Ach, to była długa sesja i postanowiłem jednak pokazać to, czego nie udało mi się zmieścić w poprzedniej części.
Zresztą skoro powrót do tego spotkania był dla mnie szczerą przyjemnością,mam nadzieję, że Wam również się spodoba, tym bardziej, że to pierwszy lub maksymalnie drugi raz na ponad 800 opowieści, że robię taki powrót do raz opublikowanej sceny.
Poprzednio pokazałem kwintesencję spotkania, zobaczcie teraz jak to się zaczęło.
To był piątek zeszłego tygodnia i księżyc niespecjalnie miał czym imponować.
Chyba, że brałby udział w konkursie, kto najwięcej zrzucił w ciągu ostatniego tygodnia ... oooo, to tak! The winner is ... :)
Warmińskie warstwice.
Mnóstwo łań przedzierając się przez chaszcze szło w moją stronę.
Tego bezgłośnego widoku roztartego w mgle nie zapomnę.
Niesamowite wrażenie. Jestem pacyfistą ale skojarzyło się z jakimś amerykańskim filmem i marins skradającymi się przed akcją. Cisza, wolno noga za nogą, porozumienia gestem, żadnych dźwięków ...
Licówka postanowiła wyjść z krzewów.
O tej porze, na ciemnym tle, sylwetki zwierząt ledwo majaczyły przede mną.
Odczucia jakbym był na innej planecie, gdzie jest inna atmosfera i nie ma dźwięków.
Dla takiego obrazka warto wstawać!
Próba naskoczenia na łanię ...
... i klasyczny unik :)))
No dobra, temat uznaję za wyczerpany. Teraz mogę tę sesję zostawić w spokoju.
poniedziałek, 10 września 2018
sobota, 8 września 2018
Locha i wycin ...
... a może nawet odyniec.
Cholera wie, przeszedł nieco dalej od lochy. Słońce w liściastym lesie płata figle. Ogólnie panuje pomroczność i do tego ciemna, a tam gdzie dostanie się światło, panuje reflektorowość jasna!
Nie ma mocnych by zrobić poprawną fotę, w dodatku rozświetlone liście robią za zielony filtr.
Ale locha!
Locha i owszem, pokaźna, charakterologicznie wyrazista, fukała jak najęta do tej właśnie czynności.
Odchodziła ponad 50 metrów i ciągle słyszałem jej przyjemny dla ucha lecz groźny pomruk i fukanie.
Przyznacie spojrzenie dość głęboko zapadające w pamięć :) Coś między - "i czego ty tu chłopcze szukasz?", a "Idźże chłoptasiu, bo ci pokażę jak ciężko wspinać się na graby!" :)
Oczywiście nie sądzę, żeby tak myślała, ale fakt, że była wyżej ode mnie, mimowolnie odebrałem jako dominację.
Widok jej umięśnionego boku w ogóle mnie nie uspokoił :)
A co my tu mamy pod brzuchem?!? Pędzel, dobrze widzę??? Coś mu tam wystaje z pyska, więc być może to już nawet odyniec, ale pewniej będzie, gdy uznam go za wycina, czyli czteroletniego samca.
W związku z dywanowym nalotem głupoty decydentów od ASF, pałających chęcią eksterminacji tego pięknego i niezbędnego gatunku, spotkanie z dzikami traktuję jako coś szczególnego.
Sądzę, że cena za brak dzików będzie zaskakująca. Nie wyobrażam sobie zdrowego lasu bez nich. Nikt za nie nie zrobi tego wszystkiego. Napowietrzania gleby, wyjadania pędraków, zakopywania nasion (odnowienia naturalne) i wielu, wielu innych korzyści.
Przy okazji, gdy już jesteśmy przy dzikach. Walka z ASF przy pomocy zdziesiątkowania populacji dzików, kojarzy mi się, z próbą ograniczenia rasizmu przez wymordowanie kolorowych ras ... Przepraszam, że tak drastycznie ale dokładnie tak to widzę. Nie będzie innych ras niż biała, nie będzie rasizmu, si!
