czwartek, 25 maja 2017

Piegża i język mazurka.

Dziś kolejna, niekoniecznie leśna opowieść, ale tyle się dzieje dookoła, że jakoś nie ciągnie mnie do lasu.
Tam w środku dużego kompleksu leśnego funkcjonuje określona i ograniczona liczba gatunków ptaków, a na zewnętrzu, że się tak wyrażę, zawsze coś nowego.

Jednym z gatunków cypidrylków, których nie spotkasz wewnątrz dużego lasu, jest piegża.
Ptaszek wykazuje zamiłowania do zadrzewionych obrzeży obszarów lekko-rolnych.
Znaleziona przeze mnie miłośniczka dębowych meandrów nie dała się złapać w strudze światła.
Niestety.
Ale te rozświetlone tła przypadły  mi do gustu na tyle, że postanowiłem ją pokazać.






Nieco dalej, ale również na tym samym terenie, zauważyłem mazurka ukrywającego się w brzozowych zakamarkach.
Mazurek ... nic takiego, ale ten w końcu pokazał mi język!
Widzieliście kiedyś język mazurka??? No! ;)





Modraszkę upolowałem w dynamicznym przelocie ...
To moje ulubione zdjęcie dnia.


A na koniec wszystkim mamom z okazji Ich święta ...

Liczę na to, że nie ma na tym świecie kobiety, która oprze się urokowi konwalii :)

wtorek, 23 maja 2017

Szturmowce Imperium w natarciu!

Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem hej!

No właśnie, kiedy byłem małym chłopcem jezioro nad które zawitałem wczorajszym popołudniem, należało do Imperium Łańskiego i obywatelskie (!) siły  milicji wypędzały mnie z tego miejsca kilka razy. Chciałem łowić ryby, a nie wolno było. A przecież jak czegoś nie wolno, a się bardzo chce, to można!

Przez lata tzw. Wolnej Polski zaglądałem tam z nieukrywaną przyjemnością i w tych miejscach powstało wiele fajnych zdjęć. Mam jeszcze zrobione tu slajdy z okresu niezapomnianego aparatu średnioformatowego Mamiya 645 Super. To były czasy.

Wczoraj pobyt mocno psuły dźwięki ciężkiego sprzętu pracującego nad obwodnicą, która będzie niestety przebiegała stosunkowo blisko tego urokliwego jeziorka.
Do tego dwóch palantów na quadach postanowiło przepłoszyć wszystko co żywe w tej okolicy.
PiS ma w dupie przyrodę więc się tym nie zajmie, ale ktoś powinien zabronić tego typu pojazdom funkcjonować bez tłumików! Chociaż to, bo na empatię tej grupy fascynatów "pierdzenia" trudno liczyć.

Swoją drogą jakiś wyższej rangi ksiądz (podobno wykształcony) na zlocie dla leśników u Rydzyka wygłosił prelekcję twierdząc, że miłośnicy przyrody to neonaziści i przemalowani lewacy, którzy dążą do przejęcia władzy na świecie ... . Podobno też kochamy przyrodę dla kasy ... brak słów.
Nie wymyślono jeszcze emotikonu, który chciałbym w tym miejscu zamieścić!

Mimo wszystko udało mi się co nieco zaobserwować.

 Gdzieś po drodze ...


 Już sama woda wydała mi się interesującym pomysłem na grafikę.


 Gotowe obrazy na ścianę.


 Zawsze miło je spotkać :)


 Rozpędzając muchy! :)


 Jaki kraj, taki kangur! ;)


 Synchro.


Znalazłem takie cudo. Remontować, nie remontować? Tupiszon - podejmiesz się??? :)
Opona może w nieco słabej kondycji, ale reszta ...

 To najpiękniejszy pajęczak jakiego widziałem! Maleńkusi, ledwo go mogłem wyostrzyć :)


 A cio my tu mamy? Kulopatefki??? :) To wielka radość móc je zobaczyć. Swoisty wehikuł czasu.


