jako dowód w sprawie.
Dramat został zainicjowany moim postanowieniem podbiegnięcia. Ten pomysł poprzedziła myśl, a w zasadzie niemal pewność, że jelenie przebiegną przez polanę i zobaczę je raz jeszcze.
Zerwałem się na równe nogi i biegnę. Biegnięcie to czynność niewłaściwa dla ludzi w moim wieku i z moją masą ale ostatnio parę razy mi się udawało, więc podjąłem ryzyko choć od razu wiedziałem, że robię błąd.
W pewnym momencie palce prawej stopy wpadły w dziurę po buchtowaniu. Miękka ziemia zassała but jak gumowa ssawka fuzle z wanny, jak glonojad glona.
Ciało biegło dalej, prawa noga niestety nie. Jak myślicie, ile razy można przestawić lewą nogę gdy prawa konsekwentnie tkwi w jednym miejscu?
W końcu oderwałem się od dziurska lecz tylko dlatego, że szarpnęło mną co zwielokrotniło moje 112 kg. I tak zaczęło się moje w biegu upadanie. Robiłem krok i kolejny i jeszcze jeden i nawet jeszcze jeden ale już po pierwszym wiedziałem, że nieubłaganie zderzę się z planetą Ziemia!
Od kilku sekund byliśmy na kursie kolizyjnym. Nasze prędkości były podobne lecz wektory przeciwne! BUM! Pierwsze uderzyło lewe kolano, w tym czasie gdy moją twarz od powłoki planety dzieliło może 50 cm, prawa dłoń dynamicznie rozstawała się z aparatem fotograficznym starając się go jak najbezpieczniej umościć w mchu, czyli aparat pieprznął z impetem gdzie popadło. Drugim fragmentem mnie samego, który zderzył się Ziemią, była lewa dłoń. Krwiak to może za dużo powiedziane ale kilka wybroczyn na dłoni świadczy o tym, że Ziemia też miała coś do powiedzenia w tym starciu Tytanów.
Potem jechałem już tylko kilka metrów na klacie, jak kot Dżinks, a moje ręce powiewały bezładnie wzdłuż tułowia. No telemark to nie był. Podnosiłem się długo. Ucierpiało ciało i duma. Skóra na kolanie zdarta - strup jak nic. Żebra bolą mnie okrutnie ale to nic. I tak wygrałem! Powłoka planety był znacznie bardziej naruszona. To co po mnie zostało wygląda jak po lądowaniu słonia wyrzuconego z nisko lecącego samolotu. Doły, doły smugi i rowy! No, dałem jej popalić, nie ma co! Zadzwoniłem do żony i zapytałem czy było czuć wstrząs tektoniczny. Niestety w dobie pandemii pytanie o kolejny kataklizm jakoś Jej nie rozbawiło. Droga do samochodu, ok. 6 km. totalnie mi się dłużyła. Szedłem jak poobijany bejsbolem.
Śpiewająca czarnogłówka.
niedziela, 22 marca 2020
poniedziałek, 17 lutego 2020
Las wymarzony, las utrwalony.
Targają mną przeciwstawne koncepcje na napisanie tego tekstu. Z jednej strony przerażenie skalą wycinania lasów, z drugiej zachwyt nad tym co udało mi się przeżyć w (póki co) lesie.
Narzekania nikt nie lubi, wybieram wariant drugi, tym bardziej że z mojego punktu widzenia dzień trafił się niezwykły.
Dzień budził się dwoma równolegle o tej porze roku przebiegającymi zjawiskami: wschodem słońca na jednej stronie nieboskłonu ...
... i zachodem księżyca na drugiej
Już sam fakt, że przypadło to na bezchmurny dzień nastrajał mnie niezwykła radością dokarmianą moim "leśnym głodem" gdyż ostatnio wyjść miałem mniej.
Minus pięć stopni Celsjusza pokryło Warmię lodową glazurą. Mokradła, bagna, rowy melioracyjne, zastoiska i jeziora pokryły się lustrem cienkiej tafli lodowej.
W naszej strefie klimatycznej zamarzanie wody jest zjawiskiem niezwykłej rangi dla zachowania dużej i małej retencji wody.
To oczywiste, że lód podlega zjawisku sublimacji, czyli odparowania lecz ten proces przebiega wielokrotnie wolniej niż parowanie otwartej wody. Lód zatrzymuje wodę, która będzie tak bardzo potrzebna w okresie wiosennych roztopów.
