Nawet w tak pochmurny dzień jak dzisiejszy, warto było poeksperymentować. Fotografowanie krzyżówek na pobliskiej Łynie może i jest fajne, ale dziś postanowiłem wykorzystać kaczki do innych celów. Nie wiem czy mi się udało, ale dzięki współpracy z "ptactwem wodnem" uzyskałem obraz jaki zamierzałem. Jedno z najpiękniejszych mediów, w zasadzie jeden z cudów Ziemi, jedyna substancja na naszej planecie, która występuje w trzech stanach skupienia, najlepszy rozpuszczalnik, ciecz, która ma pamięć i potrafi zmienić swoje właściwości fizyczne nie zmieniwszy składu chemicznego. Woda posiada jeszcze wiele niezgłębionych tajemnic. Dziś pokazuję ją jako środowisko życia poczciwej kaczki krzyżówki, tym razem w roli trampoliny, która pozwala się jej odbić ... dosłownie i w przenośni. No choćby to weźcie pod uwagę, woda jest czymś co pozwala jednocześnie odbić się w niej i od niej ... ;)
środa, 11 lutego 2015
poniedziałek, 9 lutego 2015
noc, noc, noc ...
Wiele czynników zadecydowało o tym, że dziś zostałem w lesie do zmroku. Jednym z tych czynników był fakt, że zaszło słońce i zrobiło się ciemno :))) Żartuję oczywiście. Prawda jest taka, że o 13.00 pojechałem sprawdzić czy coś siadło na zanęcie. Opuszczam firmę, przebieram się, jadę, potem długo idę i to wszystko po to, by stwierdzić, że bardzo blisko mojej kryjówki trwają prace pielęgnacyjne lasu!!! Nie mogłem liczyć na to, że bielik siądzie w pobliżu nawołujących się pracowników leśnych. Oni z tytułu oszczędzania słuchu pracują w słuchawkach, więc żeby się usłyszeć drą się do siebie niszcząc gardło i moje szanse na bielika. Wróciłem do samochodu. Myślałem, że mnie rozniesie. Dodam, że jadąc w stronę czatowni, zignorowałem szczególnie liczny rudel saren polnych. Niech to! Wiedziałem, że jakoś odreaguję całe to zamieszanie. No i stało się! Wymyśliłem! Postanowiłem przenieść się, a w zasadzie przewieźć w okolice Kośna i tam pozostać do zmroku. Dzisiejszy dzień nawet w południe był ciemny, a na co liczyłem w nocy w lesie ... nie wiem ;) Wiem, że chciałem poeksperymentować z aparatem i przede wszystkim spotkać jelenie. Uwielbiam też delikatny dyskomfort bycia w środku Puszczy gdy robi się ciemno. To uzależniające doznanie - polecam. Działa lepiej niż koka, hera, hasz, LSD ... ;) No to taka moja osobista meskalina! Oczywiście trzeba być samemu. Gwarantuję za efektywność tej metody - szczególnie polecam Paniom - oczy rosną i rosną z każdym dźwiękiem :))). Tak właśnie zrobiłem, zostałem do "ciemka" jak to mówią. Gdy jeszcze cokolwiek dawało się fotografować, ale i tak z kłopotami, na polanę wyszedł jeleń. Piękny dwunastak, dostojny, prężny, przyszłościowy byk. Gdy robiło się już ciemnawo, opuściłem polanę i udałem się na rozstaj leśnych dróg. Wiedziałem, że tam jeszcze coś się wydarzy. Wiem, że te zdjęcia to eksperyment, nie zachwycą Was jakością, ale nie sądzę, by o to chodziło. To pamiątka ekscytującego wieczoru, jego intensywności i rejestracja ruchu zwierząt o tej porze doby. W oddali coś pomiędzy dużym lisem, a wilkiem przebiegło drogę. Było zbyt ciemno, bym mógł stwierdzić jednoznacznie, ale skłaniam się w stronę wilka. No ale zdjęcia nie mam, nie ma co kruszyć kopii o gdybania.
Skupmy się na tym co mamy, jeleń, łania, cielak - w zasadzie nocny jeleniowy komplet. Niezupełnie nocny, bo byka robiłem ok. szesnastej, nie było jeszcze aż tak ciemno. Ostatnie zdjęcie powstało na matrycy uczulonej do 6400 ISO !!! Ciekawostka. Aaaa ... czas ekspozycji 1/60 sek. 420 mm - z ręki!