Niniejszym składam gratulacje decydentom za zrozumienie rzeczywistych przyczyn rozprzestrzeniania się ASF w Polsce :)))))
Śmieję się, ale to nerwośmiech.
To tak jakby winą za rozprzestrzenianie się grypy oskarżyć ludzi, którzy na nią zachorowali!
No ale uspokój się Mikunda, wracamy do lasu!
Po naprawdę sporych staraniach, "dokopałem się" też do jeleni.
Spotkałem je w sporej odległości, ale ponieważ w wielogatunkowym, pięknym starym lesie, powstały sympatyczne zdjęcia środowiskowe.
Te dwa wariaty szły razem, szły i nagle dziabach i zaczęły się tłuc. Niestety dotarł do mnie tylko efekt dźwiękowy.
Hej, widzieliście kiedyś dłuższą tykę szpicaka???
I kolejny brat.
No i tak to niby nic, a jednak zawsze coś ;)
Cholera wie, przeszedł nieco dalej od lochy. Słońce w liściastym lesie płata figle. Ogólnie panuje pomroczność i do tego ciemna, a tam gdzie dostanie się światło, panuje reflektorowość jasna!
Nie ma mocnych by zrobić poprawną fotę, w dodatku rozświetlone liście robią za zielony filtr.
Ale locha!
Locha i owszem, pokaźna, charakterologicznie wyrazista, fukała jak najęta do tej właśnie czynności.
Odchodziła ponad 50 metrów i ciągle słyszałem jej przyjemny dla ucha lecz groźny pomruk i fukanie.
Przyznacie spojrzenie dość głęboko zapadające w pamięć :) Coś między - "i czego ty tu chłopcze szukasz?", a "Idźże chłoptasiu, bo ci pokażę jak ciężko wspinać się na graby!" :)
Oczywiście nie sądzę, żeby tak myślała, ale fakt, że była wyżej ode mnie, mimowolnie odebrałem jako dominację.
Widok jej umięśnionego boku w ogóle mnie nie uspokoił :)
A co my tu mamy pod brzuchem?!? Pędzel, dobrze widzę??? Coś mu tam wystaje z pyska, więc być może to już nawet odyniec, ale pewniej będzie, gdy uznam go za wycina, czyli czteroletniego samca.
W związku z dywanowym nalotem głupoty decydentów od ASF, pałających chęcią eksterminacji tego pięknego i niezbędnego gatunku, spotkanie z dzikami traktuję jako coś szczególnego.
Sądzę, że cena za brak dzików będzie zaskakująca. Nie wyobrażam sobie zdrowego lasu bez nich. Nikt za nie nie zrobi tego wszystkiego. Napowietrzania gleby, wyjadania pędraków, zakopywania nasion (odnowienia naturalne) i wielu, wielu innych korzyści.
Przy okazji, gdy już jesteśmy przy dzikach. Walka z ASF przy pomocy zdziesiątkowania populacji dzików, kojarzy mi się, z próbą ograniczenia rasizmu przez wymordowanie kolorowych ras ... Przepraszam, że tak drastycznie ale dokładnie tak to widzę. Nie będzie innych ras niż biała, nie będzie rasizmu, si!
Niniejszym składam gratulacje decydentom za zrozumienie rzeczywistych przyczyn rozprzestrzeniania się ASF w Polsce :)))))
Śmieję się, ale to nerwośmiech.
To tak jakby winą za rozprzestrzenianie się grypy oskarżyć ludzi, którzy na nią zachorowali!
No ale uspokój się Mikunda, wracamy do lasu!
Po naprawdę sporych staraniach, "dokopałem się" też do jeleni.
Spotkałem je w sporej odległości, ale ponieważ w wielogatunkowym, pięknym starym lesie, powstały sympatyczne zdjęcia środowiskowe.
Te dwa wariaty szły razem, szły i nagle dziabach i zaczęły się tłuc. Niestety dotarł do mnie tylko efekt dźwiękowy.
Hej, widzieliście kiedyś dłuższą tykę szpicaka???
I kolejny brat.
No i tak to niby nic, a jednak zawsze coś ;)
piątek, 7 września 2018
Piękny byk z imponującą chmarą.
