Z fotografią leśną tak już jest, że ... ech, nie wiem czy jest sens wchodzić w te ułamki sekund, braki świateł czy nadmierne kontrasty.
W każdym bądź razie chcę pokazać, że czasami, gdy się "człowieku" wydaje, że już gorzej być nie może, ciemno, byk w oszalałym galopie i w ogóle gęstwa liściastych chabazi, to właśnie wtedy, może się okazać, że powstało coś całkiem interesującego.
Oczywiście to moment, w którym można byłoby popaść w dyskurs filozoficzny nad subiektywnością czy obiektywnością oceny. Przede wszystkim nad tym, czy autor powinien czy nie powinien silić się na opinię o własnej pracy. Hmmm ... tak już (niestety) mam od dziecka, że wbrew narodowym antypatiom, mam odwagę wyrazić zadowolenie, nawet gdy dotyczy mojej pracy.
Miałbym znacznie więcej wątpliwości, gdybym namalował obraz. Wówczas samozachwyt wypadłby raczej słabo.
Ale zdjęcie?!?
Trzymam w ręku jakąś nafaszerowaną niepojętą elektroniką i algorytmami analizy obrazu puszkę, w zasadzie naciskam na spust migawki i sam z niecierpliwością czekam na efekt. Zdjęcie mojego autorstwa, powstaje przy dość ograniczonym moim udziale (główna rola to celownik i wyzwalacz) i efekt końcowy często mnie samego zaskakuje.
Czyż w związku z tym nie mogę wyrazić satysfakcji? Doszedłem do wniosku, że mogę. To co mnie najbardziej ucieszyło, to właśnie to co zrobił aparat, nie ja. Fotografia jest ostatecznie wypadkową współpracy fotografa i aparatu. Sobie mogę jedynie pogratulować, że po prostu byłem w tym miejscu i w porę zauważyłem byka. Ot co.
Dzisiejsze zdjęcie zaliczam do jednego z najciekawszych zdjęć jelenia, jakie zrobiłem.
Jest dynamika, jest pęd i las, są migocące światła i ulotność obserwacji.
Wiem!
To zdjęcie najzwyczajniej w świecie ilustruje dokładnie to, co myślę o lesie - wszystko szybko, nie zawsze dokładnie, oczy dookoła głowy, wiadomo, że coś przebiegło, nie do końca wiadomo co itd :))))
Może dlatego mi się tak podoba.
Nie żebym chciał od tej pory tylko tak je fotografować, ale taką fotkę też fajnie mieć ... tak myślę.
A byk? A byk jaki jest, każdy widzi:)
I tak to Panie było dziś o poranku :)
czwartek, 22 września 2016
środa, 21 września 2016
byk ... całkiem fajny:)
Aaaaa niech to!
Podchodzę pewnego byka trzeci raz. Dziś go przynajmniej widziałem. Niestety na zdjęciu widać tylko jego tułów przemieszczający się między sosnami. Dodatkowo w dalszym ciągu nie wiem co ma na głowie. Wiem tylko, że jest to mocny byk, którego gon wywołuje ciarki na moich plecach.
Zresztą gdyby nawet nie chodziło o moje plecy, a o jakieś plecy, to i tak chciałbym tego byka podejść i zobaczyć. Jutro kolejna próba!
Po nieudanej próbie ujrzenia tego akurat Jegomościa, usłyszałem kolejnego. Oceniłem, że szczęśliwie jest nie dalej niż kilometr ode mnie.
W drogę!
A droga ma to do siebie, że przynosi też różne obserwacje.
Pierwsza, na długo przed świtem, trafiła się sarna.
Chwilę później okazało się, że nie jest sama, była z jakąś ... zjawą :)
Głębiej w lesie pasły się łanie byka, do którego właśnie szedłem.
Ostatecznie udało mi się go dojść i dość detalicznie obejrzeć. To młody byk, wydaje mi się, że ma 5 lat i to jego czwarty oręż.
Ładny był.
Prawa korona sprawiała wrażenie uszkodzonej jeszcze na etapie wzrostu.
Jestem przekonany, że ten byk w następnym roku nałoży mocne, regularne poroże.
Już miałem odejść, a moim oczom ukazała się sarna. Usiadłem na ziemi i czekam.
To wzruszające jak ta malutka mamusia dba o swoją pociechę. Najpierw wyszła sama na skraj polanki i dobre 10 minut obserwowała okolicę.
Po chwili zniknęła w ścianie lasu i gdy wyszła następnym razem, była już z koźlęciem.
Były spokojne.
To może mniej apetyczny temat ale natura tak to jakoś wymyśliła, odwrotnie niż u nas. Jeleniowate robią "dwójkę", że tak powiem mimochodem. Idą i się załatwiają w ruchu nic sobie z tego faktu nie czyniąc. Natomiast "jedynka" czyli siusiu, absorbuje je bardziej i wymaga przyjęcia odpowiedniej pozycji. Nie chcę nawet sugerować, że u nas jest odwrotnie i robimy "jedynkę" np. idąc, ale przyznacie, że jedynka jest w naszym przypadku mniej absorbująca niż "dwójka".
Doprawdy nie mam pojęcia dlaczego popadłem w tego typu dygresję i z jakiego powodu wydało mi się to ważne ale już się napisało, niech tak zostanie ;)
A gdy wychodziłem z lasu ...
... było ładnie :)
Podchodzę pewnego byka trzeci raz. Dziś go przynajmniej widziałem. Niestety na zdjęciu widać tylko jego tułów przemieszczający się między sosnami. Dodatkowo w dalszym ciągu nie wiem co ma na głowie. Wiem tylko, że jest to mocny byk, którego gon wywołuje ciarki na moich plecach.
