Są takie zwierzątka, które trudno jest sfotografować z bliska. Na myśli mam bardzo bliskie blisko.
Takie szczególnie najbliższe blisko. Można przecież tak zrobić portret hmmm ... na przykład pomrowowi ... pomrowu, o winniczku nie wspomnę. Ale zającu ... zającowi trudno.
Abstrahując na chwilę od zająca, kiedyś, jak już będę majętny, ufunduję całkiem fajną nagrodę za wykonane z bliska zdjęcie kosa w lesie. Na tym etapie to nieosiągalny dla mnie ptaszek.
To jak próba sfotografowania jaskółki w locie czy kreta w norze. Pewnie nieco przesadzam, ale kos w lesie jest rzeczywiście trudnym przeciwnikiem. Jednym z tak płochliwych zwierząt jest bez wątpienia zając w swoim środowisku. Natura wyposażyła go w lęki i narzędzia, które je karmią ... te lęki.
Świetny wzrok i przede wszystkim słuch. Momentami mam wrażenie, że zając ma uszy (słuchy) połączone bezpośrednio z łapami, czyli w żargonie łowieckim skokami. Gdy tylko jakiś dźwięk go zaniepokoi, startuje jak strzała i tyle go widzieli. Szczęśliwie raz na jakiś czas zdarza się też, że zastygnie w bezruchu złożywszy wspomniane słuchy po sobie. To okoliczność, która ułatwia wykonanie zdjęcia. Niestety zdjęcie tego typu nie przedstawia specjalnej wartości, a jedynie dokumentuje fakt, że widzieliśmy zająca. Miałem ostatnio okoliczność ułatwiającą mi podejście do zająca na niezwykle bliską odległość. W okolicy było tyle drapieżników, że moja bliskość okazała się nie tylko mniej straszna, ale może nawet była pewnym zbawieniem :) Wykorzystałem to skrzętnie - zapraszam!
niedziela, 22 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
post jednego zdjęcia!
Niezapomniany świt, późna jesień zeszłego roku. Niesamowita aura puszczańskiego poranka.
W powietrzu wisi mieszanina zapachów wilgotnego mchu i mgły zbierającej komponenty aromatów z igliwia, kory i liści. Budzi się we mnie niepowstrzymane przekonanie, że to najpiękniejsze miejsce na ziemi. Puszcza Napiwodzko-Ramucka ... mieszkam tak blisko Niej, jestem chyba wybrańcem losu. Po kilku kilometrach podchodu zbliżam się do mojego ulubionego miejsca. Po raz kolejny nie zawiodło - są! Jelenie o pięknie zbudowanym porożu, symetrycznej widlicy i grubych tykach, mimo młodzieńczego wieku, robią wrażenie. Poruszają się cichutko, jak zawsze, jak duchy. Tym razem zobaczyły mnie wcześniej, niż ja je. Niby niestety, ale to zdjęcie z jeleniami odchodzącymi ode mnie jest jednym z moich najbardziej ulubionych. Ten pojedynczy kadr stanowi prawdę o tej Puszczy. Choć nie całą oczywiście, to jednak jest w tym ujęciu to, co ja uważam za istotę Warmińskiego Lasu.
Chciałbym wierzyć, że udało mi się przekazać Wam chociaż namiastkę uroku moich ulubionych terenów.
W powietrzu wisi mieszanina zapachów wilgotnego mchu i mgły zbierającej komponenty aromatów z igliwia, kory i liści. Budzi się we mnie niepowstrzymane przekonanie, że to najpiękniejsze miejsce na ziemi. Puszcza Napiwodzko-Ramucka ... mieszkam tak blisko Niej, jestem chyba wybrańcem losu. Po kilku kilometrach podchodu zbliżam się do mojego ulubionego miejsca. Po raz kolejny nie zawiodło - są! Jelenie o pięknie zbudowanym porożu, symetrycznej widlicy i grubych tykach, mimo młodzieńczego wieku, robią wrażenie. Poruszają się cichutko, jak zawsze, jak duchy. Tym razem zobaczyły mnie wcześniej, niż ja je. Niby niestety, ale to zdjęcie z jeleniami odchodzącymi ode mnie jest jednym z moich najbardziej ulubionych. Ten pojedynczy kadr stanowi prawdę o tej Puszczy. Choć nie całą oczywiście, to jednak jest w tym ujęciu to, co ja uważam za istotę Warmińskiego Lasu.
Chciałbym wierzyć, że udało mi się przekazać Wam chociaż namiastkę uroku moich ulubionych terenów.
środa, 11 czerwca 2014
dziki na każdym zakręcie!
Tą damę, również z małymi, spotkaliśmy w głębokiej trawie śródleśnej polany. Podszedłem najbliżej jak umiałem w tych okolicznościach. Zachodzące słońce malowało piękne plamy na otaczającej ją zieleni. Malców niestety w tak wysokiej trawie nie było widać.
A tą mamusię, spotkaliśmy na drugim końcu tej samej polany. Kawał zwierza! Muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem jej ogromu.
