Śnieg z deszczem, deszcz ze śniegiem, to w zasadzie nie miało znaczenia.
Dzięki takiej pogodzie mogłem bezkarnie iść po opadłych liściach, które odpowiednio zmiękczone wilgocią przestały łaskawie szeleścić i chrupać.
W czasie deszczu z lubością wkradam się do wnętrza starych grądów. To lasy z duszą. Tu i ówdzie rozłożyste ramiona omszałych dębów czy imponująco powykręcane pnie grabów ozdobione siwymi plamami niczym skóra starego wieloryba. Pod nogami brunatny dywan liści i mimo nagich koron, specyficzny półmrok.
Gdy do tego wyobrazicie sobie pagórkowaty teren, otrzymamy komplet środowiska, w którym uwielbiam się zatracić. Samotne przebywanie w takim lesie jest kompletnie atawistycznym doznaniem, pełnym pierwotnych emocji i odczuć.
To balsam dla duszy człowieka dawno oderwanego od natury. To niemal jak powrót do łona matki ... przynajmniej w sferze wspomnianej pierwotnej emocji.
Stare lasy liściaste tworzą rodzaj klosza, enklawy, a może nawet czegoś znacznie ważniejszego.
Las iglasty, który zdaje się mieć w nosie zmieniające się pory roku, jest od nas zdystansowany. Jest ponad wszystkim i ponad nami.
Drzewa liściaste są bliższe naszej duszy. Reagują na zimę, ewidentnie czekają na wiosnę. Żyją w podobnym rytmie do naszego. Być może stąd to wyobrażenie duszy, a może nie tylko wyobrażenie! Bo w końcu co my tam w ogóle wiemy :)
Gdy konary mijanego ogromnego dębu wydały dziwny dźwięk, coś między stęknięciem, a donośnym skrzeczeniem, odwróciłem się i długo przyglądałem mu się mając nieodparte wrażenie, że chciał mi coś powiedzieć. Starając się zrozumieć osobliwy język lasu, przyglądałem się rozkołysanym silnymi podmuchami wiatru konarom. Te drzewa niby śpią, ale to są pozory.
One nie śpią.
Mówię Wam, że nie.
Uznałem, że powinienem podejść do tego dębu. Choć to paranoiczne, byłem pewny, że mnie wołał.
Gdy dotknąłem jego ociekającą, mokrą i zimną korę, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że tym stęknięciem użalił się. Rano obiecująco zaświeciło słońce, a po chwili wszystko zgasło, zdechła nadzieja na piękny dzień. Niebo zaciągnęło się chmurami, silne uderzenia wiatru miotały kroplami deszczu i momentami obfitym śniegiem.
Wydawało mi się, że rozumiem to drzewo, że miał podstawy do rozczarowania. O tej porze każdy organizm ma prawo być znużony zimnicą, tym bardziej, gdy dzień zaczynał się pogodnie.
Pogłaskałem go przyjaźnie, a odchodząc jeszcze długo słuchałem jego dźwięków.
Jakby nieco innych, miększych, może nawet podziękował mi za chwilę empatii.
Gdy ruszą soki w górę, gdy drzewa będą miały absolutny nadmiar dobrej energii, odwiedzę to drzewo. Jestem pewny, że z radością odda mi nieco energetycznych nadwyżek.
Z każdą godziną mimo obecności w powietrzu wszystkich trzech stanów skupienia wody, było mi coraz przyjemniej. Ruch mnie rozgrzewał, więc wilgoć nie miała do mnie dostępu.
W zasadzie miałem wszystko co chciałem, gdy absolutnie bezgłośnie przedefiladowały przede mną łanie z cielakami.
Coraz bliżej do przyjścia młodych na świat, ale póki co, zeszłoroczne trzymają się blisko mam.
Spokojna, kompletnie nieświadoma mojej obecności mama.
Młodziak, którego/której samodzielność zbliża się coraz większymi krokami.
I kolejna, tym razem chyba się nie mylę - "łańka".
W deszczowym lesie trudno jest wypatrzyć dziki. To tylko dwie ciemniejsze niż las plamy.
To zdjęcie jest doskonałą ilustracją do czego służą włosy okrywowe sierści.
W czasie deszczu ich rolą jest tak się posklejać, by potworzyć "mikrorynny", takie "pędzle ociekowe".
Woda ma problem z dotarciem do podszerstka ponieważ "pędzle ociekowe" skutecznie ją odprowadzają na boki i w konsekwencji ocieka na zewnątrz.