Niestety pokrywa lodowa w świetle zmian klimatycznych nie utrzymuje się dość długo.
Z tym większą przyjemnością przyglądałem się zamarzniętej powierzchni mojego ulubionego mokradła.
Czy można przejść obok rozpadających się "pałek wodnych" i ich nie sfotografować? ... Nie można!
Zima jest tak ciepła, że bobry nie przerwały swojej aktywności. Wszędzie ślady ich pracowitości w budowaniu nadwodnej architektury i infrastruktury wodnej.
Ledwo oddaliłem się od tego miejsca, moją drogę przeciął taki widok.
Miałem wiele szczęścia zatrzymując w kadrze cielaka w takiej akurat pozie. Gdyby nie to, trudno byłoby mi wytłumaczyć jak bardzo zabawnie pokonywał trasę.
Wypatrzenie jego mamy wymagało nie lada wysiłku. Dorosłe, czujne łanie wiedzą co to sztuka kamuflażu.
A las tego dnia mamił i wabił mieniąc się odcieniami podświetlonej słońcem wilgoci wciskanej między pnie starodrzewia.
Poniżej mini galeria moich egzaltacji i przeżyć.
Był czas na obserwacje zwierząt.
Spotkałem spore stado jeleni. W tym zarówno łań (oddzielna grupka) jak i stada kawalerów.
Kilkanaście byczków przebiegło przede mną w miejscu, którego lepiej wymarzyć nie mogłem.
Rozświetlony tunel w drugim planie jest marzeniem każdego fotografa.
Ostatni z samców zatrzymał się i długo analizował nieruchomą bryłę jaką stanowiło moje nieproszone jestestwo .
Ileż miałem farta, że leśna sarna ustawiła się akurat w snopie światła. Co za dzień!
Śródleśne polany pokryte szronem pięknie kontrastowały z nietkniętym mrozem wnętrzem lasu.
Bufor termiczny jaki stanowi cieplejsze powietrze ugrzęźnięte między drzewami jest ogromny.
Wprawdzie wewnątrz lasu słońca jak na lekarstwo, ale różnica temperatur jest odczuwalna. Przyczyna tego zjawiska polega również na tym, że na otwartej przestrzeni, którą jest podmokła łąka, odparowanie wody jest większe niż chronionego roślinnością i drzewami runa.
Tak czy siak, jest to bardzo fotogeniczne zjawisko. Obawiam się, że za kilka lat taka oszroniona łąka będzie już tylko wspomnieniem.
A teraz muszę zakończyć pewną refleksją. Lasy w Polsce rosną głównie, nie tylko ale często na tzw. lekkich glebach. Kiedyś, gdy nie było harevesterów, nie kładło się lasu hektarami, oddziałami.
Robiony był szacunek brakarski, na podstawie którego wycinano selektywnie wybrane drzewa. Wiadomo, że ekonomia nie pozwoli już na ten rodzaj gospodarowania lasem ale odkryte hektarowe łachy leśnej, przypomnę często lekkiej gleby powodują gigantyczne odparowanie wody. Piaski i lekkie gleby nie mają czym wiązać wody, a dodatkowo po wyrębie mają spulchnioną, zruszoną strukturę co również przyspiesza parowanie. Serce mi ostatnio pękło, bo wielkopowierzchniowe cięcia odbywają się na terenie NATURA 2000. Niestety pod bezlitosną piłę siłą rzeczy trafiają drzewa gniazdowe i dziuplowe. Cały projekt NATURA 2000 okazał się wielką fikcją, kolejnym politycznym interesem, potrzebą chwili, a nie wieloletnią, świadomą działalnością na rzecz ochrony rzadkich gatunków. Mam coraz więcej problemu z pokazywaniem Wam pięknej przyrody, bo te zdjęcia powstały dzięki temu, że zrobiłem swoisty labirynt między trzema ekipami tnącymi. Po huku broni myśliwskiej, dźwięk pił i ładowanej dłużycy to najgorsze dźwięki jakie mogę w lesie usłyszeć.
Najgorsze ...
Aby nie kończyć pesytekstem, wrzucam fotkę z przeloty gęsiego klucza. Tyle udało mi się wychwycić ze środka lasu - WIOSNA!
Narzekania nikt nie lubi, wybieram wariant drugi, tym bardziej że z mojego punktu widzenia dzień trafił się niezwykły.
Dzień budził się dwoma równolegle o tej porze roku przebiegającymi zjawiskami: wschodem słońca na jednej stronie nieboskłonu ...