Odreagowałem. Ten wieczór dał mi pełną satysfakcję, ziszczenie planów i nie ukrywam, radochę z nocnych zdjęć zwierząt. To dopiero początek :)
Tu jeszcze jako tako było widać ...
gdybyście chcieli zobaczyć to co ja widziałem, czyli niewiele :))) Dlatego ustawiłem się na drodze, to była jedyna szansa na zdjęcie.
to ta wykręcona fota - ISO 6400!
Skupmy się na tym co mamy, jeleń, łania, cielak - w zasadzie nocny jeleniowy komplet. Niezupełnie nocny, bo byka robiłem ok. szesnastej, nie było jeszcze aż tak ciemno. Ostatnie zdjęcie powstało na matrycy uczulonej do 6400 ISO !!! Ciekawostka. Aaaa ... czas ekspozycji 1/60 sek. 420 mm - z ręki!
Odreagowałem. Ten wieczór dał mi pełną satysfakcję, ziszczenie planów i nie ukrywam, radochę z nocnych zdjęć zwierząt. To dopiero początek :)
Tu jeszcze jako tako było widać ...
gdybyście chcieli zobaczyć to co ja widziałem, czyli niewiele :))) Dlatego ustawiłem się na drodze, to była jedyna szansa na zdjęcie.
to ta wykręcona fota - ISO 6400!
niedziela, 8 lutego 2015
zimowe szaty lasu
Dziś w lesie powitały mnie wściekłe wiatry ozdobione intensywnymi opadami śniegu. Wczoraj (od pięknej kobiety, do tego sąsiadki) dostałem cudowny prezent - resztki po upolowanym dziku. Skóra, trochę gnatów, nieco flaków - cudo! Idealna wykładka przed czatownię. Wszystko ważyło kilkanaście kilogramów. Do czatowni mam niestety około 3 kilomterów. Czy muszę mówić jakim wysiłkiem było zataskanie tego do celu? Na miejsce dotarłem mokry jak szczur, pot leciał mi spod czapki, katastrofa. Wiedziałem, że w takim stanie za długo nie wytrzymam w bezruchu. Pogoda była bardzo fotogeniczna, jednak z przyrodą umówić się nie da. Nic, ale to nic nie usiadło w kadrze. Drugi dzień psu w d... .
No nic, korzystając z pojawiających się słonecznych prześwitów wyruszyłem na podchód. Wiedziałem gdzie są jelenie w tak wietrzne i zimne dni. Wiedziałem też, że ich tam nie sfotografuję, bo to gęsta, ciemna drągowina. Ale tym razem się uparłem. Postanowiłem w ramach odreagowania złości za zasiadkowe niepowodzenia iść za nimi do skutku. W końcu na świeżym śniegu wiadomo, które tropy są po spłoszonych jeleniach. Przeciągnęły mnie po lesie ponad sześć kilometrów. Niestety nie były łaskawe uciekać drogami - dziwne;) Po pierwszych trzech kilometrach, wyschły spocone porannym targaniem dziczego truchła ubrania, po kolejnych trzech były ... ponownie mokre! Byłem ubrany na zasiadkę, więc podchód za spłoszonymi jeleniami był takim sobie pomysłem. Ale kto twierdzi, że jestem normalny?!? Jelenie dorwałem, ale nie mogę pochwalić się jakimś szczególnie bliskim podejściem. Wiatr kręcił jak diabeł ogonem, nie potrafiłem zgubić swojej ścieżki zapachowej. W zasadzie po tylu kilometrach to była raczej ścieżka smrodowa :))) Po trzech godzinach wróciłem do czatowni. Zanęta nietknięta! A niech to. Nie wiem co się dzieje. Na tej polanie miewałem bieliki, orliki krzykliwe, myszołowy, kanię, jastrzębia i krogulce, o krukach nie wspomnę! Większość fotografowałem, a od wczoraj nic. Niestety będę musiał tu wrócić jutro - trudno, PKB nieco spadnie, ale nie co dzień mam taką zanętę. Nie może się zmarnować. Nieco rozczarowany, wracałem do samochodu nową, dłuższą trasą. Dochodziła piętnasta. Poznałem nowy, arcy atrakcyjny kawał lasu. Jeszcze wielokrotnie będę wracał tą trasą. Po drodze porobiłem trochę dziwnych (jak na mnie) zdjęć. W jednym przypadku, szukając efektu ukochanej przeze mnie grafiki, nawet coś pogrzebałem w krzywych korekcyjnych. Może się spodoba - zapraszam na zimowy spacer po lesie :)
