Popołudniowo-wieczorne wypady są specyfiką i przywilejem tej pory roku.
Człowiek styrany rzeczywistością, która dogniata w tym kraju tylko maluczkich, wielcy jak wiadomo podatków nie płacą, może spokojnie po pracy wyjść w teren i porobić zdjęcia.
Tak też zrobiłem.
Księżyc wschodzi perwersyjnie wcześnie, więc sytuację mamy taką, że obracając się w lewo fotografujemy wciąż wysoko pracujące słońce, obracając się w prawo robimy wysoko już wędrujący księżyc.
To zdjęcie zamieniłem na sepię, ponieważ całkowicie szczerze wzruszając, przeniosło moją psychę do wspomnień dzieciństwa. Tak będąc krnąbrnym brzdącem widziałem Warmię. Ogrodzenia żerdziowe poskręcane pod nieubłaganym słońcem, konie zimnokrwiste, ptaki nad polem i dalekosiężny spokój. Pewnie używałem wówczas innych słów, ale wyszczekany byłem od pierwszych słów ;)
Lądujący szpak ... podwozie wypuszczone, powierzchnia skrzydeł zmniejszona, wszystko jak w samolocie, czy może na odwrót ;)
Przeskok z gałęzi na gałąź to nie jakieś tam hop-siup!
Taki rok - wszędzie trznadle!
Teraz przepraszam, bo napiszę coś mocno niepopularnego - qrde jak mi się ta fota podoba! Całe szczęście, że to ja ją zrobiłem, bo bym się lekko wkurzył ;) :)
Ufff - no musiałem to z siebie wywalić :)
Rokitniczka.
Czaple to wiadomo - zawsze malownicze, zawsze nadobne i dostojne zarazem.
Prawie dotknęła!
W tym momencie gadałem z Maćkiem przez telefon i zdjęcie robiłem trzymając aparat w jednej ręce. Szkoda, bo ciężki czort, a fota powinna być ostrzejsza.
Mógłbym im poświęcić cały sezon ale znacie mnie już, mentalność powsinogi mi na to nie pozwoli :)
Extra miejscówa co?
Niestety budowana stosunkowo blisko obwodnica, zmieniła radykalnie skład gatunkowy ptaków w stosunku do poprzednich lat.
Instytut Rozrodu Zwierząt ... taaaa zwierząt! ;) :)
p.s.
Swoją drogą kochani "rozrodowicze" wjeżdżanie i to służbówką, na taki teren to lekka wiocha, nie?
Chyba niezwykle barwna plecha, na której usiadł, inspirowała go do śpiewu :)
Gdy wracałem, ponownie szpak, tym razem po starcie.
Z obserwacji cudownego koziołka w zachodzącym zbożu zrobię następny wpis, bo czas mi się skończył na to zadanie :)
Pozdro!
wtorek, 22 maja 2018
poniedziałek, 21 maja 2018
Czeremcha zwyczajna i zadziory!
W wielu nazwach systematycznych pojawia się przymiotnik "zwyczajny/zwyczajna".
Dotyczy to między innymi czeremchy.
Nie taka ona zwyczajna jak się wydaje. Kwitnie białym kwieciem zebranym w urocze grona, wyjątkowo pięknie pachnie, owocami żywi wiele gatunków ptaków, jest naturalnym antybiotykiem dla lasu, a i w ziołolecznictwie ma mocną pozycję. Polecam zainteresowanie się jej leczniczymi właściwościami.
Właśnie teraz najlepiej jest ją podziwiać, a w porze kwitnienia jest za co!
Obrzeża lasów ozdobione obecnością czeremchy zyskują na wyglądzie. Gdy jeszcze obok kwitną krzewy żarnowca w połączeniu z młodymi pędami sosny, mamy komplet estetyczny. Łania z obrzmiałymi mlekiem gruczołami dopełnia cudu wiosennej obserwacji. Zabrakło jedynie "liźnięcia światłem". Zawsze powtarzam, że maj jest tylko jeden!
Grona czeremchowych kwiatów, gdy dostaną słońca, wydają się uśmiechać do obserwatora.
Zapachu nie da się zastąpić żadnym innym.