... i zachodem księżyca na drugiej
Już sam fakt, że przypadło to na bezchmurny dzień nastrajał mnie niezwykła radością dokarmianą moim "leśnym głodem" gdyż ostatnio wyjść miałem mniej.
Minus pięć stopni Celsjusza pokryło Warmię lodową glazurą. Mokradła, bagna, rowy melioracyjne, zastoiska i jeziora pokryły się lustrem cienkiej tafli lodowej.
W naszej strefie klimatycznej zamarzanie wody jest zjawiskiem niezwykłej rangi dla zachowania dużej i małej retencji wody.
To oczywiste, że lód podlega zjawisku sublimacji, czyli odparowania lecz ten proces przebiega wielokrotnie wolniej niż parowanie otwartej wody. Lód zatrzymuje wodę, która będzie tak bardzo potrzebna w okresie wiosennych roztopów.
Niestety pokrywa lodowa w świetle zmian klimatycznych nie utrzymuje się dość długo.
Z tym większą przyjemnością przyglądałem się zamarzniętej powierzchni mojego ulubionego mokradła.
Czy można przejść obok rozpadających się "pałek wodnych" i ich nie sfotografować? ... Nie można!
Zima jest tak ciepła, że bobry nie przerwały swojej aktywności. Wszędzie ślady ich pracowitości w budowaniu nadwodnej architektury i infrastruktury wodnej.
Ledwo oddaliłem się od tego miejsca, moją drogę przeciął taki widok.
Miałem wiele szczęścia zatrzymując w kadrze cielaka w takiej akurat pozie. Gdyby nie to, trudno byłoby mi wytłumaczyć jak bardzo zabawnie pokonywał trasę.
Wypatrzenie jego mamy wymagało nie lada wysiłku. Dorosłe, czujne łanie wiedzą co to sztuka kamuflażu.
A las tego dnia mamił i wabił mieniąc się odcieniami podświetlonej słońcem wilgoci wciskanej między pnie starodrzewia.
Poniżej mini galeria moich egzaltacji i przeżyć.
Był czas na obserwacje zwierząt.
Spotkałem spore stado jeleni. W tym zarówno łań (oddzielna grupka) jak i stada kawalerów.
Kilkanaście byczków przebiegło przede mną w miejscu, którego lepiej wymarzyć nie mogłem.
Rozświetlony tunel w drugim planie jest marzeniem każdego fotografa.
Ostatni z samców zatrzymał się i długo analizował nieruchomą bryłę jaką stanowiło moje nieproszone jestestwo .
Ileż miałem farta, że leśna sarna ustawiła się akurat w snopie światła. Co za dzień!
Śródleśne polany pokryte szronem pięknie kontrastowały z nietkniętym mrozem wnętrzem lasu.
Bufor termiczny jaki stanowi cieplejsze powietrze ugrzęźnięte między drzewami jest ogromny.
Wprawdzie wewnątrz lasu słońca jak na lekarstwo, ale różnica temperatur jest odczuwalna. Przyczyna tego zjawiska polega również na tym, że na otwartej przestrzeni, którą jest podmokła łąka, odparowanie wody jest większe niż chronionego roślinnością i drzewami runa.
Tak czy siak, jest to bardzo fotogeniczne zjawisko. Obawiam się, że za kilka lat taka oszroniona łąka będzie już tylko wspomnieniem.
A teraz muszę zakończyć pewną refleksją. Lasy w Polsce rosną głównie, nie tylko ale często na tzw. lekkich glebach. Kiedyś, gdy nie było harevesterów, nie kładło się lasu hektarami, oddziałami.
Robiony był szacunek brakarski, na podstawie którego wycinano selektywnie wybrane drzewa. Wiadomo, że ekonomia nie pozwoli już na ten rodzaj gospodarowania lasem ale odkryte hektarowe łachy leśnej, przypomnę często lekkiej gleby powodują gigantyczne odparowanie wody. Piaski i lekkie gleby nie mają czym wiązać wody, a dodatkowo po wyrębie mają spulchnioną, zruszoną strukturę co również przyspiesza parowanie. Serce mi ostatnio pękło, bo wielkopowierzchniowe cięcia odbywają się na terenie NATURA 2000. Niestety pod bezlitosną piłę siłą rzeczy trafiają drzewa gniazdowe i dziuplowe. Cały projekt NATURA 2000 okazał się wielką fikcją, kolejnym politycznym interesem, potrzebą chwili, a nie wieloletnią, świadomą działalnością na rzecz ochrony rzadkich gatunków. Mam coraz więcej problemu z pokazywaniem Wam pięknej przyrody, bo te zdjęcia powstały dzięki temu, że zrobiłem swoisty labirynt między trzema ekipami tnącymi. Po huku broni myśliwskiej, dźwięk pił i ładowanej dłużycy to najgorsze dźwięki jakie mogę w lesie usłyszeć.