Zresztą gdyby nawet nie chodziło o moje plecy, a o jakieś plecy, to i tak chciałbym tego byka podejść i zobaczyć. Jutro kolejna próba!
Po nieudanej próbie ujrzenia tego akurat Jegomościa, usłyszałem kolejnego. Oceniłem, że szczęśliwie jest nie dalej niż kilometr ode mnie.
W drogę!
A droga ma to do siebie, że przynosi też różne obserwacje.
Głębiej w lesie pasły się łanie byka, do którego właśnie szedłem.
Już miałem odejść, a moim oczom ukazała się sarna. Usiadłem na ziemi i czekam.
To wzruszające jak ta malutka mamusia dba o swoją pociechę. Najpierw wyszła sama na skraj polanki i dobre 10 minut obserwowała okolicę.
Po chwili zniknęła w ścianie lasu i gdy wyszła następnym razem, była już z koźlęciem.
Były spokojne.
To może mniej apetyczny temat ale natura tak to jakoś wymyśliła, odwrotnie niż u nas. Jeleniowate robią "dwójkę", że tak powiem mimochodem. Idą i się załatwiają w ruchu nic sobie z tego faktu nie czyniąc. Natomiast "jedynka" czyli siusiu, absorbuje je bardziej i wymaga przyjęcia odpowiedniej pozycji. Nie chcę nawet sugerować, że u nas jest odwrotnie i robimy "jedynkę" np. idąc, ale przyznacie, że jedynka jest w naszym przypadku mniej absorbująca niż "dwójka".
Doprawdy nie mam pojęcia dlaczego popadłem w tego typu dygresję i z jakiego powodu wydało mi się to ważne ale już się napisało, niech tak zostanie ;)
A gdy wychodziłem z lasu ...
... było ładnie :)
wtorek, 20 września 2016
młody jeleń i młoda sarna
Chciałbym, z czystego wyrachowania, aby posty z pięknymi bykami, jak kilka ostatnich, "wisiały" dłużej.
Ale wówczas nie byłbym fair wobec własnego zdania na temat przyrodniczych obserwacji.
Są one rozmaite jak rozmaita jest przyroda. Raz spotyka się mocnego byka, raz pięknego młodzieńca.
Dziś wprawdzie wyruszyłem w podchód za pięknym bykiem ale efekt końcowy jest inny.
Czy gorszy?
Nieee, staram się tak o tym nie myśleć, że np. lepiej jest pokazać starego byka niż młodego, tym bardziej, że udaje mi się pokazywać i jednego i drugiego :)
Dziś wprawdzie doszedłem "starca" na 40 metrów. Wabiłem i już niemal wychodził do mnie. Nie mam pojęcia czy dostał wiatr czy zdecydowało coś innego - odszedł. Może zafałszowałem ... coś, :)
Szczęśliwie udało mi się spotkać przyszłego króla lasu w dość interesującej okoliczności.
Tak jak lubię, przed świtem w niezbyt wspierającym mnie świetle. Do tego już się chyba wszyscy Czytelnicy tego bloga przyzwyczaili.
Pisałem o tym w którymś komentarzu - nie chodzę do lasu na sesje fotograficzne.
Chodzę na obserwacje, a zdjęcia traktuję wyłącznie jako dokument z tych wypraw. Zawsze mi miło, gdy zdjęcia się komuś spodobają, ale nie urokliwość jest tu ważna, a bardziej udokumentowanie fragmentu życia jakiegoś zwierzęcia, pokazane środowisko czy las po prostu.
Dziś jednak trafią tu dwa zdjęcia, które oczywiście w pełni obiektywnie, w co wierzę i bez mojej indagacji, ocenicie jako te tzw. "ładne".
Jedno ponieważ nie ma światła, drugie bo ma światło :))))
Przepraszam za amatorskie kadrowanie tej uroczej sarenki, ale stała przy ogrodzeniu uprawy leśnej, a nie pałam zbytnią atencją do tych drucianych "ozdóbek" lasu i nie będę ich pokazywał, a tym bardziej retuszował! ;)
Czekam na dzień, w którym moi przyjaciele leśnicy, któregoś pięknego dnia łaskawie rozgrodzą lasy.
Jestem pewny, że okaże się, że jelenie nie rzucą się jak głupie i nie zeżrą kolejno roślinki po roślince, mając cały areał lasu do wyboru. ;)
No i takie to tam Panie historyje ;)
Ale wówczas nie byłbym fair wobec własnego zdania na temat przyrodniczych obserwacji.
Są one rozmaite jak rozmaita jest przyroda. Raz spotyka się mocnego byka, raz pięknego młodzieńca.
Dziś wprawdzie wyruszyłem w podchód za pięknym bykiem ale efekt końcowy jest inny.
Czy gorszy?
Nieee, staram się tak o tym nie myśleć, że np. lepiej jest pokazać starego byka niż młodego, tym bardziej, że udaje mi się pokazywać i jednego i drugiego :)
Dziś wprawdzie doszedłem "starca" na 40 metrów. Wabiłem i już niemal wychodził do mnie. Nie mam pojęcia czy dostał wiatr czy zdecydowało coś innego - odszedł. Może zafałszowałem ... coś, :)
Szczęśliwie udało mi się spotkać przyszłego króla lasu w dość interesującej okoliczności.
Tak jak lubię, przed świtem w niezbyt wspierającym mnie świetle. Do tego już się chyba wszyscy Czytelnicy tego bloga przyzwyczaili.
Pisałem o tym w którymś komentarzu - nie chodzę do lasu na sesje fotograficzne.