Bezgłowy żuraw sprawia wrażenie osobnika, który ukojony zapachami wiosennego poranka przysnął pośród kwiatów w prześwicie samosiejkowego młodnika sosnowego.
Profesor od logiki jak mantrę powtarzał, że jedna przesłanka to za mało na logiczny wniosek.
Nie mogę zatem sugerować, że tę lotkę II rzędu z lewego skrzydła myszołowa nomen omen zwyczajnego(!), wyrwała jakaś mniejsza zadziorna ptaszyna, wiedząc, że trwa okres pierzenia myszołowów i że to równie prawdopodobna przyczyna tego ubytku.
Może to jego właśnie ...
W końcu to jego rewir!
Szła w zadumie borem-lasem ...
Nie sposób ich nie usłyszeć. Tak zawzięcie głoszą swoje rewiry, że nie dziwię się, że ktoś trochę na złość nadał im nazwę ... pokląskwa! Co to za wyraz, tego nawet Polak nie powie bez zastanowienia ;)
Nie chciałem podchodzić bliżej tego samczyka, uszanowałem jego starania w komunikowaniu m.in. mi, kto tu rządzi! :)
Sfotografowanie tej samiczki gąsiorka idealnie pod światło zachodzącego słońca, okazało się niemożliwe. Zaryzykowałem przemieszczenie się o kilka metrów.
Od razu lepiej. :)
Uwielbiam te zadziory!
Dotyczy to między innymi czeremchy.
Nie taka ona zwyczajna jak się wydaje. Kwitnie białym kwieciem zebranym w urocze grona, wyjątkowo pięknie pachnie, owocami żywi wiele gatunków ptaków, jest naturalnym antybiotykiem dla lasu, a i w ziołolecznictwie ma mocną pozycję. Polecam zainteresowanie się jej leczniczymi właściwościami.
Właśnie teraz najlepiej jest ją podziwiać, a w porze kwitnienia jest za co!
Obrzeża lasów ozdobione obecnością czeremchy zyskują na wyglądzie. Gdy jeszcze obok kwitną krzewy żarnowca w połączeniu z młodymi pędami sosny, mamy komplet estetyczny. Łania z obrzmiałymi mlekiem gruczołami dopełnia cudu wiosennej obserwacji. Zabrakło jedynie "liźnięcia światłem". Zawsze powtarzam, że maj jest tylko jeden!
Grona czeremchowych kwiatów, gdy dostaną słońca, wydają się uśmiechać do obserwatora.
Zapachu nie da się zastąpić żadnym innym.
Bezgłowy żuraw sprawia wrażenie osobnika, który ukojony zapachami wiosennego poranka przysnął pośród kwiatów w prześwicie samosiejkowego młodnika sosnowego.
Profesor od logiki jak mantrę powtarzał, że jedna przesłanka to za mało na logiczny wniosek.
Nie mogę zatem sugerować, że tę lotkę II rzędu z lewego skrzydła myszołowa nomen omen zwyczajnego(!), wyrwała jakaś mniejsza zadziorna ptaszyna, wiedząc, że trwa okres pierzenia myszołowów i że to równie prawdopodobna przyczyna tego ubytku.
Może to jego właśnie ...
W końcu to jego rewir!
Szła w zadumie borem-lasem ...
Nie sposób ich nie usłyszeć. Tak zawzięcie głoszą swoje rewiry, że nie dziwię się, że ktoś trochę na złość nadał im nazwę ... pokląskwa! Co to za wyraz, tego nawet Polak nie powie bez zastanowienia ;)
Nie chciałem podchodzić bliżej tego samczyka, uszanowałem jego starania w komunikowaniu m.in. mi, kto tu rządzi! :)
Sfotografowanie tej samiczki gąsiorka idealnie pod światło zachodzącego słońca, okazało się niemożliwe. Zaryzykowałem przemieszczenie się o kilka metrów.
Od razu lepiej. :)
Uwielbiam te zadziory!
sobota, 19 maja 2018
A po nocy przychodzi dzień ...
Coś jest nie tak z naszą naturą. Prawie każdy chciałby być kimś innym niż jest.
Ja na przykład mam duszę frontmana rockowej kapeli. Od dziecka widzę siebie na scenie podczas odjechanego koncertu. Jest we mnie Ronnie James Dio i Lemmy Kilmister w jednym.