Najgorsze ...
Aby nie kończyć pesytekstem, wrzucam fotkę z przeloty gęsiego klucza. Tyle udało mi się wychwycić ze środka lasu - WIOSNA!
sobota, 1 lutego 2020
Byłem dziś łanią!
Nie umiem powiedzieć jak bardzo zwariowałem dziś w lesie. Przyczyna wariacji była jedna - głód lasu. Bieg ostatnich zdarzeń wykluczył mnie z możliwości wyjścia do oazy życia i normalności.
Wczoraj sprawdzałem pogodę - słabe opady deszczu. Nic to, nawet gdyby lało poszedłbym. Materializacją mojego wariactwa był jednak ilość zrobionych kilometrów. Szedłem nieprzerwanie przez 5 godzin. Ostatni kilometr przypominał bardziej "robot walking". Grawitacja ze szczególną siłą przyciągała moje buty, a w nich przecież były moje nogi. Ja w zasadzie nie szedłem, ja z najwyższym trudem przestawiałem nogi.
Inną zupełnie sferą wariactwa była nadprzeciętna kontemplacja lasu. Jestem "deszczowy", dziś przynajmniej byłem. W taki dzień, pobyt w lesie jest zupełnie ekstatyczny.
Jestem deszczem, igliwiem, powietrzem ... wszystkim po trosze jestem.
W jakiejś części byłem też łanią. Miała miejsce dziwna sytuacja. W pewnym momencie szedłem równo z łaniami w odległości 10 metrów. Dopiero gdy się zatrzymałem by zrobić im zdjęcie, zorientowały się, że nie jestem jedną z nich. Pomyślałem, że chyba nie robią sobie zdjęć, skoro moja czynność nie spodobała im się, a nawet zaskoczyła. Dopóki jednak szedłem ich tempem, były pewne, że jestem członkiem ich stada ... członkinią.
Mógłbym tam pozostać jeszcze długo ale coś ciągle gnało mnie przed siebie.
Sarny spotykałem dziś kilkakrotnie.
Rodzi się pytanie - ile saren jest na zdjęciu?
Z jeleniami miałem dziś ogólnie problem. Niby ciągle były blisko, a przytomnego zdjęcia nie ma :)
Stary las liściasty to jest to!
Tekstura czy jak zwał.
Rytm.
Dojrzały las.
Wczoraj sprawdzałem pogodę - słabe opady deszczu. Nic to, nawet gdyby lało poszedłbym. Materializacją mojego wariactwa był jednak ilość zrobionych kilometrów. Szedłem nieprzerwanie przez 5 godzin. Ostatni kilometr przypominał bardziej "robot walking". Grawitacja ze szczególną siłą przyciągała moje buty, a w nich przecież były moje nogi. Ja w zasadzie nie szedłem, ja z najwyższym trudem przestawiałem nogi.
Inną zupełnie sferą wariactwa była nadprzeciętna kontemplacja lasu. Jestem "deszczowy", dziś przynajmniej byłem. W taki dzień, pobyt w lesie jest zupełnie ekstatyczny.
Jestem deszczem, igliwiem, powietrzem ... wszystkim po trosze jestem.
W jakiejś części byłem też łanią. Miała miejsce dziwna sytuacja. W pewnym momencie szedłem równo z łaniami w odległości 10 metrów. Dopiero gdy się zatrzymałem by zrobić im zdjęcie, zorientowały się, że nie jestem jedną z nich. Pomyślałem, że chyba nie robią sobie zdjęć, skoro moja czynność nie spodobała im się, a nawet zaskoczyła. Dopóki jednak szedłem ich tempem, były pewne, że jestem członkiem ich stada ... członkinią.
Mógłbym tam pozostać jeszcze długo ale coś ciągle gnało mnie przed siebie.
Sarny spotykałem dziś kilkakrotnie.
Rodzi się pytanie - ile saren jest na zdjęciu?