Chodzę na obserwacje, a zdjęcia traktuję wyłącznie jako dokument z tych wypraw. Zawsze mi miło, gdy zdjęcia się komuś spodobają, ale nie urokliwość jest tu ważna, a bardziej udokumentowanie fragmentu życia jakiegoś zwierzęcia, pokazane środowisko czy las po prostu.
Dziś jednak trafią tu dwa zdjęcia, które oczywiście w pełni obiektywnie, w co wierzę i bez mojej indagacji, ocenicie jako te tzw. "ładne".
Jedno ponieważ nie ma światła, drugie bo ma światło :))))
Przepraszam za amatorskie kadrowanie tej uroczej sarenki, ale stała przy ogrodzeniu uprawy leśnej, a nie pałam zbytnią atencją do tych drucianych "ozdóbek" lasu i nie będę ich pokazywał, a tym bardziej retuszował! ;)
Czekam na dzień, w którym moi przyjaciele leśnicy, któregoś pięknego dnia łaskawie rozgrodzą lasy.
Jestem pewny, że okaże się, że jelenie nie rzucą się jak głupie i nie zeżrą kolejno roślinki po roślince, mając cały areał lasu do wyboru. ;)
No i takie to tam Panie historyje ;)
poniedziałek, 19 września 2016
Byk - szesnastak!
Wczoraj miałem pierwszy wolny wieczór. Uznałem, że po ostatnich wyprawach odsapnę i zostanę w domu. Telefon. Dzwoni córka dla której zrobię wszystko - oczywiste - jak każdy normalny, kochający ojciec. Tato - słyszę w słuchawce ... pojedziemy dziś w nocy na rykowisko?
Oczywiście kochanie, już się szykuję! Odpowiadam bez chwili zastanowienia.
Martynka nie odpuściła od dwudziestu lat ani jednego rykowiska. Nawet gdy była w ciąży musiałem Ją zabrać ... uparta jak ... no nie ważne po kim to ma! ;)
Nie ma tego złego itd. ponieważ udało się posłuchać naprawdę mocnego byka. Było ewidentnie słychać, że ma przy sobie chmarę łań. To była dla mnie dobra wiadomość, wiedziałem, że nie będzie "ciekał" po lesie jak opętany i jest szansa, by go rano podejść.
Zostawiliśmy go w spokoju, a ja dziś rano, cichuteńko, maluteńko poszedłem go podchodzić.
Doskonale znałem tę część Puszczy. To moje rewiry sprzed 3-4 lat.
Wiatr był w miarę łaskawy. Trawa mokra, szło się cicho.
Gdy go usłyszałem po raz pierwszy, odpowiedziałem. Wiedziałem, że jest z łaniami, więc interesu by do mnie iść, nie miał. Zagrałem młodego, jurnego byczka licząc na to, że go po prostu wkurzę.
Gdy się zbliżyłem, okazało się, że dość bezczelnie stoi na malutkiej polance. Polanka ma może 30 x 30 metrów ale to wystarczyło na piękną ekspozycję w skromnym świetle przed wschodem.
Uffff ... szesnastak! Żarty się skończyły, piękny byk.
Na to liczyłem, w ostatnim momencie wydał z siebie ten nieprawdopodobny ryk! Ojejejej, z bliska to jest przeżycie nie do opisania.
Kolejny udany poranek. :)
Oczywiście kochanie, już się szykuję! Odpowiadam bez chwili zastanowienia.
Martynka nie odpuściła od dwudziestu lat ani jednego rykowiska. Nawet gdy była w ciąży musiałem Ją zabrać ... uparta jak ... no nie ważne po kim to ma! ;)
Nie ma tego złego itd. ponieważ udało się posłuchać naprawdę mocnego byka. Było ewidentnie słychać, że ma przy sobie chmarę łań. To była dla mnie dobra wiadomość, wiedziałem, że nie będzie "ciekał" po lesie jak opętany i jest szansa, by go rano podejść.
Zostawiliśmy go w spokoju, a ja dziś rano, cichuteńko, maluteńko poszedłem go podchodzić.
Doskonale znałem tę część Puszczy. To moje rewiry sprzed 3-4 lat.
Wiatr był w miarę łaskawy. Trawa mokra, szło się cicho.
Gdy go usłyszałem po raz pierwszy, odpowiedziałem. Wiedziałem, że jest z łaniami, więc interesu by do mnie iść, nie miał. Zagrałem młodego, jurnego byczka licząc na to, że go po prostu wkurzę.
Gdy się zbliżyłem, okazało się, że dość bezczelnie stoi na malutkiej polance. Polanka ma może 30 x 30 metrów ale to wystarczyło na piękną ekspozycję w skromnym świetle przed wschodem.
Uffff ... szesnastak! Żarty się skończyły, piękny byk.
Na to liczyłem, w ostatnim momencie wydał z siebie ten nieprawdopodobny ryk! Ojejejej, z bliska to jest przeżycie nie do opisania.
Kolejny udany poranek. :)
sobota, 17 września 2016
piękne byki zrobione rzutem na taśmę!
Rano nie miałem jakiegoś szczególnego parcia na jelenie i szczerze mówiąc plan miałem raczej odpoczynkowy.
Czuję już w gnatach to rykowisko. Od 3 tygodni codziennie jestem w lesie o świcie i bardzo często wieczorem ... na służbie :)
Po ostatnich zdjęciach, nie miałem większych planów i ambicji, tym bardziej, że miniona noc była ciepła i nic nie wskazywało na to, że byki będą aktywne.