Po wczorajszym cudownym wieczorze, czyli spotkaniu z moimi Przyjaciółmi i Gośćmi, którym miałem okazję opowiadać o jeleniach, rano "wystrzeliłem" na chwilkę w teren. Czasu miałem mało, o ósmej umówione spotkanie zawodowe, więc nie mogłem eksperymentować. Pojechałem w miejsce, w którym kilka dni temu słyszałem ładnego byka z nadzieją, że może się pokaże.
Pokazał się.
Okolice Olsztynka nie po raz pierwszy nagradzają mnie sowicie.
Gdy go ujrzałem pierwszy raz, pokazał się na ścianie lasu. Do wschodu jeszcze daleko, mgła gęsta jak przegotowana manna, światła jak na lekarstwo. To nie mogło wyjść lepiej ale i tak już się cieszyłem, że szedł prosto na mnie!
Gdy paradował dziesięć metrów przede mną, szczęśliwie przestrzeń otworzyła się i przybyło pozornego światła. Chociaż tyle. Widziałem kontur.
Niewielka polanka uraczyła mnie takim widokiem.
Prowadził nieprawdopodobnie duże stado łań i cieląt.
Nie mogłem się ich doliczyć.
Stałem obok nich, bez kryjówki, jak świeca na torcie roczniaka. Licówka cały czas kontrolowała mnie wzrokiem ale alarmu nie podniosła. Dziwne.
Zaryczał jak przystało na głowę sporej chmary.
Szukał rujnej łani i wąchał intensywnie.
On już jest "spadły" czyli odchudzony, a rykowisko jeszcze na dobre się nie zaczęło!
Zdobycie i upilnowanie tylu dam, musiało kosztować go wiele wysiłku i to widać.
Brzuszek podkasany aż miło.
Sprawiał wrażenie jakby liczył swój "dobytek"
W końcu spojrzał w moją stronę :)
Obejrzyjcie krótki filmik, który uświadamia z jakim zjawiskiem tym razem miałem do czynienia.
Zrobiłem ok. 300 zdjęć. Ostrość na filmie nieco szaleje ale było naprawdę ciemno.
Przynajmniej zobaczycie, że zdjęcia nie są kadrowane. Byłem po prostu z nimi :)
FILM: https://youtu.be/L_L2Qe-ExP0
Miłego oglądania.
Dziękuję za Waszą obecność na spotkaniu :)
Pokazał się.
Okolice Olsztynka nie po raz pierwszy nagradzają mnie sowicie.
Gdy paradował dziesięć metrów przede mną, szczęśliwie przestrzeń otworzyła się i przybyło pozornego światła. Chociaż tyle. Widziałem kontur.
Niewielka polanka uraczyła mnie takim widokiem.
Prowadził nieprawdopodobnie duże stado łań i cieląt.
Nie mogłem się ich doliczyć.
Stałem obok nich, bez kryjówki, jak świeca na torcie roczniaka. Licówka cały czas kontrolowała mnie wzrokiem ale alarmu nie podniosła. Dziwne.
Zaryczał jak przystało na głowę sporej chmary.
Szukał rujnej łani i wąchał intensywnie.
On już jest "spadły" czyli odchudzony, a rykowisko jeszcze na dobre się nie zaczęło!
Zdobycie i upilnowanie tylu dam, musiało kosztować go wiele wysiłku i to widać.
Brzuszek podkasany aż miło.
Sprawiał wrażenie jakby liczył swój "dobytek"
W końcu spojrzał w moją stronę :)
Obejrzyjcie krótki filmik, który uświadamia z jakim zjawiskiem tym razem miałem do czynienia.
Zrobiłem ok. 300 zdjęć. Ostrość na filmie nieco szaleje ale było naprawdę ciemno.
Przynajmniej zobaczycie, że zdjęcia nie są kadrowane. Byłem po prostu z nimi :)
FILM: https://youtu.be/L_L2Qe-ExP0
Miłego oglądania.