 Raz w życiu chciałbym móc tak polecieć nisko nad lustrem grążelowej wody.


 Czaple siwe, miałem wrażenie, spoglądały na czaplę białą jakby z ... gulem, z czymś na kształt zazdrości :)))


 Pierwsze odbicie wykonywane jest przy pomocy dłoni uzbrojonej w lotki pierwszego rzędu. Ta część skrzydła ma największą dynamikę i jednocześnie powierzchnię nośną. Dzięki temu start jest stosunkowo szybki.

 Samczyk pokląskwy w wersji "torpeda".


 I gwałtowne odhamowanie :)


 To musi być atrakcyjne miejsce skoro i kukułka i gąsiorek wybrały to drzewo na czatownię.


Tytułowe szturmowce Imperium w natarciu! ;)

poniedziałek, 22 maja 2017

Rekordowy kokon i kobuz z ofiarą!

Trochę żałuję, że tak mało osób zapoznało się z materiałem poprzedniego wpisu, bo był swoistą odskocznią od leśnych wędrówek i udało mi się pokazać niezbyt typowe dla tego bloga sceny i gatunki.
Ale życie .. wiadomo, jak to powiada mój kumpel, co zrobisz jak nic nie zrobisz?

W tym w gruncie rzeczy filozoficznym pytaniu zawarte jest domniemanie pewnej rezygnacji,  pogodzenia się z faktycznym stanem rzeczy.
Nic bardziej mylnego, czuję się wyłącznie zmotywowany i jeszcze bardziej zmobilizowany.

I tak, żeby nie było, że "chlapię dziobem po próżnicy", poniżej efekt mojego uporu obserwacyjnego z niedzieli.
No dobra, przyznam się, po sukcesie sobotniego wyjścia, (moja subiektywna ocena) w niedzielę również nie chciało mi się iść do lasu.

Muszę powiedzieć, że fotografowanie na otwartej przestrzeni to czysta bajka. Przy tej ilości światła zdjęcia w zasadzie robią się same.
Żadnego kombinowania, żadnych kompromisów, po prostu ustawiasz sobie człowieku optymalne parametry i trzask! Aż miło.
Kusi takie lenistwo, oj kusi :)))

 Nie najbardziej rano Warmia była spowita w pełzającej i dusznawej wilgoci. Kolory były wprawdzie mocne ale niezbyt kontrastowe. Młodociana żółć rzepaków nie mogła dojść do głosu podobnie jak światło gaszonego chmurami słońca.
Całość tworzyła dość magiczną scenę.

Zajęty zbieraniem ziół, tym razem głównie pokrzyw, zignorowałem (niestety!) cały spektakl.
Powyżej na zdjęciu macie sokoła - kobuza, niosącego w szponach upolowanego gołębia.
Nie umiem wytłumaczyć dlaczego uznałem pokrzywy za ważniejsze. Chyba wyłącznie dlatego, że zamówiła je moja mama :)
Szkoda, bo po upolowaniu siermiężył się długawo z ofiarą. Nie bardzo miał koncept co zrobić ze zdobyczą na otwartym polu więc darł się i darł, to trwało długo, a ja wciąż uznawałem, że zdążę go jeszcze podejść ... nie zdążyłem. Mam tylko taką dokumentująca fakt fotografię. Żałuję!

A na polach i poletkach się działo.

 Krowię się kąpało ...


 Bocię w kwiatach się nurzało ...


 W tę i we w tę se chadzało ...


 Nawet z czasem poderwało ...


Dość tej częstochowskiej wyliczanki, to piękne ptaki więc zawsze z przyjemnością je uwieczniam.


 Po chwili spotkałem kaczory, które szły ... gęsiego :)))




Pierwsza faza lotu jest zawsze ciekawa :)

A w lesie, bo i tam byłem chwilę, spotkałem największy pajęczy kokon jaki w życiu widziałem!
Żeby było jasne, to ma przynajmniej 8 cm średnicy. Jak dla mnie - szok!

