poniedziałek, 23 grudnia 2019

zdjęcia roku 2019

Jak co roku publikuję zdjęcia, które z różnych powodów zasłużyły moim zdaniem na podsumowanie. Jedne bo mi się podobają, drugie, bo przypominają coś kluczowego, ciekawego, wyjątkową przygodę czy obserwację. Były już komentowane w opowieściach, więc dziś niech bronią się same :)























































czwartek, 19 grudnia 2019

Wielobarwne jelenie!

Niezwykle dobrze mi się chodziło tego dnia. Wprawdzie szarość poranna wykreowała całkowicie monochromatyczny świt ale po kilku godzinach zrobiło się bardzo przyjemnie. Tego dnia umówiłem się z Marcinem na kręcenie kolejnego odcinka Leśnych Szeptów, więc chciał, nie chciał szedłem tak, by ostatecznie trafić na miejsce spotkania. Zawsze ustalamy miejsce w sposób bardzo luźny i mało precyzyjny, a jakoś i tak się odnajdujemy :)

Najzwyczajniej w świecie go nie zauważyłem. Wlazłem mu niemal na racice. Potem szedłem za nim minimum 2 kilometry, by ledwie ujrzeć zadek. Taka karma ...

To stadko w zupełnie niepojęty sposób zorientowało się, że jestem. Wszystko było jak trzeba, wiatr, moje zachowanie ... klapa! Chyba stado prowadzi niezwykle doświadczona licówka.

Miałem prawo uznać, że trzeci raz tego dnia jeleni już nie spotkam.
A jednak!
Szły cichuteńko lasem wprost na mnie.

Mniej więcej założyłem, w którym miejscu wyjdą i nie pomyliłem się. Mój aparat czekał przygotowany :)

 Decyzja zapadła - biegniemy!

Licówka poprowadziła stado, a byczek niewzruszenie obserwował mnie jakby chciał doczytać jakiej marki aparatem robię zdjęcia.

 To było naprawdę liczne stado. Biegły i biegły. W tych okolicznościach przyrody wydały mi się całkiem wielobarwne :)

Na końcu ten szpicak. Gdyby to były wilki, ta opieszałość mogłaby mieć spora cenę.

Pół godziny później witałem się z Marcinem.
Efekty znajdziecie na YT - https://www.youtube.com/watch?v=e7EkU7dNSD4&t=1031s

sobota, 14 grudnia 2019

On czyli ja!

Dużo pracy, dużo zajęć, wykłady, szkolenia, do tego grudzień, sporo zamówień na noże i bransoletki. Co tu dużo gadać, wyjście do lasu zaczyna być nie lada rarytasem. Ale to dobrze. Człowiek od razu docenia tę możliwość. Człowiek ... pisanie o sobie w trzeciej osobie to totalna kicha. Człowiek, czyli on, czyli ... ja :)
Niech będzie!
On ostatnio aby podołać wszystkiemu rozdzielił się na "ja" i "on" i teraz jest ich dwóch, czyli nas.

Sto razy już to robiłem ale za każdym razem uchwycenie jej w locie cieszy :)

Podobnie jak uchwycenie "zwierzałki" na tle światła w tunelu :)


Owoce dzikiej róży to nie lada gratka dla ptaków pozostających u nas na zimę.

Przy okazji są bardzo fotogeniczne.

Dzisiejszy krajobraz z sarną.

Przy gruncie zimno, oj zimno. Fajnie widać, jak podgrzane za dnia pęcherzyki powietrza drążą lód w ruchu do góry.

 Te "suchacze" zawsze kogoś skłonią do fotografii. Tym razem mnie.


Oczywiście łania czujna jak praktykant wbijający pierwszego w życiu gwoździa.


Bardzo ale to bardzo liczyłem, że tu coś zobaczę i równie bardzo się rozczarowałem ale miejsce piękne!

Także tym razem bez większych fajerwerków ale w grudniu wypada to z godnością przyjąć na klatę.



poniedziałek, 2 grudnia 2019

latające jelenie

Po dłuuugiej przerwie wróciłem na stare śmieci, czyli do lasów, w których spędziłem kilka intensywnych lat. To tu prowadziłem obserwacje kruków, tu pierwszy raz znalazłem się kilka metrów od bielika. Te lasy zawsze mnie darzyły i potrafiły zaskoczyć.
Jakże niesamowicie było przejść się tak dobrze znanymi ścieżkami i bezdrożami, tym bardziej, że las chyba chciał mnie przywitać.
Pogoda marzenie jak na ostatni dzień listopada. Niezbyt mroźny wiaterek, odczuwalny tylko na otwartej przestrzeni.
Przedzierające się słońce - rzadki gość na moich fotografiach.

 Zaraz po świcie miało miejsce pierwsze spotkanie.
Schodzące z żerowiska stado kontynuowało żer na trasie powrotu.


 Przecież to oczywiste, że jak nie jedna, to druga okaże się przewrażliwionym czujnikiem!
Stałem jak wyciosany z olchy, to nie, musiała "się uwalić", że to nie drzewo!