Dziękuję za Waszą obecność na spotkaniu :)
czwartek, 6 września 2018
Byki z powyłamywanymi szczeblami :)
Dziś po południu prowadzę spotkanie na temat jeleni i rykowiska. Chcąc być fair wobec słuchaczy, postanowiłem jeszcze wczoraj wieczorem wybrać się do lasu i zostać do 23.00 by być jak najbardziej na bieżąco z tym co dzieje się w lesie.
W końcu rykowisko już funkcjonuje i moim niemal obowiązkiem jest móc powiedzieć w jakiej jest fazie.
Przedzierałem się grabinową, ostro zarastającą dróżką. Na tej dróżce spotykałem już różne zwierzęta, w tym piękne, mocne byki.
Idę więc ostrożnie, cicho i całe szczęście, gdyż za pierwszy zakrętem widzę, co następuje:
Cielak przygląda mi się próbując zdekodować moją sylwetkę.
Łatwo nie jest, bo zastygłem jak emocje polskich kibiców na Mundialu.
Kombinuje, zmienia perspektywę, nic.
Ogląda się nie będąc pewnym czy słusznie odchodzi.
W końcu postanawia wejść do lasu krokiem, którego wdzięku nie powstydziłby się najlepszy rumak na konkursie ujeżdżenia.
Wiedziałem, że "kropkowaniec" nie ma prawa być sam.
Zostałem tam gdzie zastygłem i czekam ...
Jest i mamusia.
Ta obserwacja przytrzymała mnie niespodziewanie długo, a szedłem do byków. Czułem, że spóźniam się na spotkanie i wszystko spali na panewce.
Nie pomyliłem się, byki już były.
Szkoda, bo w tym momencie powinienem już być tam z nimi, na dole!
Patrzę na tego byczka i ... coś z nim nie tak ...
Oczywiście! Ma tuż nad oczniakiem ułamaną prawą tykę.
Spora jak na młodzieńca masa ciała i stosunkowo lichowaty oręż nie wytrzymał starcia.
Nie byłbym sobą, gdyby las nie zafundował mi większej niespodzianki.
Dostrzegam, że bysio nie jest sam. Mimo zmroku (zdjęcia rozjaśniane) wypatruję kolejnego samca.
Ale z nim również coś jest nie tak ...
No nie wierzę własnym oczom, ten dla równowagi nie ma lewej tyki!!!
Szok!
Czyżby wyłamały je sobie wzajemnie. Wszystko na to wskazuje, bo strony się zgadzają.
Pewnie gdybym zszedł na polanę, znalazłbym je w jednym miejscu ale nie chciałem zostawiać śladów zapachowych. W końcu jutro tu wrócę, bo w pobliskim lesie huczy piękny byk stadny.
Może uda mi się go wywabić z lasu, gdy rykowisko będzie w dojrzalszej formie i byki będą lepiej reagować.
Zadania nie ułatwia mi fakt, że całe zajście, w tym szczególnie mnie, obserwuje od kilku minut łania. Pod obstrzałem jej wzroku nie mogę zmienić pozycji, a kucnąłem na pięcie prawego buta wierząc, że za moment zmienię tę niefortunną pozę. Noga drętwieje, a prawy pośladek woła o litość. Życie fotografa nie jest łatwe. Licówka stoi w ciemnej części lasu, ledwo ją widzę ale aparat szczęśliwie radzi sobie znacznie lepiej niż moje oczy. Zdjęcie robię przy 1/10 sekundy!!! Nie wierzę, że tak wyszło.
Łania wydała odgłos ostrzegawczy, wiem, że sesja dobiega końca. Skupiam się na ostatnich kadrach.
Staram się wycisnąć z półmroku co się da.
Minka na pożegnanie :)
To czterolatek. Teraz widzę go w całości.
Gdy idą w tej konfiguracji, można powiedzieć, że razem mają kompletne poroże :))))
I tak las po raz kolejny obdarzył mnie bardzo ciekawą obserwacją i kolejnym doświadczeniem.
W końcu rykowisko już funkcjonuje i moim niemal obowiązkiem jest móc powiedzieć w jakiej jest fazie.
Przedzierałem się grabinową, ostro zarastającą dróżką. Na tej dróżce spotykałem już różne zwierzęta, w tym piękne, mocne byki.