Z jeleniami miałem dziś ogólnie problem. Niby ciągle były blisko, a przytomnego zdjęcia nie ma :)
Stary las liściasty to jest to!
Tekstura czy jak zwał.
Rytm.
Dojrzały las.
sobota, 4 stycznia 2020
Dziki długo oczekwiane!
W pierwszych leśnych krokach, które są jak pierwszy łyk zimnego piwa w 36-io stopniowym upale, dostałem wiatrem od wschodu.
W drugich leśnych krokach, które są jak ... drugi łyk piwa itd. :)))) dostałem wiatrem zachodnim.
Pomyślałem, ooo, łatwo dziś nie będzie.
20 metrów dalej wiatr trafił w moje plecy, a ja nie zmieniałem kierunku marszu.
Wtedy zrozumiałem, że nie że nie będzie łatwo - będzie beznadziejnie!
I wiecie co?
I nie było!
Coś kazało mi dłużej niż zwykle obserwować starą leśną dróżkę.
Całe szczęście, bo na takie spotkanie czekałem od kilku miesięcy.
W moim kierunku szła pokaźna ilość osobników najbardziej prześladowanego gatunku w Polsce.
Tym bardziej spotkanie z nimi dziś ma inny wymiar niż lata wstecz.
Łącznie ponad dwadzieścia sztuk.
Były niesamowicie skupione na jedzeniu.
Mam dziczą naturę, gdy jem, też można do mnie podejść ;)
Szły i szły.
A ta gówniara była jedyną w pełni czujną i to za jej sprawką kolejne z nimi spotkanie zostanie przerwane. Tu widać jak "ciągnie wiatr" w nozdrza.
Tu spod łba patrzy na mnie inny osobnik. Nie zmienia to faktu, że wciąż idą na mnie, co mnie niezwykle cieszy. Zwróćcie uwagę na bokobrody tego po lewej :)
W pewnym momencie szły tak blisko mnie, że niemal nie mieściły mi się w kadrze.
Zamyślony młodzieniaszek.
No fajnie, w drągowinie znaleźć prześwit, w którym widać prawie całe zwierzę to cud, a ten w tym jedynym korzystnym dla mnie momencie musiał się otrzepać!
Tu już podszedłem je kilkaset metrów dalej. Druga tura sesji.
Niestety wspomniana wcześniej gówniara, zwąchała mnie i tyle je widziałem :)
Życzę leśnym włóczęgom takich miejsc! Starodrzew otoczony bagnami.
W drugich leśnych krokach, które są jak ... drugi łyk piwa itd. :)))) dostałem wiatrem zachodnim.
Pomyślałem, ooo, łatwo dziś nie będzie.
20 metrów dalej wiatr trafił w moje plecy, a ja nie zmieniałem kierunku marszu.
Wtedy zrozumiałem, że nie że nie będzie łatwo - będzie beznadziejnie!
I wiecie co?
I nie było!
Coś kazało mi dłużej niż zwykle obserwować starą leśną dróżkę.
Całe szczęście, bo na takie spotkanie czekałem od kilku miesięcy.
W moim kierunku szła pokaźna ilość osobników najbardziej prześladowanego gatunku w Polsce.
Tym bardziej spotkanie z nimi dziś ma inny wymiar niż lata wstecz.
Łącznie ponad dwadzieścia sztuk.
Były niesamowicie skupione na jedzeniu.
Mam dziczą naturę, gdy jem, też można do mnie podejść ;)
Szły i szły.
A ta gówniara była jedyną w pełni czujną i to za jej sprawką kolejne z nimi spotkanie zostanie przerwane. Tu widać jak "ciągnie wiatr" w nozdrza.
Tu spod łba patrzy na mnie inny osobnik. Nie zmienia to faktu, że wciąż idą na mnie, co mnie niezwykle cieszy. Zwróćcie uwagę na bokobrody tego po lewej :)
W pewnym momencie szły tak blisko mnie, że niemal nie mieściły mi się w kadrze.
Zamyślony młodzieniaszek.
No fajnie, w drągowinie znaleźć prześwit, w którym widać prawie całe zwierzę to cud, a ten w tym jedynym korzystnym dla mnie momencie musiał się otrzepać!
Tu już podszedłem je kilkaset metrów dalej. Druga tura sesji.
Niestety wspomniana wcześniej gówniara, zwąchała mnie i tyle je widziałem :)
Życzę leśnym włóczęgom takich miejsc! Starodrzew otoczony bagnami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)