Wg spirytystów duch i dusza są synonimem. Oprę się więc o tę interpretację, bowiem teolodzy uważają, że to odrębne byty, a mi do tego wpisu bardziej pasuje pierwsza wersja.
Puszcza spowita mgłą, zimną mgłą, wydaje się być taką manifestacją ducha lasu i wierzę, że las ma swoją duszę.
W czasie moich "mglistych wypraw", towarzyszy mi przekonanie, że las prezentuje swoją duszę. Jest malarski, literacki, tajemniczy, szczególnie urokliwy. A ja ... ja brnąc w mgłę, było nie było, doznaję odczucia przenikającego wilgotnego chłodu. Mam wrażenie, że każda kropelka mgły jest jakby odpowiednikiem łącza USB, a przynajmniej pełni taką rolę i poprzez skórę i płuca łączy się z moim wnętrzem.
Woda jest najlepszym rozpuszczalnikiem na świecie i tym samym nośnikiem wielu zawartych w niej substancji. Te poprzez skórę i oddech wnikają we mnie, czyli coś jest na rzeczy ... coś jest na rzeczy. Lubię czuć się częścią gigantycznego biosystemu. Lubię "łączyć się" z Puszczą poprzez mgłę, rosę, opary, wodę ... poprzez duszę czyli. Zbudowany jestem głównie z wody, więc przynajmniej w 70% pozostajemy jednością! :)
Mogłem do tego wpisu wybrać najlepsze zdjęcia z mglistych wypraw, ale świadomie wybrałem je tylko z jednego czerwcowego spaceru. Czerwcowego, bo właśnie go przeżywamy, a ponieważ jestem póki co "więźniem Azkabanu" i nie mogę wyjść z domu, sięgnąłem do przepastnego "archi" z czasów, gdy jeszcze operowałem innym, gorszym wprawdzie aparatem. Dla oddania duszy lasu nie ma to jednak znaczenia. We mgle i tak nic nie jest do końca ostre :)))
Zacznę od pionów.
W takiej sytuacji, gdy mgła odcina drugie i trzecie plany, mam wrażenie, że las chce mi zwrócić uwagę na to akurat walczące drzewo. Chce opowiedzieć jakąś historię, może nawet dramatyczną. Z pewnością dramatyczną.
W słoneczną pogodę nie zwróciłbym uwagi na nienaturalną samtoność tych nasienników.
Spotykane w tak gęstej mgle zwierzęta, również wydają się ... iluzoryczne. Są jakby duszą samych siebie. Od razu widać, że również zbudowane są z wody! :)
Tej alei niestety już nie zobaczycie. To zdjęcie archiwalne. Rok później została wycięta w pień. Po ostatnim programie TV nakręconym w Głównej Dyrekcji Lasów Państwowych, dowiedziałem się, że to z miłości do przyrody, a nie z chęci zysku. Hipokryzja "panów władców" nie zna granic. Dodam, że to aleja liściasta w bezpośredniej bliskości rozlewiska! Muszę coś jeszcze dodawać, czy to oczywiste, że żyły tu i gniazdowały tysiące ptaków?
To właśnie zbliżenie na to swoiste światło w tunelu. Po prawej stronie jest już rozlewisko.
Poniżej kilka szybkich kadrów z wody. Tu zawsze coś się dzieje.
Gągolica prowadząca mgliste młode.
I para mglistych ogorzałek. Tu akurat szkoda, że już nie OLYMPUSEM!
Jakby uśpiona przez mgłę łania. Po wilgotnym podszycie szła zupełnie bezszelestnie. Taka obserwacja potęguje doznanie magiczności wczesnych poranków.
Na skraju "wilczej polany".
Mogę tak stać i wdychać, patrzeć i się w tym wszystkim rozpływać.
W taki dzień, nawet w środku lasu, to jednak mgła wyznacza granice.
I kiedy już opuszczałem las, pożegnał mnie ten "myszaty jegomość" :)
Tak witał mnie i żegnał mokry poranek szóstego czerwca 2014 roku.