Idę więc ostrożnie, cicho i całe szczęście, gdyż za pierwszy zakrętem widzę, co następuje:
Cielak przygląda mi się próbując zdekodować moją sylwetkę.
Łatwo nie jest, bo zastygłem jak emocje polskich kibiców na Mundialu.
Kombinuje, zmienia perspektywę, nic.
Ogląda się nie będąc pewnym czy słusznie odchodzi.
W końcu postanawia wejść do lasu krokiem, którego wdzięku nie powstydziłby się najlepszy rumak na konkursie ujeżdżenia.
Wiedziałem, że "kropkowaniec" nie ma prawa być sam.
Zostałem tam gdzie zastygłem i czekam ...
Jest i mamusia.
Ta obserwacja przytrzymała mnie niespodziewanie długo, a szedłem do byków. Czułem, że spóźniam się na spotkanie i wszystko spali na panewce.
Nie pomyliłem się, byki już były.
Szkoda, bo w tym momencie powinienem już być tam z nimi, na dole!
Patrzę na tego byczka i ... coś z nim nie tak ...
Oczywiście! Ma tuż nad oczniakiem ułamaną prawą tykę.
Spora jak na młodzieńca masa ciała i stosunkowo lichowaty oręż nie wytrzymał starcia.
Nie byłbym sobą, gdyby las nie zafundował mi większej niespodzianki.
Dostrzegam, że bysio nie jest sam. Mimo zmroku (zdjęcia rozjaśniane) wypatruję kolejnego samca.
Ale z nim również coś jest nie tak ...
No nie wierzę własnym oczom, ten dla równowagi nie ma lewej tyki!!!
Szok!
Czyżby wyłamały je sobie wzajemnie. Wszystko na to wskazuje, bo strony się zgadzają.
Pewnie gdybym zszedł na polanę, znalazłbym je w jednym miejscu ale nie chciałem zostawiać śladów zapachowych. W końcu jutro tu wrócę, bo w pobliskim lesie huczy piękny byk stadny.
Może uda mi się go wywabić z lasu, gdy rykowisko będzie w dojrzalszej formie i byki będą lepiej reagować.
Zadania nie ułatwia mi fakt, że całe zajście, w tym szczególnie mnie, obserwuje od kilku minut łania. Pod obstrzałem jej wzroku nie mogę zmienić pozycji, a kucnąłem na pięcie prawego buta wierząc, że za moment zmienię tę niefortunną pozę. Noga drętwieje, a prawy pośladek woła o litość. Życie fotografa nie jest łatwe. Licówka stoi w ciemnej części lasu, ledwo ją widzę ale aparat szczęśliwie radzi sobie znacznie lepiej niż moje oczy. Zdjęcie robię przy 1/10 sekundy!!! Nie wierzę, że tak wyszło.
Łania wydała odgłos ostrzegawczy, wiem, że sesja dobiega końca. Skupiam się na ostatnich kadrach.
Staram się wycisnąć z półmroku co się da.
Minka na pożegnanie :)
To czterolatek. Teraz widzę go w całości.
Gdy idą w tej konfiguracji, można powiedzieć, że razem mają kompletne poroże :))))
I tak las po raz kolejny obdarzył mnie bardzo ciekawą obserwacją i kolejnym doświadczeniem.
wtorek, 4 września 2018
Tajemnice skrywane przez mgły.
No dobra, prawie odzyskałem równowagę po ostatnich spotkaniach z wilkami, czas wrócić do normy!
Nie jest łatwo mówię Wam, bo prawda jest taka, że po trzech dniach dopiero dotarło do mnie co się stało. Przyłapałem się na tym, że patrzę na zdjęcia tych wilków i ... no kurka nie wierzę!
Nie wierzę, że to wszystko miało prawo się zdarzyć.
Szok mnie nie opuszcza, ale wrzesień to ciekawy okres w przyrodzie, więc nie ma że to czy tamto.
Dwa dni szwendałem się w przeatrakcyjnych okolicach. Teren otwarty, morenowo-łąkowy z krzewinami i remizami, przyległy do lasów. Czy może być lepiej?