Do godziny 8.45 nie spotkałem byków i w zasadzie miałem już w głowie gotowy pomysł na opowieść bez jeleni. I wiecie co? To był całkiem fajny pomysł. Siedziałem sobie na pniaku i rozmyślałem sobie nie myśląc o niczym szczególnym i rozglądałem się niczego nie widząc. Ot taka sielanka. Konsumowałem wolność i cieszyłem się chwilą.
Mniej więcej o tej porze zadzwonił do mnie kumpel, Paweł. W trakcie rozmowy, całkowicie bezczelnie, przeparadował koło mnie dzik. Do tego "łaciak". Bezczelnie, ponieważ szedł środkiem polanki jak gdyby nigdy nic.
Przeprosiłem na chwilę Pawła, "pacłem dziku fotę" i wróciłem do rozmowy :) Lochu w zasadzie pacłem nie dziku, tzn. dziku w sensie gatunkowym ale ściśle to jednak fotę pacłem lochu. (dzieci, nie bierzcie zbyt poważnie mojej stylistyki, wujek Krzysiek się wygłupia. ;) )
Gdy skończyliśmy rozmowę, z mojej prawej strony doszedł mnie ryk byka, mocnego byka.
Odegrałem mu najlepiej jak potrafiłem. Zawsze gdy jest się blisko jelenia, trzeba wabić ze szczególną starannością.
Odpowiedział. Ruszyłem.
Po drodze taka tam sarenka skoczna :)
Cholernik (to już powtórnie o byku) stał w suchym jak wiór lesie liściastym. Podchód w zasadzie nie wchodził w grę.
Miałem go na rzut dyskietką, ale był zaszyty w chaszczach.
Z lewej strony odezwał się kolejny byk. Co jest? Niemal dziewiąta godzina, koguty zapomniały już dawno, że był wschód, a tu taka chryja.
Nagle do moich uszu dociera jakiś niesamowity dźwięk. Ktoś jedzie przez las samochodem?!?
No nie!
Około dziesięciu łań z bykiem na końcu łańcuszka pędziło przez las. Co za widok, co za dźwięk!
Bezowocnie starałem się to sfotografować.
Bez sensu. W lesie z takim tonażem liści jest ciemno, więc pędzące jelenie okazały się nieosiągalnym celem.
Byk, którego podchodziłem, poderwał się i pobiegł kawałek za nimi.
O matko, tyle drogi i wysiłku włożyłem w to podejście i wszystko na marne.
Szczęśliwie odezwał się. Oszacowałem, że przede mną kolejny kilometr do podejścia. No nic, jak ostatnio pisałem uparte ze mnie bydlę, więc idę. Relaksacyjną koncepcję spaceru wzięli diabli :)
Co było zaskakujące, ten drugi byk też zdawał się być bliżej. Czyżby udało mi się je zawezwać i sprowokować do walki?
Wszystko na to wskazywało i zapewne by do niej doszło, gdyby nie fakt, że znalazłem się między nimi :))) Byłem w jednej chwili ogniem i wodą, prowokatorem i rozjemcą - zabawna sytuacja :)
To ten z mojej prawej strony, był bardzo blisko, w zasadzie po moim wabieniu, wbiegł na mnie :)
Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest lekko skonfundowany, że to ja, a nie inny byk. Co tu dużo gadać, przestraszył się! :))))
Odszedł z lekka niepyszny.
A to ten drugi, obserwował mnie gdy robiłem zdjęcia tamtemu milusińskiemu. Gdybym się wcześniej zorientował, miałbym oba na wyciągnięcie ręki.
Najgorsze w tej całej przygodzie jest to, że kolejne spotkanie z bykami, spowodowało zmarnowanie gotowego pomysłu na opowieść nie o bykach! Życie ;)
Zapewne sieć będzie zawalona zdjęciami "łysego" ze szczegółami na porowatej cerze, czyli kraterami, więc dla odmiany zrobiłem nie wschód księżyca, a zachód, nie z bliska, a z daleka i nie ze statywu, a z aparatu opartego o przewrócony na parkingu ... toi toi :)))
p.s.
oberwie mi się od Grzesia Maziarskiego za taką indolencję w fotografowaniu nieba jak nic! ;)
Czuję już w gnatach to rykowisko. Od 3 tygodni codziennie jestem w lesie o świcie i bardzo często wieczorem ... na służbie :)
Po ostatnich zdjęciach, nie miałem większych planów i ambicji, tym bardziej, że miniona noc była ciepła i nic nie wskazywało na to, że byki będą aktywne.
Do godziny 8.45 nie spotkałem byków i w zasadzie miałem już w głowie gotowy pomysł na opowieść bez jeleni. I wiecie co? To był całkiem fajny pomysł. Siedziałem sobie na pniaku i rozmyślałem sobie nie myśląc o niczym szczególnym i rozglądałem się niczego nie widząc. Ot taka sielanka. Konsumowałem wolność i cieszyłem się chwilą.
Mniej więcej o tej porze zadzwonił do mnie kumpel, Paweł. W trakcie rozmowy, całkowicie bezczelnie, przeparadował koło mnie dzik. Do tego "łaciak". Bezczelnie, ponieważ szedł środkiem polanki jak gdyby nigdy nic.
Przeprosiłem na chwilę Pawła, "pacłem dziku fotę" i wróciłem do rozmowy :) Lochu w zasadzie pacłem nie dziku, tzn. dziku w sensie gatunkowym ale ściśle to jednak fotę pacłem lochu. (dzieci, nie bierzcie zbyt poważnie mojej stylistyki, wujek Krzysiek się wygłupia. ;) )
Gdy skończyliśmy rozmowę, z mojej prawej strony doszedł mnie ryk byka, mocnego byka.
