poniedziałek, 17 lutego 2020

Las wymarzony, las utrwalony.

Targają mną przeciwstawne koncepcje na napisanie tego tekstu. Z jednej strony przerażenie skalą wycinania lasów, z drugiej zachwyt nad tym co udało mi się przeżyć w (póki co) lesie.
Narzekania nikt nie lubi, wybieram wariant drugi, tym bardziej że z mojego punktu widzenia dzień trafił się niezwykły.
Dzień budził się dwoma równolegle o tej porze roku przebiegającymi zjawiskami: wschodem słońca na jednej stronie nieboskłonu ...



... i zachodem księżyca na drugiej

Już sam fakt, że przypadło to na bezchmurny dzień nastrajał mnie niezwykła radością dokarmianą moim "leśnym głodem" gdyż ostatnio wyjść miałem mniej.

Minus pięć stopni Celsjusza pokryło Warmię lodową glazurą. Mokradła, bagna, rowy melioracyjne, zastoiska i jeziora pokryły się lustrem cienkiej tafli lodowej.


W naszej strefie klimatycznej zamarzanie wody jest zjawiskiem niezwykłej rangi dla zachowania dużej i małej retencji wody.
To oczywiste, że lód podlega zjawisku sublimacji, czyli odparowania lecz ten proces przebiega wielokrotnie wolniej niż parowanie otwartej wody. Lód zatrzymuje wodę, która będzie tak bardzo potrzebna w okresie wiosennych roztopów. 
 Niestety pokrywa lodowa w świetle zmian klimatycznych nie utrzymuje się dość długo.
Z tym większą przyjemnością przyglądałem się zamarzniętej powierzchni mojego ulubionego mokradła.

Czy można przejść obok rozpadających się "pałek wodnych" i ich nie sfotografować? ... Nie można!

Zima jest tak ciepła, że bobry nie przerwały swojej aktywności. Wszędzie ślady ich pracowitości w budowaniu nadwodnej architektury i infrastruktury wodnej.


Ledwo oddaliłem się od tego miejsca, moją drogę przeciął taki widok.
Miałem wiele szczęścia zatrzymując w kadrze cielaka w takiej akurat pozie. Gdyby nie to, trudno byłoby mi wytłumaczyć jak bardzo zabawnie pokonywał trasę.


 Wypatrzenie jego mamy wymagało nie lada wysiłku. Dorosłe, czujne łanie wiedzą co to sztuka kamuflażu.


A las tego dnia mamił i wabił mieniąc się odcieniami podświetlonej słońcem wilgoci wciskanej między pnie starodrzewia.
Poniżej mini galeria moich egzaltacji i przeżyć.








Był czas na obserwacje zwierząt.
Spotkałem spore stado jeleni. W tym zarówno łań (oddzielna grupka) jak i stada kawalerów.


Kilkanaście byczków przebiegło przede mną w miejscu, którego lepiej wymarzyć nie mogłem.
Rozświetlony tunel w drugim planie jest marzeniem każdego fotografa.


 Ostatni z samców zatrzymał się i długo analizował nieruchomą bryłę jaką stanowiło moje nieproszone jestestwo .


Ileż miałem farta, że leśna sarna ustawiła się akurat w snopie światła. Co za dzień!

Śródleśne polany pokryte szronem pięknie kontrastowały z nietkniętym mrozem wnętrzem lasu.
Bufor termiczny jaki stanowi cieplejsze powietrze ugrzęźnięte między drzewami jest ogromny.
Wprawdzie wewnątrz lasu słońca jak na lekarstwo, ale różnica temperatur jest odczuwalna. Przyczyna tego zjawiska polega również na tym, że na otwartej przestrzeni, którą jest podmokła łąka, odparowanie wody jest większe niż chronionego roślinnością i drzewami runa.
Tak czy siak, jest to bardzo fotogeniczne zjawisko. Obawiam się, że za kilka lat taka oszroniona łąka będzie już tylko wspomnieniem.

A teraz muszę zakończyć pewną refleksją. Lasy w Polsce rosną głównie, nie tylko ale często na tzw. lekkich glebach. Kiedyś, gdy nie było harevesterów, nie kładło się lasu hektarami, oddziałami.
Robiony był szacunek brakarski, na podstawie którego wycinano selektywnie wybrane drzewa. Wiadomo, że ekonomia nie pozwoli już na ten rodzaj  gospodarowania lasem ale odkryte hektarowe łachy leśnej, przypomnę często lekkiej gleby powodują gigantyczne odparowanie wody. Piaski i lekkie gleby nie mają czym wiązać wody, a dodatkowo po wyrębie mają spulchnioną, zruszoną strukturę co również przyspiesza parowanie. Serce mi ostatnio pękło, bo wielkopowierzchniowe cięcia odbywają się na terenie NATURA 2000. Niestety pod bezlitosną piłę siłą rzeczy trafiają drzewa gniazdowe i dziuplowe. Cały projekt NATURA 2000 okazał się wielką fikcją, kolejnym politycznym interesem, potrzebą chwili, a nie wieloletnią, świadomą działalnością na rzecz ochrony rzadkich gatunków. Mam coraz więcej problemu z pokazywaniem Wam pięknej przyrody, bo te zdjęcia powstały dzięki temu, że zrobiłem swoisty labirynt między trzema ekipami tnącymi. Po huku broni myśliwskiej, dźwięk pił i ładowanej dłużycy to najgorsze dźwięki jakie mogę w lesie usłyszeć.
Najgorsze ...