Nie ma co liczyć, że jeszcze kiedyś pozwolę sobie na modyfikowanie skończonego pięna jakim jest las - ta praca to wyjątek, więcej się nie powtórzy - mam słabość do grafiki ;)
No nic, korzystając z pojawiających się słonecznych prześwitów wyruszyłem na podchód. Wiedziałem gdzie są jelenie w tak wietrzne i zimne dni. Wiedziałem też, że ich tam nie sfotografuję, bo to gęsta, ciemna drągowina. Ale tym razem się uparłem. Postanowiłem w ramach odreagowania złości za zasiadkowe niepowodzenia iść za nimi do skutku. W końcu na świeżym śniegu wiadomo, które tropy są po spłoszonych jeleniach. Przeciągnęły mnie po lesie ponad sześć kilometrów. Niestety nie były łaskawe uciekać drogami - dziwne;) Po pierwszych trzech kilometrach, wyschły spocone porannym targaniem dziczego truchła ubrania, po kolejnych trzech były ... ponownie mokre! Byłem ubrany na zasiadkę, więc podchód za spłoszonymi jeleniami był takim sobie pomysłem. Ale kto twierdzi, że jestem normalny?!? Jelenie dorwałem, ale nie mogę pochwalić się jakimś szczególnie bliskim podejściem. Wiatr kręcił jak diabeł ogonem, nie potrafiłem zgubić swojej ścieżki zapachowej. W zasadzie po tylu kilometrach to była raczej ścieżka smrodowa :))) Po trzech godzinach wróciłem do czatowni. Zanęta nietknięta! A niech to. Nie wiem co się dzieje. Na tej polanie miewałem bieliki, orliki krzykliwe, myszołowy, kanię, jastrzębia i krogulce, o krukach nie wspomnę! Większość fotografowałem, a od wczoraj nic. Niestety będę musiał tu wrócić jutro - trudno, PKB nieco spadnie, ale nie co dzień mam taką zanętę. Nie może się zmarnować. Nieco rozczarowany, wracałem do samochodu nową, dłuższą trasą. Dochodziła piętnasta. Poznałem nowy, arcy atrakcyjny kawał lasu. Jeszcze wielokrotnie będę wracał tą trasą. Po drodze porobiłem trochę dziwnych (jak na mnie) zdjęć. W jednym przypadku, szukając efektu ukochanej przeze mnie grafiki, nawet coś pogrzebałem w krzywych korekcyjnych. Może się spodoba - zapraszam na zimowy spacer po lesie :)
Nie ma co liczyć, że jeszcze kiedyś pozwolę sobie na modyfikowanie skończonego pięna jakim jest las - ta praca to wyjątek, więcej się nie powtórzy - mam słabość do grafiki ;)
sobota, 7 lutego 2015
spały zimowe
Zwierzyna, najczęściej jeleniowate, zgryzają siekaczami korę drzew w poszukiwaniu zawartych w niej składników. Dziś, ze względu na to, że jest zima, prezentuję typowe spały zimowe. Z tą zimą to chyba nie byłem zbyt odkrywczy :) Spały zimowe czynią znacznie mniej szkód roślinom niż spały letnie, które zaprezentuję ... latem. Nie powstrzymam się od równie mało odkrywczego uzasadnienia odroczonej procedury prezentacji spałów letnich - bo teraz lata nie ma! :))) Wiem, wiem, dziś już Was nie zaskoczę :) To wina przemarznięcia na czatowni. Bezowocnego dodam, mimo faktu, że dziś przed czatownią wypadł mi ... lis! A miało być tak pięknie! Poniżej świeżutkie spały. Wystarczy podejść do drzewka, obejrzeć tropy i przekonać się, czy spałowały sarenki czy jelenie. Spały jeleni są zwykle wyżej, one też częściej dobierają się do starszych drzew. Do ulubionych gatunków jeleni należą sosny, świerki i dęby. Spały zimowe dobrze się goją. Na zdjęciach widać charakterystyczne dla spałów zimowych prążkowanie.
Nie potrafię umieścić posta bez "żywiołków", więc dziś dodatkowa lekcja kamuflażu, tym razem w wykonaniu młodego koziołka. Zaznaczam, że jest na każdym zdjęciu :)
No i zbliżenie powinno wszystko wyjaśnić :)
Na zakończenie kapitalny skok!
Nie potrafię umieścić posta bez "żywiołków", więc dziś dodatkowa lekcja kamuflażu, tym razem w wykonaniu młodego koziołka. Zaznaczam, że jest na każdym zdjęciu :)
No i zbliżenie powinno wszystko wyjaśnić :)
Na zakończenie kapitalny skok!