Odegrałem mu najlepiej jak potrafiłem. Zawsze gdy jest się blisko jelenia, trzeba wabić ze szczególną starannością.
Odpowiedział. Ruszyłem.
Po drodze taka tam sarenka skoczna :)
Cholernik (to już powtórnie o byku) stał w suchym jak wiór lesie liściastym. Podchód w zasadzie nie wchodził w grę.
Miałem go na rzut dyskietką, ale był zaszyty w chaszczach.
Z lewej strony odezwał się kolejny byk. Co jest? Niemal dziewiąta godzina, koguty zapomniały już dawno, że był wschód, a tu taka chryja.
Nagle do moich uszu dociera jakiś niesamowity dźwięk. Ktoś jedzie przez las samochodem?!?
No nie!
Około dziesięciu łań z bykiem na końcu łańcuszka pędziło przez las. Co za widok, co za dźwięk!
Bezowocnie starałem się to sfotografować.
Bez sensu. W lesie z takim tonażem liści jest ciemno, więc pędzące jelenie okazały się nieosiągalnym celem.
Byk, którego podchodziłem, poderwał się i pobiegł kawałek za nimi.
O matko, tyle drogi i wysiłku włożyłem w to podejście i wszystko na marne.
Szczęśliwie odezwał się. Oszacowałem, że przede mną kolejny kilometr do podejścia. No nic, jak ostatnio pisałem uparte ze mnie bydlę, więc idę. Relaksacyjną koncepcję spaceru wzięli diabli :)
Co było zaskakujące, ten drugi byk też zdawał się być bliżej. Czyżby udało mi się je zawezwać i sprowokować do walki?
Wszystko na to wskazywało i zapewne by do niej doszło, gdyby nie fakt, że znalazłem się między nimi :))) Byłem w jednej chwili ogniem i wodą, prowokatorem i rozjemcą - zabawna sytuacja :)
To ten z mojej prawej strony, był bardzo blisko, w zasadzie po moim wabieniu, wbiegł na mnie :)
Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest lekko skonfundowany, że to ja, a nie inny byk. Co tu dużo gadać, przestraszył się! :))))
Odszedł z lekka niepyszny.
A to ten drugi, obserwował mnie gdy robiłem zdjęcia tamtemu milusińskiemu. Gdybym się wcześniej zorientował, miałbym oba na wyciągnięcie ręki.
Najgorsze w tej całej przygodzie jest to, że kolejne spotkanie z bykami, spowodowało zmarnowanie gotowego pomysłu na opowieść nie o bykach! Życie ;)
Zapewne sieć będzie zawalona zdjęciami "łysego" ze szczegółami na porowatej cerze, czyli kraterami, więc dla odmiany zrobiłem nie wschód księżyca, a zachód, nie z bliska, a z daleka i nie ze statywu, a z aparatu opartego o przewrócony na parkingu ... toi toi :)))
p.s.
oberwie mi się od Grzesia Maziarskiego za taką indolencję w fotografowaniu nieba jak nic! ;)
piątek, 16 września 2016
obok rykowiska
Nie jestem zbytnio selektywny czyli w czasie poświęconym jeleniom obserwuję też inne zdarzenia i zwierzęta. To przecież naturalne i w dodatku niezwykle zaskakujące.
To jak nieoczekiwany deser, jak prezent otrzymany z zaskoczenia.
Ma to swój wymiar. Przyznaję się, że gdy zbliżam się do areny rykowiskowej, do miejsca, w którym "zawartość byków na hektar" jest szczególnie wysoka, nie fotografuję ptaszków i pająków, to fakt.
Nie kucam do fajnie podświetlonych trawek, czasami nawet rezygnuję z sarny w jakiejś dyskusyjnej sytuacji. Ale nie zawsze.
I tak ostatnio, gdy o zmroku wabiłem byki, by wyszły na leśną polanę, obserwowałem lisa.
Był na polowaniu.
Przed nocą, gdy gwałtownie ubywa światła, polanka jest ostatnim miejscem, w którym da się jeszcze coś sfotografować. W szarości zmroku z ledwością zauważyłem sylwetkę rudego łowcy.
Sprawiał wrażenie bezgłośnego duszka.
Resztki odbitego od nieba światła, tworzyły trawiastą teksturę, która kojarzyła mi się z falami.
Nie wiem czy słusznie, ale skojarzenia takie już właśnie są.
Wabiłem go delikatnie tak jak umiałem bez wabika. Przez dłuższą chwilę wydawało mi się, że nie robi to na nim wrażenia, wręcz, że mnie ignoruje. Sposób wabienia podejrzałem u kumpla, myśliwego. Lis polując jednak konsekwentnie zbliżał się w moją stronę.
Nasłuchiwanie ofiary!
Nagrałem film, w którym widać niezwykłą cierpliwość łowcy. Zobaczcie proszę, jak ostrożnie i powoli szykuje się do ataku i jak wygląda sam atak.
FILM: https://youtu.be/ddjyd77kvI0
Mimo tego, że już go nie wabiłem, on zapamiętał doskonale źródło dźwięku i wszedł mi niemal na kolana. ISO 2000 robi jednak swoje.
Gdy będąc bliżej mnie, wykonał kolejny skok na ofiarę, nagrałem następną, tym razem krótszą sekwencję.
FILM: https://youtu.be/-kFGRx5YFAM
Dzień później polanka została skoszona.
W drodze do tego miejsca spotkałem wieczorną łanię.
Mimo tego, że przybyłem późno, udało się jeszcze spotkać polującego lisa, którego jak widać zabiegi traktorowe wykonane poprzedniego dnia nie zniechęciły do odwiedzenia jadłodajni.
Krecik - smacznego ;)
Spotkałem go też w grabach, wyczekując na byka.