Niestety mam tylko duszę, zdolności śpiewania nie posiadłem.
Słyszeć słyszę, mam słuch muzyczny ale aparat głosowy ... kaszana.
Wąska skala, brak góry, wątpliwe doły. Życie.
Rekompensuję to prowadzeniem prelekcji i szkoleń. Inna to scena ale równie kochana. Im więcej ludzi, tym lepiej. Nie znam uczucia tremy, nie mam obaw przed wystąpieniami.
I gdy ktoś by mi powiedział, że nie umiem śpiewać, uśmiechnąłbym się i z pokorą przyznał rację.
Kilka postów temu, ktoś, domyślnie "pryszczak z gimbazy", zakładam że, nikt inny nie uprawia otwartego hejtu, napisał mi, że nie mam pojęcia o fotografii.
Każdy może napisać co chce, ten oczywiście anonimowy analityk również, ale tym razem się nie zgadzam.
Uważam, że mam, może nie skończone, może nie największe, ale jakieś pojęcie mam.
Aaaa, a'propos powyższej tezy, skromny też najwyraźniej nie jestem, bo w naszym kraju powiedzenie, że na czymś się człowiek zna, oznacza praktycznie wykopanie sobie grobu własnym ozorem :)
Mam jednak nieskromną nadzieję, że kilka poniższych zdjęć zdejmie ze mnie odium samochwały i zdjęcia choć troszeczkę się Wam spodobają :)
Wykorzystałem ostre poranne słońce do zabawy ze światłem kontrującym, czyli to co bardzo lubię.
Tu akurat jeszcze nie było światła słonecznego. Bardzo wcześnie rano, spotkałem tego lisa w środku gęstego lasu. Wydłubywałem go cierpliwie spomiędzy chabazi. Nie było łatwo. Był silny wiatr, musiałem się dziś liczyć, że każda scena potrwa krócej niż zwykle i tak też się działo.
Pojedynek na spojrzenia? :)
Później gdy nieco podszedłem okazało się, że to młodziak.
No i zaczynamy zabawę.
Lubię tak ustawioną scenę. Wytracone szczegóły w cieniach dają teatralny efekt. Do tego delikatne panoramowanie i silny wiatr spowodowały ciekawe rozmycie detali w trawach.
Szok! O mało nie wypadł jej kęs z pyska :)
Wąchanie! Mocno zaciągnęła w nozdrza, aż widać jej ząbki :)
Konsternacja ... co by tu ... co by tu?
Faza podejmowania decyzji.
FILM p.t. "podjęta decyzja"
Tu już słońce było zbyt wysoko na zabawę. Paliło ostro.
W przepięknych prześwietleniach słonecznego poranka.
Żeby na pewno była równowaga, jeszcze raz podkreślam - nie umiem śpiewać! ;)
Ale muszę zaznaczyć, że przy ognisku zawsze ale to zawsze zaśpiewam niezapomniany utwór Budki Suflera "Jest taki samotny dom" ze słowami:
Uderzył deszcz, wybuchła noc,
Przy drodze pusty dwór,
W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
Wagnerowski ton.
Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.
Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
Ciągle burza trwa,
Nagle feeria barw i mnóstwo świec,
Ktoś na skrzypcach gra,
Gotyckie odrzwia chylą się
I skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich
W brylantowej mgle.
Zawirował z nami dwór,
Rudych włosów płomień,
Nad górami lecę, lecę z nią,
Różę trzyma w dłoni.
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...Lecz po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
Ja na przykład mam duszę frontmana rockowej kapeli. Od dziecka widzę siebie na scenie podczas odjechanego koncertu. Jest we mnie Ronnie James Dio i Lemmy Kilmister w jednym.
Niestety mam tylko duszę, zdolności śpiewania nie posiadłem.
Słyszeć słyszę, mam słuch muzyczny ale aparat głosowy ... kaszana.
Wąska skala, brak góry, wątpliwe doły. Życie.
Rekompensuję to prowadzeniem prelekcji i szkoleń. Inna to scena ale równie kochana. Im więcej ludzi, tym lepiej. Nie znam uczucia tremy, nie mam obaw przed wystąpieniami.