Bajeczne, mgliste wschody, których w lesie nie uświadczysz. Przyznać muszę, że łażąc po lesie traci się ogrom widoków. No niestety, jeżeli chodzi o przestrzeń, światła i w ogóle, łąkowo-bagienni mają lepiej. Zobaczmy zatem co skrywają mgliste zasłony, jakie kryją tajemnice?
Jak w lesie zrobić takie zdjęcie?
Niemożliwe!
Więc raz na jakiś czas warto wykaraskać się na zewnątrz i oddać radości dalekich obserwacji.
Zanim w ogóle słońce "zagada przez mgłę", niebieskości poranka czasami pozwalają dostrzec jelenie przedzierające się, niczym duchy, przez mokre chaszcze.
Gdyby nie dźwięk kończyn uderzających o mokre łodygi roślin, w życiu bym ich nie zauważył.
Zaskakujące było to, że aparat jakkolwiek też był łaskaw je zauważyć!
W ścianie lasu, najgęstszym z gęstników, ryczał mocny byk.
A na zewnętrzu, młodziaki mogły się tylko oblizać.
Rozumiem je, aż za dobrze pamiętam to uczucie z podstawówki, gdy korytarzem szła ósmoklasowa piękność, a my szóstaki mogliśmy jedynie pomarzyć ... ech. Później to samo w liceum ... my w pierwszej, a gwiazdy w czwartej, a potem już my rządziliśmy i rozdawaliśmy karty ;)
Ledwo majaczące sylwetki nasłuchujące starszego kumpla zdają się mówić - "jeszcze dwa lata i ... MY!!!"
Przeszły blisko mnie ale mgła skrywała je i rozcierała ich sylwetki jak mogła.
Ostatecznie weszły do wyspowego lasku.
No ten to jeszcze ze trzy lata poczeka :)
Bardzo nieśmiało pierwsze promienie ocieplały sylwetkę kozła, ale gęstwa mikroskroplin nie dawała za wygraną.
Coś jakby ... nieśmiało zaczynało się zmieniać.
Przelatujący tuż nade mną łabędź wychwycił te nieśmiałe ale ciepłe w barwie światło.
Ta ilość słońca wystarczyła, by zdołać wyostrzyć bujające się na delikatnym wietrze "kryształy".
Są pajęczyny, którym nie można się oprzeć! Jak najdroższa kolia świata!
Mimo to, w niektórych kierunkach światło nie dawało jeszcze porządnego wsparcia.
Zwierzyna przemykała tu i ówdzie, głównie dlatego, że w tym "mleku" nie zauważałem jej w porę.
Dwie odskoczyły na boki, a ta w środku zgłupiała z nadmiaru możliwości wybrania kierunku :)))
A więc tak to wygląda nad morenowymi łąkami. Zwykle w tym momencie jestem w głębi wciąż pogrążonego w ciemnościach lasu.
Gdy na las spojrzy się w taki poranek pod pewnym kątem, dech zapiera!
Były fragmenty, w których mgła była znacznie łaskawsza. Wtedy korpus sarny świecił odbitym światłem jak nie przymierzając księżyc.
Kozioł w imponująco nadbujnej roślinności patrzy w przestrzeń jakby obmyśliwał jakiś niezwykły plan!
Gdy wracałem, słońce docierało już do drugich planów ale wciąż było mgliście.
Dodaje to zdjęciom uroku.
Ten koziołek doskonale mnie widział, wiedział, że tu jestem, mimo to postanowił przedefiladować tuż przed moimi nogami.
Bliżej do mnie miałem już tylko ja sam :)
Albo mnie całkowicie zignorował, co poczytuję sobie jako komplement, albo ciekawość była silniejsza niż strach. Jak te wilki ... jak wilki ;)
Nie jest łatwo mówię Wam, bo prawda jest taka, że po trzech dniach dopiero dotarło do mnie co się stało. Przyłapałem się na tym, że patrzę na zdjęcia tych wilków i ... no kurka nie wierzę!
Nie wierzę, że to wszystko miało prawo się zdarzyć.