środa, 4 lutego 2015
obiecana niespodzianka!
Na dziś zapowiadałem się z kontynuacją relacji z niesamowitej niedzieli. Słowa dotrzymuję.
Po satysfakcjonującej sesji z krukami i koziołkiem postanowiłem obszernym powrotem kierować się w stronę samochodu. Wprawdzie ok. 13.00 słońce zaczęło coraz śmielej wychodzić zza chmur, jednak mimo piękniejącej pogody, miałem osobiście dość. Byłem po dwudniowej nasiadówce, przemarznięty i głodny. Kiedy przemierzałem leśną drogą obok gęstego młodnika świerkowego, moją uwagę zwróciła rozświetlona w oddali szkółka. Znałem to miejsce, wiedziałem, że o tej porze roku, łanie z młodymi lubią się tam powygrzewać w południowym słońcu. Mimo zmęczenia, coś kazało mi nadłożyć drogi i skręcić w ... stronę światła. Tak zrobiłem. Gdy zbliżyłem się do szkółki bardzo długo i wnikliwie lustrowałem jej powierzchnię wzrokiem. Nie ukrywam, że wyrównywałem oddech i odpoczywałem przy okazji. Nachylona w stronę południową polana szkółki była idealnie prześwietlona słońcem. Mimo, że słońce docierało precyzyjnie między sosenki poprzerastane brzózkami, niczego interesującego nie znalazłem. Konsekwentnie ruszyłem wzdłuż granicy szkółki obserwując ją bacznie. Po pokonaniu około 40-u metrów moją uwagę zwróciła ciemna plama zwierzęcia ukrywającego się między młodocianymi drzewkami. Początkowo byłem pewny, że to dzik. Gdy przez obiektyw aparatu przyglądałem się stworzeniu, uznałem w pierwszym momencie, że to jednak łania. Dopiero po chwili dotarło do mnie z czym rzeczywiście mam do czynienia. Gdy ukazał mi się pełny obrys głowy zrozumiałem, że patrzę na klempę, czyli samicę łosia! Początkowo dzieliło nas prawie 100 metrów. Najciszej jak się dało, a to przy głośnym, zmrożonym śniegu było trudne, podszedłem nieco bliżej. Dodatkową przeszkodą były efekty przecinki, czyli leżące w poprzek brzózki. Łosza ostatecznie mnie usłyszała. Zatrzymałem się i postanowiłem bardziej się już nie zbliżać. Uczestniczyłem w pięknym przeżyciu spotkania łosia w środku warmińskiej puszczy! Są oczywistsze miejsca w Polsce, w których łosie fotografuje się z samochodów, tym bardziej spotkanie tego gatunku na naszym terenie, w środku ogromnego kompleksu leśnego, dało mi nieopisaną satysfakcję. Przyglądaliśmy się sobie dłuższą chwilę, natrzaskałem kilkadziesiąt zdjęć, gdy łosza powoli zaczęła odchodzić. Dopiero w tym momencie zauważyłem młodziaka, dwulatka, który był przy niej. Podniósł się w ostatniej chwili i podążył za mamą. Piękne. On jest widoczny na wszystkich zdjęciach, jednak w trakcie ich robienia, nie widziałem go i nie miałem świadomości, że tam jest. Próbowałem jeszcze je dojść. Pokonałem lasem ponad dwa kilometry po świeżych tropach. Niestety bezowocnie. Łoś nawet gdy idzie bardzo wolno, to ja aby dotrzymać mu kroku, musiałbym biec :) Pozostałe do samochodu kilometry pokonywałem lewitując metr nad ziemią :) Byłem szczęśliwy!