I gdy ktoś by mi powiedział, że nie umiem śpiewać, uśmiechnąłbym się i z pokorą przyznał rację.
Kilka postów temu, ktoś, domyślnie "pryszczak z gimbazy", zakładam że, nikt inny nie uprawia otwartego hejtu, napisał mi, że nie mam pojęcia o fotografii.
Każdy może napisać co chce, ten oczywiście anonimowy analityk również, ale tym razem się nie zgadzam.
Uważam, że mam, może nie skończone, może nie największe, ale jakieś pojęcie mam.
Aaaa, a'propos powyższej tezy, skromny też najwyraźniej nie jestem, bo w naszym kraju powiedzenie, że na czymś się człowiek zna, oznacza praktycznie wykopanie sobie grobu własnym ozorem :)
Mam jednak nieskromną nadzieję, że kilka poniższych zdjęć zdejmie ze mnie odium samochwały i zdjęcia choć troszeczkę się Wam spodobają :)
Wykorzystałem ostre poranne słońce do zabawy ze światłem kontrującym, czyli to co bardzo lubię.
Tu akurat jeszcze nie było światła słonecznego. Bardzo wcześnie rano, spotkałem tego lisa w środku gęstego lasu. Wydłubywałem go cierpliwie spomiędzy chabazi. Nie było łatwo. Był silny wiatr, musiałem się dziś liczyć, że każda scena potrwa krócej niż zwykle i tak też się działo.
Pojedynek na spojrzenia? :)
Później gdy nieco podszedłem okazało się, że to młodziak.
No i zaczynamy zabawę.
Lubię tak ustawioną scenę. Wytracone szczegóły w cieniach dają teatralny efekt. Do tego delikatne panoramowanie i silny wiatr spowodowały ciekawe rozmycie detali w trawach.
Szok! O mało nie wypadł jej kęs z pyska :)
Wąchanie! Mocno zaciągnęła w nozdrza, aż widać jej ząbki :)
Konsternacja ... co by tu ... co by tu?
Faza podejmowania decyzji.
FILM p.t. "podjęta decyzja"
Tu już słońce było zbyt wysoko na zabawę. Paliło ostro.
W przepięknych prześwietleniach słonecznego poranka.
Żeby na pewno była równowaga, jeszcze raz podkreślam - nie umiem śpiewać! ;)
Ale muszę zaznaczyć, że przy ognisku zawsze ale to zawsze zaśpiewam niezapomniany utwór Budki Suflera "Jest taki samotny dom" ze słowami:
Uderzył deszcz, wybuchła noc,
Przy drodze pusty dwór,
W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
Wagnerowski ton.
Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.
Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
Ciągle burza trwa,
Nagle feeria barw i mnóstwo świec,
Ktoś na skrzypcach gra,
Gotyckie odrzwia chylą się
I skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich
W brylantowej mgle.
Zawirował z nami dwór,
Rudych włosów płomień,
Nad górami lecę, lecę z nią,
Różę trzyma w dłoni.
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...Lecz po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
środa, 16 maja 2018
Odwieczne koło życia toczy się ...
Połowa maja. Prawdopodobnie jeden z najpiękniejszych okresów roku. Trudno rankingować, ale maj jest tylko jeden. Wiem, to samo można powiedzieć o każdym miesiącu, lecz przyznajcie, że między styczniem, a lutym trudniej doszukiwać się większych różnic. Wiadomo, coś tam kwitnie w styczniu, coś pyli w lutym, ale ogólnie to śnieg leży tak samo i tak samo jest zimno. A maj to maj i basta!
Euforia rozrodu, euforia miłości oraz jej efektów w postaci maleństw różnorakiego autoramentu.
Owady pochłonięte szaleństwem przepoczwarzeń, wszędzie pajęczynki-kokony z larwami, pajęczyny-sieci z ofiarami, a to wszystko by nakarmić młode ptaszki, a te by nakarmić większe ptaki, kuny i wiewiórki nawet, a to wszystko by nakarmić lisy, borsuki i inne wszelkie.
W tym zaczarowanym kole życia, śmierć jest nieodzownym elementem gry. Każda jest źródłem życia dla innej istoty.