 Stado ruszyło, a jedna, mentalny stoik ... stoikowała jakby nigdy nic!


 Dzięki zamieszaniu powstało to zdjęcie.  Dla zdrowia mojej psychiki, cieszę się, że to ja je poczyniłem. ;)


 Miałem solidny dylemat - podchodzić, czy nie.
Lenistwo górą, odpuściłem i teraz się cieszę, bo powstało zdjęcie środowiskowe zawierające sarnę i ukazujące ją w sposób daleki od nachalności.


 Rozumiem tę sarnę, od czasu gdy za każdym drzewem można spodziewać się fotopułaki, fotografa lub drona, też w trakcie "jedynki" nerwowo się rozglądam. :)
Nie ma spokoju w głuszy, nie ma. Człowiek spokojnie wyjedynkować się  nie może, o dwójce nawet nie wspominam!

 Układ synchroniczny.


 W pewnym momencie los (las) pozwolił mi na bardzo bliską obserwację pasących się jeleni.
Długo cieszyłem oko spokojem i zimowym spowolnieniem zwyczajów.


 Jednak i tym razem znalazł się czujnik!
Na szczęście tej mniej udanej płci. Jego receptory nie pracują tak intensywnie jak u łań, więc scena trwała i trwała.


 W zasadzie już nie miałem koncepcji na inne ujęcia. Pod jego brodą bezszelestnie przesuwały się korpusy członków stada.

Ponieważ do końca nie skumał kim/czym jestem, odchodziły spokojnie ale ten koleżka do końca trzymał mnie wzrokiem.

 Szpicak niezbyt przejął się wzmożoną czujnością kumpla - kontynuował posiłek.


 W pewnym momencie wiatr zakręcił i na moje nieszczęście dość skutecznie. Zebrał ze mnie cząstki zapachowe i przetransportował wprost w nozdrza jeleni. Te nie wiedząc skąd dokładnie jest zapach, ruszyły w ucieczce wprost na mnie!
Tu przypomina mi się opowieść pewnej "ekolożki" która w ramach przeszkadzania myśliwym poszła do lasu. Była zdumiona naganką ale gdy stwierdziła, że naganiane jelenie biegną w jej stronę, z przerażeniem niegodnym kogokolwiek kto zna naturę jeleni, jak sama opisała, zaczęła drzeć się w niebogłosy i tak sama stała się elementem ... naganki. Czytałem to z ogromnym rozczarowaniem. Młodzi ludzie w ramach przygody idą na jakąś bliżej nieznaną sobie akcję, okazują się totalnymi amatorami kwaśnych jabłek, nie mają pojęcia o biologii gatunku i jeszcze zgodnie z panującą modą opisują to świadectwo własnych niekompetencji na socjalach dostarczając drew do ognia hejtu jakim środowisko ekologów jest darzone przez myśliwych. No ... taka dygresja.

 Muszę przyznać, że te odrobiny słonecznego światła robiły robotę.


 I na koniec łania wolna od grawitacji. :)

sobota, 23 listopada 2019

Sfotografować wiatr!

O 5 rano podchodzę do zaokiennego termometru i od razu żałuję, że nie powiesiłem go przed oknem ... A niech to, minus trzy i pizgający wiatr.
Jedynym pocieszeniem, acz wątpliwym z mojego punktu widzenia, wydaje się bezchmurne niebo.
Nie lubię słońca na zdjęciach ale przynajmniej wcześniej będzie coś widać.
Brnę.

 Łysy z niebyt imponującym gabarytem nie zapowiadał niczego dobrego.

Mimo to, dość szybko uporałem się z pierwszą obserwacją. jak widać reguły nie obowiązują.

Przy lizawce młoda łania pracowicie zlizywała słonawy naciek. Żeby nie było, lata temu, jeszcze jako licealny podlot, polizałem, sprawdziłem, lubię wiedzieć o czym piszę :)

Podchodziłem do niej zakosami, ale okazało się, że ta część lasu zawierała jeszcze byczka, który zatrzymał mnie w chaszczu.








Ostatecznie skierował się w moją stronę wysyłają komplement mojej koncepcji kamuflażu.
Krótko mówiąc stałem zamotany między świerkowymi gałęźmi.
Długo pozwolił mi cieszyć oko swoją obecnością. Fajnie.

Dziś wpadłem na pomysł, że tak właśnie wygląda pismo runiczne w jelenim wydaniu!
Potem przychodzą następne i dekodują zapis. Wiem, tak jest na pewno! :)

Aura lasu wspierała mnie w takiej interpretacji jesiennych zgryzów. Raczej trudno je nazwać spałowaniem ... chociaż.

Postawiłem sobie zadanie sfotografowania tego czego jest najwięcej.
Dziś padło na wiatr!
Mam nadzieję, że sprostałem zadaniu. Wiało okrutnie.

 Moje obserwacje zamknęło spotkanie z sarenką. Zawsze miło, zawsze pięknie.