pożegnalny rzut oka ;)
Po satysfakcjonującej sesji z krukami i koziołkiem postanowiłem obszernym powrotem kierować się w stronę samochodu. Wprawdzie ok. 13.00 słońce zaczęło coraz śmielej wychodzić zza chmur, jednak mimo piękniejącej pogody, miałem osobiście dość. Byłem po dwudniowej nasiadówce, przemarznięty i głodny. Kiedy przemierzałem leśną drogą obok gęstego młodnika świerkowego, moją uwagę zwróciła rozświetlona w oddali szkółka. Znałem to miejsce, wiedziałem, że o tej porze roku, łanie z młodymi lubią się tam powygrzewać w południowym słońcu. Mimo zmęczenia, coś kazało mi nadłożyć drogi i skręcić w ... stronę światła. Tak zrobiłem. Gdy zbliżyłem się do szkółki bardzo długo i wnikliwie lustrowałem jej powierzchnię wzrokiem. Nie ukrywam, że wyrównywałem oddech i odpoczywałem przy okazji. Nachylona w stronę południową polana szkółki była idealnie prześwietlona słońcem. Mimo, że słońce docierało precyzyjnie między sosenki poprzerastane brzózkami, niczego interesującego nie znalazłem. Konsekwentnie ruszyłem wzdłuż granicy szkółki obserwując ją bacznie. Po pokonaniu około 40-u metrów moją uwagę zwróciła ciemna plama zwierzęcia ukrywającego się między młodocianymi drzewkami. Początkowo byłem pewny, że to dzik. Gdy przez obiektyw aparatu przyglądałem się stworzeniu, uznałem w pierwszym momencie, że to jednak łania. Dopiero po chwili dotarło do mnie z czym rzeczywiście mam do czynienia. Gdy ukazał mi się pełny obrys głowy zrozumiałem, że patrzę na klempę, czyli samicę łosia! Początkowo dzieliło nas prawie 100 metrów. Najciszej jak się dało, a to przy głośnym, zmrożonym śniegu było trudne, podszedłem nieco bliżej. Dodatkową przeszkodą były efekty przecinki, czyli leżące w poprzek brzózki. Łosza ostatecznie mnie usłyszała. Zatrzymałem się i postanowiłem bardziej się już nie zbliżać. Uczestniczyłem w pięknym przeżyciu spotkania łosia w środku warmińskiej puszczy! Są oczywistsze miejsca w Polsce, w których łosie fotografuje się z samochodów, tym bardziej spotkanie tego gatunku na naszym terenie, w środku ogromnego kompleksu leśnego, dało mi nieopisaną satysfakcję. Przyglądaliśmy się sobie dłuższą chwilę, natrzaskałem kilkadziesiąt zdjęć, gdy łosza powoli zaczęła odchodzić. Dopiero w tym momencie zauważyłem młodziaka, dwulatka, który był przy niej. Podniósł się w ostatniej chwili i podążył za mamą. Piękne. On jest widoczny na wszystkich zdjęciach, jednak w trakcie ich robienia, nie widziałem go i nie miałem świadomości, że tam jest. Próbowałem jeszcze je dojść. Pokonałem lasem ponad dwa kilometry po świeżych tropach. Niestety bezowocnie. Łoś nawet gdy idzie bardzo wolno, to ja aby dotrzymać mu kroku, musiałbym biec :) Pozostałe do samochodu kilometry pokonywałem lewitując metr nad ziemią :) Byłem szczęśliwy!
pożegnalny rzut oka ;)
poniedziałek, 2 lutego 2015
łatwizna!
Ostatni post "Bagiennego" uświadomił mi, że można "pójść na łatwiznę" i zrobić interesujące zdjęcia bez kilometrów brodzenia po bagnach czy w moim przypadku przechodzonych po puszczy. Ma to o tyle fajne, drugie znaczenie, że może okazać się zachęcające dla "normalnych ludzi", by również chwycili za aparaty i próbowali swoich sił. "Bagienny" zaprezentował cudowne zdjęcia łabędzi. . Przecież wiadomo, że skoro "Bagienny" sięgnął po ptactwo wodne, ja, jako "Leśny" musiałem poszukać czegoś na drzewach. Zainspirowany efektem fotografowania ogólnodostępnych ptaków, wyruszyłem fotografować równie łatwodostępne wiewiórki. Mam nadzieję, że moje zdjęcia okażą się choć trochę zachęcające, a może nawet równie inspirujące co łabędzie "Bagiennego". Zapraszam do fotolektury, oczekując Waszej konstatacji, że wiewióki są wdzięcznymi i fotogenicznymi obiektami, dla których warto wyjść na krótki spacer. Tym bardziej godne są uwagi, że nie wymagają wielkiej wyprawy - czekają na Was w parkach czy lasach miejskich. Przy okazji fotopolowania na wiewiórki można przecież sfotografować wiele innych, ciekawych stworzeń. O tej porze roku czekają przecież m.in. kosy, trznadle, gile, kwiczoły, sójki, mazurki, wróble, sroki, kawki, wrony, a nawet krogulce.
Tym, którzy wybiorą się nad rzekę, może uda się spotkać zimorodka, a może nawet wydrę. Zachęcam.
Tym, którzy wybiorą się nad rzekę, może uda się spotkać zimorodka, a może nawet wydrę. Zachęcam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)