Idąc i luźno dumając nad fenomenem zależności jakim cechuje się przyroda, fotografowałem tym razem bardzo różne rzeczy. Nie towarzyszył mi temat przewodni, nie upierałem się na nic, poza bezowocną próbą znalezienia żmii zygzakowatej.
Całe to moje luźnomyślenie zaczęło się od znalezienia czaszki młodego dzika. Krawędzie jego zębów były zaskakująco ostre. Czaszka leżała w oświetleniowo atrakcyjnym miejscu.
Fotografując ją zawiesiłem się nad cyklem życia i śmierci, co chyba wydaje się dość naturalne.
Duże oczy zrobiłem dopiero, gdy okazało się, że kilka metrów obok leżą szczątki łani.
Czyżby wilcza stołówka?
Istniejące resztki tkanek łącznych wciąż się "komuś" przysługują.
Dwieście metrów dalej, w sieci rozciągniętej na drutach grodzenia leśnej uprawy, samczyk motyla walczył o życie. Widać nieostrą sylwetkę pająka, który już, już "miał gąskę w ogródku."
Świat owadów nie jest mi aż tak bliski, bym był pewny, ale to prawdopodobnie Poproch cetyniak.
Jeżeli tak, to może lepiej gdyby pająk dokończył dzieła, bo to szkodnik stanowiący poważne zagrożenie sosnom. Szamotanina skończyła się uwolnieniem, motyl odleciał.
W zupełnie innej części lasu, w końcu udało mi się jako tako, uwiecznić świstunkę leśną!
Jeden z najpiękniej ubarwionych ptaków lasu.
Nagle zerwała się gwałtownie, w tempie światła skoczyła w stronę pnia, odbiła się od niego jak zawodnik MMA od ściany klatki i pochwyciła majtającą się na nitce (jak sądzę) larwę. To zdjęcie jest jedynie nieudaną próbą rejestracji tego co zaszło, ale uznałem, że pokażę je nawet za cenę oskarżenia mnie o brak pojęcia o fotografii :) Myślę, że to unikalny moment.
Gdy wjeżdżałem do lasu, na płocie mijanej leśniczówki, zauważyłem pliszkę siwą w trakcie porannej toalety.
Patrząc na to zdjęcie mogłem napisać wszystko ... oto pliszka ze skręconą głową, która przeżyła mimo to, a nawet mimo utraty jednej nogi! Taka makabreska :)
Jednak po chwili druga noga odnalazła się i głowa jakby wróciła na miejsce :) No z tym skrzydłem może nie wszystko jest OK :)
Choć jak widać tylko na chwilę, bo wygibasom nie było końca ;)
Świergotek w trakcie startu.
I chwilę po wylądowaniu.
Gdy ktoś pisał tekst do "Love is in the air" z pewnością robił to w maju. Miłość jest wszędzie!
Są też jej pierwsze owoce! :)
Ten podlot wypatruje rodziców. Moja obecność nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia.
Czego nie dało się powiedzieć o rodzicach. Przed chwilą w bohaterskiej akcji przepędzili sójkę, a teraz to ja ich niepokoiłem. Zrobiłem zatem 3 zdjęcia ufnemu malcowi i odszedłem.
Podlot ma już pióra konturowe, pilnowany przez rodziców spędzi nieco czasu poza gniazdem i da sobie radę :)
W lesie królują pajęczaki! Jest zatrzęsienie owadów, podąża za tym zatrzęsienie ich smakoszy.
Natura w zrównoważonych biotopach radzi sobie sama.
Pogryziony przez komary dotarłem do polany. Tu w słońcu miałem trochę spokoju od wszelkich bzyków. Trafiłem koziołka akurat gdy znalazł się między malowniczymi brzozami.
A rano, jeszcze przed świtem, zanim wszedłem do lasu, zauważyłem parę zajęcy w zbożu.
Jak mógłbym nie uwiecznić takiej miny? No jak? :)
Euforia rozrodu, euforia miłości oraz jej efektów w postaci maleństw różnorakiego autoramentu.
Owady pochłonięte szaleństwem przepoczwarzeń, wszędzie pajęczynki-kokony z larwami, pajęczyny-sieci z ofiarami, a to wszystko by nakarmić młode ptaszki, a te by nakarmić większe ptaki, kuny i wiewiórki nawet, a to wszystko by nakarmić lisy, borsuki i inne wszelkie.