Przyglądała mi się nad wyraz czujnie. Sam nie wiedziałem na co mogę, a na co nie mogę liczyć w tej sytuacji. Stałem przed nią sam, na otwartej przestrzeni. Ostrzegała mnie w sposób jednoznaczny, że będzie lepiej, gdy pozostanę tam gdzie jestem. Warcząc na mnie, czekała, aż malce przejdą za nią do lasu, po czym sycząc i warcząc "po dzikowemu", odeszła.
Ostatni mały jegomość znika w trawie, a ona cierpliwie stoi na straży.
Ten obywatel okazuje głębokie niezadowolonie z tytułu mojej bliskości. Zobaczcie na dalszych zdjęciach jak "słodko" na mnie zerka :) Spotkanie odbyło się 100 metrów od miejsca, w którym niedawno spotkałem wilka. Piękny, mieszany las, powalone dęby i bogaty podszyt. Uroczysko!
Długo będę pamiętał szum wciąganego nozdrzami powietrza przy próbie zwietrzenia nas. Poniższe zdjęcie obrazowo to pokazuje.
Słodziak! ;)
niedziela, 8 czerwca 2014
bliżej podejść się nie da ...
Jako licealista spędzałem w lesie większość sobót i niedziel. Do torby (po masce PGaz) zabierałem bułkę, kiełbasę i przepadałem na długie godziny w kudypskich lasach. Do dziś z większością drzew w okolicach Kudyp jestem na Ty, chociaż te które pamiętam jako nastoletnie młodniki są dziś pięćdziesięcioletnim lasem ... a niech to! :) Skąd w moich rodzicach było tyle zaufania, zarówno do mnie jak i do losu, nie mam pojęcia. Ojciec zabierał mnie do lasu od dziecka, więc być może było to dla niego wręcz powodem do dumy, że jako nastolatek, sam spędzam w lesie tyle godzin. Tego już się nie dowiem, ale tak było. Zabierałem z sobą również wojskową lornetkę i aparat fotograficzny - Smienę 8!
Ani ta lornetka (6x40) ani ten aparat, bez zaangażowania ogromnej wyobraźni, nie były w stanie pokazać czegokolwiek. Kiedyś opublikuję tu kilka zdjęć z tamtych wypraw :)
W młodzieńczych czasach moje pojęcie o podchodzie czy zasiadce były w powijakach. Udawało mi się wiele widzieć, ale z daleka. Odwiecznym moim marzeniem i jednocześnie nieosiągalnym przez długie lata, było zbliżenie się do zwierzyny na kilka metrów. Dopiero lata później opanowałem taką umiejętność i dziś praktycznie nie miewam wyjść do lasu, bez tzw. zdjęć przyrodniczych. Są różne dni, lepsze i gorsze. Nie wszystko zależy ode mnie, bo aktywność i czujność zwierzyny też jest zmienna. A i mi nie zawsze chce się w półprzysiadzie "podpełzywać" do wszelkiego żywiołka bożego.
Ale ... ale wczoraj chciało mi się i ze względu na mglisty poranek, zwierzyna też była jakby ... "łatwiejsza";) Nie ma co się łudzić, takich dni, "żeby dwoje chciało na raz", jest najmniej. Minona sobota taka właśnie była. Dlatego cieszcie oko tymi zdjęciami, bo są naprawdę zrobione z unikalnie bliskich odległości. Miłej zabawy :)
Taki poranek zwykle zwiastuje wiele dobrego ...
Udało mi się Go naprawdę niesamowicie blisko (8-9m) podejść!
Jego znacznie młodszy kolega, młodziutki koziołek, był o wiele czujniejszy :)
Do tej damy, podszedłem wyjątkowo blisko, dzieliło nas zaledwie kilka (maks. 10 m) metrów!
Lisek, ten siedzący, drapiący się, jest kwintesencją bajkowego liska-chytruska :)
Trudno jest tak blisko podejść do zająca - tego dnia ... udało się :)
Bardzo chciałem mieć w komplecie dziki i robiłem co mogłem. W bardziej "dzikowy las" wejść się już nie da ... niestety bez efektów, ale zobaczcie gdzie mnie zaprowadziło to oczekiwanie spotkania. Wszędzie ślady bytności dziczych watach, zbuchtowany teren jak po orce, wilgoć i ciemny las liściasty - wszystko było jak należy, ale dziki zawiodły :)
sobota, 7 czerwca 2014
wieczór z dzikami!
Piątkowe popołudnie ... ludziska cały tydzień marzą i planują czego to w piątek po południu nie zrobią. I robią, idą do klubów, bawią się, spotykają ze znajomymi. Zapewne z racji baaardzo zaawansowanego wieku, bo innego wytłumaczenia nie ma, uznawam, że w większości przypadków ten rodzaj spędzania czasu mam już za sobą. Musiałem chyba urodzić się z tak zaawansowanym wiekiem, bowiem od zawsze w moim życiu fotografia, wędkarstwo czy szereg inych pasji, wypierało chadzanie do klubów. Nie żebym był jakiś święty, co to, to nieeee! W klubach też swoje odpękałem, żeby było jasne :)
W ten jednak piątek, powodowany poprzednioniedzielnym spotkaniem z wilkiem, oczywiście pojechałem w tamto miejsce, do lasu.