 To trudny okres dla ludzi uczulonych na pyłki traw - współczuję! Kiedyś byłem, wiem, że bywa ciężko.
Szczęśliwie jakoś to wyafirmowałem, wyparłem ... jak zwał.

No niech rzuci kamieniem ten, kto mając aparat w ręku choć raz w życiu nie klęknął nad "spadochronami" :) Tu do przysiadu zainspirowała mnie żółta plama kwitnącego poniżej mleczu.

W jednej z moich ulubionych "leśnych wsi"  żegnał mnie potrzeszcz.
Gatunek ściśle chroniony w Polsce. Niestety nie powiem Wam czy to samiczka czy samiec, ponieważ w przeciweństwie do trznadla (ta sama rodzina) dymorfizm płciowy u nich nie występuje.
Gniazduje na ziemi, uwielbia ciężko obrabiane pola, najchętniej zarastające chwastem kartofliska.
Las, stary i gęsty nie zawiera potrzeszczy! ;)








sobota, 20 maja 2017

Nad rzeką pachnącą i brzęczącą.

Piątek w wyśmienitym towarzystwie przeciągnął się do soboty, więc po trzech godzinach snu, nie dałem rady rzucić się w otchłań wielokilometrowych wędrówek.
Wybrałem się nad rzekę Łynę i osiadłem jak jamochłon.
Nie wiedziałem, że tak długo można wysiedzieć w jednym miejscu!
Jak widać musiałem odpokutować za pobrane trunki, oj musiałem.
Mój opar poimprezowy w najmniejszym wypadku nie przeszkadzał komarom i wszelkim innym owadom.
Poranne usiąście w nadrzecznym cieniu to samowolne skazanie się na śmierć przez wyssanie, wykłucie i wypicie nie tylko krwi ale wszystkiego co człek ma mokre w organizmie, przy czym każde z tych zjawisk występuje w natężeniu godnym elektrowni Dolna Odra czyli kilkadziesiąt razy na minutę!
Cóż dziwnego, że po 3 godzinach byłem zdrów, skoro owady wyssały ze mnie w pierwszej kolejności najbardziej lotne frakcje, czyli wiadomo co :)

No różne tam takie siadały na mnie i wokół mnie.

Miałem też sprzymierzeńców!

Rzeka płynęła leniwie.

Trochę za daleko na moje szkiełko, ale strzyżyk robił za wąsatkę :)))

Pstrągi skakały po owady, czyli sprzymierzeńców miałem też pod wodą!

Długo polowałem na zdjęcie pstrąga, niestety szansa, że wyskoczy akurat w polu ostrości, jest jak 1:1000000.

Zrobiłem coś takiego ... prawie zdjęcie, ale widać przynajmniej, że to pstrąg!
Szkoda, miałbym baaardzooo trudne zdjęcie w portfolio, ale przynajmniej wiem, że tam wrócę i wiem po co :)

 Niestety w cieniu!


 Szafirek muśnięty słońcem.


 I w słońcu, szkoda, że daleko. Oczywiście dziób wypełniony rybą!


Zaleciała do mnie i ta panna. Piękny ptak.

Poniżej kilka fotek brodźca samotnego. Też mnie odwiedził. Ja ciągle siedzę w jednym i tym samym miejscu! Żadnego maskowania, po prostu się nie ruszam.






W starym "drzewiszonie" zadziuplowały szpaki. Miałem okazję podziwiać pracowitość rodziców.
Nadlatują dosłownie co chwila, a mały na zmianę jadł i wydalał ... i rósł!





Zobaczcie poniżej. Ledwo połknął, matka jeszcze nie odleciała na dobre, a ten już drze japiszona!

Ona, ta matka, musi mieć serce ze złota!

Dzięcioły również uwijały się jak w ukropie.
 Piękna sceneria.




 Nooo ... motyl! ... brązowy! pewnie jakiś skalnik albo co  :)


I w kontrującym świetle.

Zresztą w kontrującym świetle wszystko wygląda jakby ciekawiej :)