W pogoni za bykiem drogę przeciął mi koziołek. Rozumiem, że widzicie jego wybujałe parostki :)))
Czujność międzylistna.
Zmarzłem na kość. Osiem stopni. W końcu wzeszło długo oczekiwane słońce. Czy można było sobie wymarzyć lepszy widoczek? Nie. Że też on wiedział kiedy przechodzić skrajem zamglonej polanki.
Tak wygląda jego domek :)
Już miałem opuszczać to miejsce, już pogodziłem się z tym, że opowieść będzie bez byka, a tu masz Ci babo placek! Są i to tak jak nie lubię, no polance. No fart jak nie wiem. I do tego, co u mnie nie należy do zwykłości - w słońcu! :)))
Znam go z innych spotkań. Muszę przyznać, że głosisko to on ma!
I kiedy już naprawdę miałem odejść, jeszcze myszak się trafił :)
No ale, że tak zaskakująco odkrywczo to podsumuję, myszak to jednak nie jeleń i mimo tego, że był znacznie bliżej, zajął mniej powierzchni kadru, choć niewiele mniej! :)))
To jak nieoczekiwany deser, jak prezent otrzymany z zaskoczenia.
Ma to swój wymiar. Przyznaję się, że gdy zbliżam się do areny rykowiskowej, do miejsca, w którym "zawartość byków na hektar" jest szczególnie wysoka, nie fotografuję ptaszków i pająków, to fakt.
Nie kucam do fajnie podświetlonych trawek, czasami nawet rezygnuję z sarny w jakiejś dyskusyjnej sytuacji. Ale nie zawsze.
I tak ostatnio, gdy o zmroku wabiłem byki, by wyszły na leśną polanę, obserwowałem lisa.
Był na polowaniu.
Przed nocą, gdy gwałtownie ubywa światła, polanka jest ostatnim miejscem, w którym da się jeszcze coś sfotografować. W szarości zmroku z ledwością zauważyłem sylwetkę rudego łowcy.
Sprawiał wrażenie bezgłośnego duszka.
Resztki odbitego od nieba światła, tworzyły trawiastą teksturę, która kojarzyła mi się z falami.
Nie wiem czy słusznie, ale skojarzenia takie już właśnie są.
Wabiłem go delikatnie tak jak umiałem bez wabika. Przez dłuższą chwilę wydawało mi się, że nie robi to na nim wrażenia, wręcz, że mnie ignoruje. Sposób wabienia podejrzałem u kumpla, myśliwego. Lis polując jednak konsekwentnie zbliżał się w moją stronę.
Nasłuchiwanie ofiary!
Nagrałem film, w którym widać niezwykłą cierpliwość łowcy. Zobaczcie proszę, jak ostrożnie i powoli szykuje się do ataku i jak wygląda sam atak.
Mimo tego, że już go nie wabiłem, on zapamiętał doskonale źródło dźwięku i wszedł mi niemal na kolana. ISO 2000 robi jednak swoje.
Gdy będąc bliżej mnie, wykonał kolejny skok na ofiarę, nagrałem następną, tym razem krótszą sekwencję.
FILM: https://youtu.be/-kFGRx5YFAM
Dzień później polanka została skoszona.
W drodze do tego miejsca spotkałem wieczorną łanię.
Mimo tego, że przybyłem późno, udało się jeszcze spotkać polującego lisa, którego jak widać zabiegi traktorowe wykonane poprzedniego dnia nie zniechęciły do odwiedzenia jadłodajni.
Krecik - smacznego ;)
Spotkałem go też w grabach, wyczekując na byka.
W pogoni za bykiem drogę przeciął mi koziołek. Rozumiem, że widzicie jego wybujałe parostki :)))
Czujność międzylistna.
Zmarzłem na kość. Osiem stopni. W końcu wzeszło długo oczekiwane słońce. Czy można było sobie wymarzyć lepszy widoczek? Nie. Że też on wiedział kiedy przechodzić skrajem zamglonej polanki.
Tak wygląda jego domek :)
Już miałem opuszczać to miejsce, już pogodziłem się z tym, że opowieść będzie bez byka, a tu masz Ci babo placek! Są i to tak jak nie lubię, no polance. No fart jak nie wiem. I do tego, co u mnie nie należy do zwykłości - w słońcu! :)))
Znam go z innych spotkań. Muszę przyznać, że głosisko to on ma!
I kiedy już naprawdę miałem odejść, jeszcze myszak się trafił :)
No ale, że tak zaskakująco odkrywczo to podsumuję, myszak to jednak nie jeleń i mimo tego, że był znacznie bliżej, zajął mniej powierzchni kadru, choć niewiele mniej! :)))
środa, 14 września 2016
Wabienie jeleni, co bym bez tego począł? filmy!
Fajnie, fajnie, w gorącą niedzielę można było sobie poleniuchować, ale dziś taka aspołeczna postawa wypadłaby słabo, by nie powiedzieć, że beznadziejnie.
Dla dobra ogółu i moich potomnych, potraktujmy niedzielę, jako moment zbierania sił na dzisiejszy poranek. Nie chciałbym, by np. mój wnusio, pomyślał, że dziadziuś w porze rykowiska zajmował się głównie zaleganiem na pomoście i degustowaniem wina. W ramach odpowiedzialności społecznej i zrównoważonego rozwoju osobowościowego, udałem się dziś na "ciężką tyrkę", czyli od świtu tłukłem kilometry po ostępach mojej ukochanej Puszczy!
Wiedziałem, że będzie się działo, więc pierwszy raz obudziłem się rozhisteryzowany już o 3.15!