Wieczór w głębokim lesie jest równie, albo nawet równiej mistycznym przeżyciem, co świt.
O ile o świcie mamy wrażenie, że z każdą chwilą jest radośniej, pewniej i normalniej, o tyle wieczorem, wszystkie te odczucia zdają się zmierzać w zgoła odwrotną stronę. Ale ja to lubię, a wręcz uwielbiam ten atawistyczny niepokój. To był świetnie spędzony czas, ponieważ miałem wiele obserwacji i ciekawych spotkań. Po drodze na polankę, na której spodziewałem się zastać jelenie, a jeszcze bardziej dziki, sfotografowałem ziębę :) To przepiękny ptak, ozdoba naszych lasów.
Póki jeszcze było stosunkowo jasno, podszedłem sarenkę z młodym :) Ledwo wystawał z trawy, więc zrobiłem kolejne zdjęcie z większej odległości, gdy spokojnie odchodziły w stronę lasu.
Chmarkę jeleni spotkałem już o zmroku. Coraz słabsze światło, coraz gorsze zdjęcia, ale coraz większa łatwość podejścia zwierzyny. "Cóś za cóś", jak powiadają lokalni mędrcy :)
To samotna łania, oddająca się beztroskiemu samopodgryzaniu.
Tu niestety skończyła się zarówno beztroska, jak i czynności higienizujące - jakiś dziwoląg podszedł zbyt blisko.
Zupełnie o zmroku, jak gdyby nigdy nic, podążała w moją stronę, leśną dróżką, locha z młodymi.
Wnet okazało się, że podąża ku mnie więcej loch! Jest ciemnawo, ja sam, lochy trzy, młodych od czorta, w bezpośrednim pobliżu ani jednago rozsądnego drzewa. Zacząłem się zastanawiać co mam robić w takiej sytuacji?!? Na szczęście na odpowiedź nie musiałem długo czekać - ZDJĘCIA!
Tak, to było genialne wyjście z opresji:)
Cudowny teren żegnał mnie takim widokiem. Byłem pewny, że to koniec wieczornej przygody ...
... a ku mojemu zaskoczeniu, udało mi się, już w drodze do samochodu, podejć łanię żerującą w "habaziach". Było już naprawdę ciemno, ale coś tam widać :)
Ten post pisałem, dziś, po powrocie ze świtu w lesie. Jestem pełen emocji i nie mogę się doczekać, kiedy podzielę się z Wami, naprawdę wyjątkowymi zdjęciami:)
W ten jednak piątek, powodowany poprzednioniedzielnym spotkaniem z wilkiem, oczywiście pojechałem w tamto miejsce, do lasu.
Wieczór w głębokim lesie jest równie, albo nawet równiej mistycznym przeżyciem, co świt.
O ile o świcie mamy wrażenie, że z każdą chwilą jest radośniej, pewniej i normalniej, o tyle wieczorem, wszystkie te odczucia zdają się zmierzać w zgoła odwrotną stronę. Ale ja to lubię, a wręcz uwielbiam ten atawistyczny niepokój. To był świetnie spędzony czas, ponieważ miałem wiele obserwacji i ciekawych spotkań. Po drodze na polankę, na której spodziewałem się zastać jelenie, a jeszcze bardziej dziki, sfotografowałem ziębę :) To przepiękny ptak, ozdoba naszych lasów.
Póki jeszcze było stosunkowo jasno, podszedłem sarenkę z młodym :) Ledwo wystawał z trawy, więc zrobiłem kolejne zdjęcie z większej odległości, gdy spokojnie odchodziły w stronę lasu.
Chmarkę jeleni spotkałem już o zmroku. Coraz słabsze światło, coraz gorsze zdjęcia, ale coraz większa łatwość podejścia zwierzyny. "Cóś za cóś", jak powiadają lokalni mędrcy :)
To samotna łania, oddająca się beztroskiemu samopodgryzaniu.
Tu niestety skończyła się zarówno beztroska, jak i czynności higienizujące - jakiś dziwoląg podszedł zbyt blisko.
Zupełnie o zmroku, jak gdyby nigdy nic, podążała w moją stronę, leśną dróżką, locha z młodymi.
Wnet okazało się, że podąża ku mnie więcej loch! Jest ciemnawo, ja sam, lochy trzy, młodych od czorta, w bezpośrednim pobliżu ani jednago rozsądnego drzewa. Zacząłem się zastanawiać co mam robić w takiej sytuacji?!? Na szczęście na odpowiedź nie musiałem długo czekać - ZDJĘCIA!
Tak, to było genialne wyjście z opresji:)
Cudowny teren żegnał mnie takim widokiem. Byłem pewny, że to koniec wieczornej przygody ...
... a ku mojemu zaskoczeniu, udało mi się, już w drodze do samochodu, podejć łanię żerującą w "habaziach". Było już naprawdę ciemno, ale coś tam widać :)
Ten post pisałem, dziś, po powrocie ze świtu w lesie. Jestem pełen emocji i nie mogę się doczekać, kiedy podzielę się z Wami, naprawdę wyjątkowymi zdjęciami:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)