Szok mnie nie opuszcza, ale wrzesień to ciekawy okres w przyrodzie, więc nie ma że to czy tamto.
Dwa dni szwendałem się w przeatrakcyjnych okolicach. Teren otwarty, morenowo-łąkowy z krzewinami i remizami, przyległy do lasów. Czy może być lepiej?
Bajeczne, mgliste wschody, których w lesie nie uświadczysz. Przyznać muszę, że łażąc po lesie traci się ogrom widoków. No niestety, jeżeli chodzi o przestrzeń, światła i w ogóle, łąkowo-bagienni mają lepiej. Zobaczmy zatem co skrywają mgliste zasłony, jakie kryją tajemnice?
Jak w lesie zrobić takie zdjęcie?
Niemożliwe!
Więc raz na jakiś czas warto wykaraskać się na zewnątrz i oddać radości dalekich obserwacji.
Zanim w ogóle słońce "zagada przez mgłę", niebieskości poranka czasami pozwalają dostrzec jelenie przedzierające się, niczym duchy, przez mokre chaszcze.
Gdyby nie dźwięk kończyn uderzających o mokre łodygi roślin, w życiu bym ich nie zauważył.
Zaskakujące było to, że aparat jakkolwiek też był łaskaw je zauważyć!
W ścianie lasu, najgęstszym z gęstników, ryczał mocny byk.
A na zewnętrzu, młodziaki mogły się tylko oblizać.
Rozumiem je, aż za dobrze pamiętam to uczucie z podstawówki, gdy korytarzem szła ósmoklasowa piękność, a my szóstaki mogliśmy jedynie pomarzyć ... ech. Później to samo w liceum ... my w pierwszej, a gwiazdy w czwartej, a potem już my rządziliśmy i rozdawaliśmy karty ;)
Ledwo majaczące sylwetki nasłuchujące starszego kumpla zdają się mówić - "jeszcze dwa lata i ... MY!!!"
Przeszły blisko mnie ale mgła skrywała je i rozcierała ich sylwetki jak mogła.
Ostatecznie weszły do wyspowego lasku.
No ten to jeszcze ze trzy lata poczeka :)
Bardzo nieśmiało pierwsze promienie ocieplały sylwetkę kozła, ale gęstwa mikroskroplin nie dawała za wygraną.
Coś jakby ... nieśmiało zaczynało się zmieniać.
Przelatujący tuż nade mną łabędź wychwycił te nieśmiałe ale ciepłe w barwie światło.
Ta ilość słońca wystarczyła, by zdołać wyostrzyć bujające się na delikatnym wietrze "kryształy".
Są pajęczyny, którym nie można się oprzeć! Jak najdroższa kolia świata!
Mimo to, w niektórych kierunkach światło nie dawało jeszcze porządnego wsparcia.
Zwierzyna przemykała tu i ówdzie, głównie dlatego, że w tym "mleku" nie zauważałem jej w porę.
Dwie odskoczyły na boki, a ta w środku zgłupiała z nadmiaru możliwości wybrania kierunku :)))
A więc tak to wygląda nad morenowymi łąkami. Zwykle w tym momencie jestem w głębi wciąż pogrążonego w ciemnościach lasu.
Gdy na las spojrzy się w taki poranek pod pewnym kątem, dech zapiera!
Były fragmenty, w których mgła była znacznie łaskawsza. Wtedy korpus sarny świecił odbitym światłem jak nie przymierzając księżyc.
Kozioł w imponująco nadbujnej roślinności patrzy w przestrzeń jakby obmyśliwał jakiś niezwykły plan!
Gdy wracałem, słońce docierało już do drugich planów ale wciąż było mgliście.
Dodaje to zdjęciom uroku.
Ten koziołek doskonale mnie widział, wiedział, że tu jestem, mimo to postanowił przedefiladować tuż przed moimi nogami.
Bliżej do mnie miałem już tylko ja sam :)
Albo mnie całkowicie zignorował, co poczytuję sobie jako komplement, albo ciekawość była silniejsza niż strach. Jak te wilki ... jak wilki ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)