W tym zaczarowanym kole życia, śmierć jest nieodzownym elementem gry. Każda jest źródłem życia dla innej istoty.
Idąc i luźno dumając nad fenomenem zależności jakim cechuje się przyroda, fotografowałem tym razem bardzo różne rzeczy. Nie towarzyszył mi temat przewodni, nie upierałem się na nic, poza bezowocną próbą znalezienia żmii zygzakowatej.
Całe to moje luźnomyślenie zaczęło się od znalezienia czaszki młodego dzika. Krawędzie jego zębów były zaskakująco ostre. Czaszka leżała w oświetleniowo atrakcyjnym miejscu.
Fotografując ją zawiesiłem się nad cyklem życia i śmierci, co chyba wydaje się dość naturalne.
Duże oczy zrobiłem dopiero, gdy okazało się, że kilka metrów obok leżą szczątki łani.
Czyżby wilcza stołówka?
Istniejące resztki tkanek łącznych wciąż się "komuś" przysługują.
Dwieście metrów dalej, w sieci rozciągniętej na drutach grodzenia leśnej uprawy, samczyk motyla walczył o życie. Widać nieostrą sylwetkę pająka, który już, już "miał gąskę w ogródku."
Świat owadów nie jest mi aż tak bliski, bym był pewny, ale to prawdopodobnie Poproch cetyniak.
Jeżeli tak, to może lepiej gdyby pająk dokończył dzieła, bo to szkodnik stanowiący poważne zagrożenie sosnom. Szamotanina skończyła się uwolnieniem, motyl odleciał.
W zupełnie innej części lasu, w końcu udało mi się jako tako, uwiecznić świstunkę leśną!
Jeden z najpiękniej ubarwionych ptaków lasu.
Nagle zerwała się gwałtownie, w tempie światła skoczyła w stronę pnia, odbiła się od niego jak zawodnik MMA od ściany klatki i pochwyciła majtającą się na nitce (jak sądzę) larwę. To zdjęcie jest jedynie nieudaną próbą rejestracji tego co zaszło, ale uznałem, że pokażę je nawet za cenę oskarżenia mnie o brak pojęcia o fotografii :) Myślę, że to unikalny moment.
Gdy wjeżdżałem do lasu, na płocie mijanej leśniczówki, zauważyłem pliszkę siwą w trakcie porannej toalety.
Patrząc na to zdjęcie mogłem napisać wszystko ... oto pliszka ze skręconą głową, która przeżyła mimo to, a nawet mimo utraty jednej nogi! Taka makabreska :)
Jednak po chwili druga noga odnalazła się i głowa jakby wróciła na miejsce :) No z tym skrzydłem może nie wszystko jest OK :)
Choć jak widać tylko na chwilę, bo wygibasom nie było końca ;)
Świergotek w trakcie startu.
I chwilę po wylądowaniu.
Gdy ktoś pisał tekst do "Love is in the air" z pewnością robił to w maju. Miłość jest wszędzie!
Są też jej pierwsze owoce! :)
Ten podlot wypatruje rodziców. Moja obecność nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia.
Czego nie dało się powiedzieć o rodzicach. Przed chwilą w bohaterskiej akcji przepędzili sójkę, a teraz to ja ich niepokoiłem. Zrobiłem zatem 3 zdjęcia ufnemu malcowi i odszedłem.
Podlot ma już pióra konturowe, pilnowany przez rodziców spędzi nieco czasu poza gniazdem i da sobie radę :)
W lesie królują pajęczaki! Jest zatrzęsienie owadów, podąża za tym zatrzęsienie ich smakoszy.
Natura w zrównoważonych biotopach radzi sobie sama.
Pogryziony przez komary dotarłem do polany. Tu w słońcu miałem trochę spokoju od wszelkich bzyków. Trafiłem koziołka akurat gdy znalazł się między malowniczymi brzozami.
A rano, jeszcze przed świtem, zanim wszedłem do lasu, zauważyłem parę zajęcy w zbożu.
Jak mógłbym nie uwiecznić takiej miny? No jak? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)