Aby nie kończyć pesytekstem, wrzucam fotkę z przeloty gęsiego klucza. Tyle udało mi się wychwycić ze środka lasu - WIOSNA!


sobota, 1 lutego 2020

Byłem dziś łanią!

Nie umiem powiedzieć jak bardzo zwariowałem dziś w lesie. Przyczyna wariacji była jedna - głód lasu. Bieg ostatnich zdarzeń wykluczył mnie z możliwości wyjścia do oazy życia i normalności.
Wczoraj sprawdzałem pogodę - słabe opady deszczu. Nic to, nawet gdyby lało poszedłbym. Materializacją mojego wariactwa był jednak ilość zrobionych kilometrów. Szedłem nieprzerwanie przez 5 godzin. Ostatni kilometr przypominał bardziej "robot walking". Grawitacja ze szczególną siłą przyciągała moje buty, a w nich przecież były moje nogi. Ja w zasadzie nie szedłem, ja z najwyższym trudem przestawiałem nogi.
Inną zupełnie sferą wariactwa była nadprzeciętna kontemplacja lasu. Jestem "deszczowy", dziś przynajmniej byłem. W taki dzień, pobyt w lesie jest zupełnie ekstatyczny.
Jestem deszczem, igliwiem, powietrzem ... wszystkim po trosze jestem.
W jakiejś części byłem też łanią. Miała miejsce dziwna sytuacja. W pewnym momencie szedłem równo z łaniami w odległości 10 metrów. Dopiero gdy się zatrzymałem by zrobić im zdjęcie, zorientowały się, że nie jestem jedną z nich. Pomyślałem, że chyba nie robią sobie zdjęć, skoro moja czynność nie spodobała im się, a nawet zaskoczyła. Dopóki jednak szedłem ich tempem, były pewne, że jestem członkiem ich stada ... członkinią.

Mógłbym tam pozostać jeszcze długo ale coś ciągle gnało mnie przed siebie.

 Sarny spotykałem dziś kilkakrotnie.


Rodzi się pytanie - ile saren jest na zdjęciu?




Z jeleniami miałem dziś ogólnie problem. Niby ciągle były blisko, a przytomnego zdjęcia nie ma :)


 Stary las liściasty to jest to!







 Tekstura czy jak zwał.


 Rytm.


Dojrzały las.

sobota, 4 stycznia 2020

Dziki długo oczekwiane!

W pierwszych leśnych krokach, które są jak pierwszy łyk zimnego piwa w 36-io stopniowym upale, dostałem wiatrem od wschodu.
W drugich leśnych krokach, które są jak ... drugi łyk piwa itd. :)))) dostałem wiatrem zachodnim.
Pomyślałem, ooo, łatwo dziś nie będzie.
20 metrów dalej wiatr trafił w moje plecy, a ja nie zmieniałem kierunku marszu.
Wtedy zrozumiałem, że nie że nie będzie łatwo - będzie beznadziejnie!
I wiecie co?
I nie było!
Coś kazało mi dłużej niż zwykle obserwować starą leśną dróżkę.
Całe szczęście, bo na takie spotkanie czekałem od kilku miesięcy.

 W moim kierunku szła pokaźna ilość osobników najbardziej prześladowanego gatunku w Polsce.
Tym bardziej spotkanie z nimi dziś ma inny wymiar niż lata wstecz.


 Łącznie ponad dwadzieścia sztuk.


 Były niesamowicie skupione na jedzeniu.
Mam dziczą naturę, gdy jem, też można do mnie podejść ;)


 Szły i szły.

 A ta gówniara była jedyną w pełni czujną i to za jej sprawką kolejne z nimi spotkanie zostanie przerwane. Tu widać jak "ciągnie wiatr" w nozdrza.



 Tu spod łba patrzy na mnie inny osobnik. Nie zmienia to faktu, że wciąż idą na mnie, co mnie niezwykle cieszy. Zwróćcie uwagę na bokobrody tego po lewej :)

 W pewnym momencie szły tak blisko mnie, że niemal nie mieściły mi się w kadrze.

 Zamyślony młodzieniaszek.

 No fajnie, w drągowinie znaleźć prześwit, w którym widać prawie całe zwierzę to cud, a ten w tym jedynym korzystnym dla mnie momencie musiał się otrzepać!


 Tu już podszedłem je kilkaset metrów dalej. Druga tura sesji.


 Niestety wspomniana wcześniej gówniara, zwąchała mnie i tyle je widziałem :)

Życzę leśnym włóczęgom takich miejsc! Starodrzew otoczony bagnami.




poniedziałek, 23 grudnia 2019

zdjęcia roku 2019

Jak co roku publikuję zdjęcia, które z różnych powodów zasłużyły moim zdaniem na podsumowanie. Jedne bo mi się podobają, drugie, bo przypominają coś kluczowego, ciekawego, wyjątkową przygodę czy obserwację. Były już komentowane w opowieściach, więc dziś niech bronią się same :)