Gdyby nie spokojne "kładź się, nie panikuj, dopiero trzecia!" rzucone nieznoszącym sprzeciwu szeptem przez moją żonę, byłbym już w lesie przed czwartą. Grzecznie zaliczyłem jeszcze raz poduchę i wstałem jak Pan Bóg przykazał o 4.30.
To wystarcza, by przed świtem wysłuchać gdzie się dzieje. W gruncie rzeczy nasłuchiwałem konkretnego miejsca, miałem tam niewyjaśnioną sytuację, którą opisałem dwa posty wstecz.
Jak być może kiedyś wspominałem, jestem półkrwi tatarem, czyli tzw. "uparte bydle" i tanio skóry nie oddaję. :)
Zależało mi na tym byku, grzmiał należycie, budząc moje najgłębsze chęci ujrzenia go. Było jasne, że zrobię wszystko, by go ostatecznie podejść.
Szczęśliwym trafem już po drodze trafił mi się ładny byk z grzywą.
Oczywiście to półmrok przed wschodem, więc wiadomo :)))
Mimo wszystko widać, że to mocny czternastak, nieregularny, obustronnie koronny. Jak widzicie, brzuszek już podkasany, czyli byk jest na "rykowiskowej diecie". One w tym czasie praktycznie nie pobierają pokarmu, dodatkowo chudnąc na skutek wyjątkowej aktywności fizycznej, w tym tej szczególnie przyjemnej ;)
Byki tracą w okresie godowym nawet do 40% masy ciała!
Ponieważ nie mogłem liczyć na udane zdjęcia, nagrałem krótką sekwencję. Kamera radzi sobie znacznie lepiej :)
FILM: https://youtu.be/dMMGrjsREFw
Narobiłem mu sporo zdjęć, ale te "polankowe" kompletnie mnie nie cieszą, więc czekałem aż wejdzie do lasu. Tam już na niego czekałem :)
Mimo bezkompromisowych ciemności, udało mi się go jakoś wydłubać z mroku.
Piękna grzywa i mocne poroże. Fajny bysio.
Ale ciągnęło mnie do mojego "utraconego". Słyszałem go wyraźnie.
Nieco się przemieścił od poprzedniego razu, ale znam ten las jak własny pokój, wiedziałem gdzie go szukać.
Niestety północny wiatr kompletnie krzyżował mi szyki. Mogłem liczyć na cud wabienia - siedział w totalnych krzakach. O podejściu bez wabienia mogłem zapomnieć.
Zastanawiałem się co zagrać, by go sprowokować. Byłem od niego jakieś 100 metrów. Wabienie z bliska nie jest łatwe. Każdy fałsz, każdy nienaturalny dźwięk może ostrzec byka przed "podróbą" i zabawa skończona - odejdzie.
Wpadłem na pewien pomysł, którym chętnie się podzielę "na privie", a tu żeby nie zanudzać, daruję sobie opis fortelu. :)
Zadziałało, byk ruszył w moją stronę!!!
Co za emocja! Przez ażur gałęzi zobaczyłem jak mnie wywołuje do walki! Oby teraz nie schrzanić sytuacji. Odważyłem się zagrać! Przecież musiałem go jakoś wyprowadzić z tych chaszczy.
Skutecznie!
Zaczął mnie szukać, tym samym kręcił się to tu, to tam.
Aby to lepiej pokazać, szczególnie emocje, nakręciłem kolejną krótką sekwencję, do obejrzenia której zachęcam:
FILM: https://youtu.be/et-1jSpR0s4
Swoją drogą, to mam niewąski dylemat ... kręcić, focić?!? Staram się to pogodzić, ale zawsze jedno odbywa się kosztem drugiego :)))
Gdy zobaczyłem te kilogramy na głowie, serce mi stanęło!
Był taki jak sobie go wyobrażałem. Dostojny i mocny! Zobaczcie jaki kark.
Teraz jeszcze musiałem go sprowokować do ryku. zależało mi na tym zdjęciu.
Zrobił to w najbardziej odpowiednim momencie, pozując jak na zawołanie!
Zaczął delikatnie ...
Jednak po chwili usłyszałem to co chciałem!
Ryczał długo i niezwykle donośnie, co z tej odległości było niezapomnianym przeżyciem. Miałem wrażenie, że liście z grabin przed nim spadną zerwane podmuchem i siłą głosu.
Gdy skończył, spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć ... "i co kolego, coś do powiedzenia, czy wystarczająco wyjaśniłem sprawę?"
Nawet doszukałem się jakiegoś szyderczego uśmieszku w tej minie ... ech ... ;)
Chętnych usłyszenia ryku jakim mnie pożegnał odchodząc, zapraszam tu:
FILM: https://youtu.be/3SXrFZRc3SM
Wspaniałe spotkanie.
Jutro muszę odnaleźć innego byka, który dziś pojawił się na scenie. Do tej pory go nie słyszałem. Brzmi totalnie dobrze. Może się uda ;)
p.s.
Piotrze, wprawdzie wabię od lat, ale szczególnie Tobie dziękuję za zaproszenie mnie na zeszłoroczny kurs wabienia jeleni. Bez doszlifowania tych umiejętności u samych Mistrzów Europy, nie zobaczyłbym dzisiejszego byka. Pozostałby ukryty w niedostępnej gęstwinie.
Dla dobra ogółu i moich potomnych, potraktujmy niedzielę, jako moment zbierania sił na dzisiejszy poranek. Nie chciałbym, by np. mój wnusio, pomyślał, że dziadziuś w porze rykowiska zajmował się głównie zaleganiem na pomoście i degustowaniem wina. W ramach odpowiedzialności społecznej i zrównoważonego rozwoju osobowościowego, udałem się dziś na "ciężką tyrkę", czyli od świtu tłukłem kilometry po ostępach mojej ukochanej Puszczy!
Wiedziałem, że będzie się działo, więc pierwszy raz obudziłem się rozhisteryzowany już o 3.15!
Gdyby nie spokojne "kładź się, nie panikuj, dopiero trzecia!" rzucone nieznoszącym sprzeciwu szeptem przez moją żonę, byłbym już w lesie przed czwartą. Grzecznie zaliczyłem jeszcze raz poduchę i wstałem jak Pan Bóg przykazał o 4.30.
To wystarcza, by przed świtem wysłuchać gdzie się dzieje. W gruncie rzeczy nasłuchiwałem konkretnego miejsca, miałem tam niewyjaśnioną sytuację, którą opisałem dwa posty wstecz.
Jak być może kiedyś wspominałem, jestem półkrwi tatarem, czyli tzw. "uparte bydle" i tanio skóry nie oddaję. :)
Zależało mi na tym byku, grzmiał należycie, budząc moje najgłębsze chęci ujrzenia go. Było jasne, że zrobię wszystko, by go ostatecznie podejść.
Szczęśliwym trafem już po drodze trafił mi się ładny byk z grzywą.
Oczywiście to półmrok przed wschodem, więc wiadomo :)))
Mimo wszystko widać, że to mocny czternastak, nieregularny, obustronnie koronny. Jak widzicie, brzuszek już podkasany, czyli byk jest na "rykowiskowej diecie". One w tym czasie praktycznie nie pobierają pokarmu, dodatkowo chudnąc na skutek wyjątkowej aktywności fizycznej, w tym tej szczególnie przyjemnej ;)
Byki tracą w okresie godowym nawet do 40% masy ciała!
Ponieważ nie mogłem liczyć na udane zdjęcia, nagrałem krótką sekwencję. Kamera radzi sobie znacznie lepiej :)
FILM: https://youtu.be/dMMGrjsREFw
Narobiłem mu sporo zdjęć, ale te "polankowe" kompletnie mnie nie cieszą, więc czekałem aż wejdzie do lasu. Tam już na niego czekałem :)
Mimo bezkompromisowych ciemności, udało mi się go jakoś wydłubać z mroku.
Piękna grzywa i mocne poroże. Fajny bysio.
Ale ciągnęło mnie do mojego "utraconego". Słyszałem go wyraźnie.
Nieco się przemieścił od poprzedniego razu, ale znam ten las jak własny pokój, wiedziałem gdzie go szukać.
Niestety północny wiatr kompletnie krzyżował mi szyki. Mogłem liczyć na cud wabienia - siedział w totalnych krzakach. O podejściu bez wabienia mogłem zapomnieć.
Zastanawiałem się co zagrać, by go sprowokować. Byłem od niego jakieś 100 metrów. Wabienie z bliska nie jest łatwe. Każdy fałsz, każdy nienaturalny dźwięk może ostrzec byka przed "podróbą" i zabawa skończona - odejdzie.
Wpadłem na pewien pomysł, którym chętnie się podzielę "na privie", a tu żeby nie zanudzać, daruję sobie opis fortelu. :)
Zadziałało, byk ruszył w moją stronę!!!
Co za emocja! Przez ażur gałęzi zobaczyłem jak mnie wywołuje do walki! Oby teraz nie schrzanić sytuacji. Odważyłem się zagrać! Przecież musiałem go jakoś wyprowadzić z tych chaszczy.
Skutecznie!
Zaczął mnie szukać, tym samym kręcił się to tu, to tam.
Aby to lepiej pokazać, szczególnie emocje, nakręciłem kolejną krótką sekwencję, do obejrzenia której zachęcam:
FILM: https://youtu.be/et-1jSpR0s4
Swoją drogą, to mam niewąski dylemat ... kręcić, focić?!? Staram się to pogodzić, ale zawsze jedno odbywa się kosztem drugiego :)))
Gdy zobaczyłem te kilogramy na głowie, serce mi stanęło!
Był taki jak sobie go wyobrażałem. Dostojny i mocny! Zobaczcie jaki kark.
Teraz jeszcze musiałem go sprowokować do ryku. zależało mi na tym zdjęciu.
Zrobił to w najbardziej odpowiednim momencie, pozując jak na zawołanie!
Zaczął delikatnie ...
Jednak po chwili usłyszałem to co chciałem!
Ryczał długo i niezwykle donośnie, co z tej odległości było niezapomnianym przeżyciem. Miałem wrażenie, że liście z grabin przed nim spadną zerwane podmuchem i siłą głosu.
Gdy skończył, spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć ... "i co kolego, coś do powiedzenia, czy wystarczająco wyjaśniłem sprawę?"
Nawet doszukałem się jakiegoś szyderczego uśmieszku w tej minie ... ech ... ;)
Chętnych usłyszenia ryku jakim mnie pożegnał odchodząc, zapraszam tu:
FILM: https://youtu.be/3SXrFZRc3SM
Wspaniałe spotkanie.
Jutro muszę odnaleźć innego byka, który dziś pojawił się na scenie. Do tej pory go nie słyszałem. Brzmi totalnie dobrze. Może się uda ;)
p.s.
Piotrze, wprawdzie wabię od lat, ale szczególnie Tobie dziękuję za zaproszenie mnie na zeszłoroczny kurs wabienia jeleni. Bez doszlifowania tych umiejętności u samych Mistrzów Europy, nie zobaczyłbym dzisiejszego byka. Pozostałby ukryty w niedostępnej gęstwinie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