Podszerstek natomiast jest zbudowany z drobnych, gęsto utkanych włosków, a związane między nimi powietrze jest barierą, której woda nie jest w stanie pokonać.
I tak dzik spokojnie sobie żeruje, bo ani stan gazowy (opar) wody, ani ciekły (krople deszczu) ani tym bardziej stały (kryształki lodu w płatkach śniegu) nie były w stanie się do niego dobrać :)
poniedziałek, 11 marca 2019
niedziela, 10 marca 2019
Locha chciała się przywitać!
Extra dzień!
Pogoda zrypana na maksa, czyli w lesie będę sam. No chyba, że jakiś świr też pójdzie, ale to już musiałby być ciężki kaliber ułomności.
Świt nie powiem, fajny. Słoneczko zaświeciło, stałem dosłownie 15 metrów od pary byków na porębie, przyglądały mi się spokojnie, a nawet z zaciekawieniem. Ja również im się przyglądałem, podziwiając malowniczość sceny.
Wczesne, o szczególnej temperaturze barwowej, promienie słońca, kładły się na ich zimowej sierści.
Słońce obrysowało ich kontury by lepiej je odróżnić od skib brunatnej ziemi poręby.
Kompletne poroża lśniły zaczepnie w światłach wschodu.
Musiałem to nieco dokładniej opisać, bowiem bardzo trudno zrobić zdjęcie bez karty! ^&!$@#*!@#$@#%!)%#~#~)#~#~)*!~)#_$&@#~^
Łodafak!!!!
Do kumpla mieszkającego blisko tego lasu wysyłam rozpaczliwego sms-a:
Piotr, masz pożyczyć kartę do aparatu???
Jest 6.24 ... sam nie wiem na co liczę ... dzieci, prostata, pragnienie, cokolwiek mogłoby Go zbudzić o tej porze byłoby moim sprzymierzeńcem.
O 9.08 przychodzi odpowiedź - mam!
Zdrowy i dzieci zdrowe! Cóż, nie ma ludzi doskonałych!
Powrót do domu, karta, karta, karta, krata!
W lesie powtórnie byłem 27 minut później.
Niby nic, ale wrażenie "pierwotyku" szlag trafił.
Pierwotyk - skrót od pierwszy dotyk. Gdy np. kupujemy nowy gadżet, obiektyw, aparat, coś szczególnego czujemy przy pierwszym dotknięciu zaraz po wyjęciu a opakowania.
Gdy wchodzę do lasu wraz ze świtem, towarzyszy mi to samo uczucie - pierwotyk!
Jestem tu jako pierwszy tego dnia.
Tak więc pierwotyk szlag trafił! Ale ja się nie poddaję tak łatwo.
Z pewnej odległości widzę stado jeleni.
Wszystko mi sprzyja. Las gęsty, wiatr na mnie, podszyt cichy, bo mokry.
Zacina śnieg z deszczem! Po porannym słońcu pozostały wspomnienia. Świeciło akurat gdy jechałem po kartę i wracałem z kartą!
Jestem blisko. Czuję, że je zaskoczę.
Udało się!
Tego ancymonka "łapię" w momencie totalnego zaskoczenia.
Do pozostałych jeleni wrócę w kolejnym wpisie.
Schodzę do rozległego obniżenia terenu. Taki wąwóz między morenami pokrytymi starodrzewem.
Moim oczom ukazuje się ...
Taaa. Dzik w tej kategorii wagowej nie może być sam.
Ledwo o tym pomyślałem dochodzi do moich uszu powolne fuknięcie, a zaraz po tym świst wdychanego powietrza.
Charakterystyczny dźwięk gdy locha stara się zebrać jak najwięcej informacji wiszących w powietrzu.
Stoję po uda w grabinie. Sytuacja lekko niekomfortowa.
Nagle okazuje się, że pani locha idzie w moją stronę jakby ... się przywitać ... się ...
Jest piękna, czarna z jasną "kichawą".
Nieco zbyt zdeterminowana w grzecznościach. Tak, chyba właśnie to chciałem o niej dopisać.
Pech chciał, że zwalona brzoza była na wysokości jej oczu, więc szła nie zdając sobie sprawy jak blisko jest do ... powitania :)
Na szczęście słuch ja nie zawiódł!
Prawie spod nóg :)
W drodze powrotnej koziołek.
A! Wawrzynek wilczełyko już kwitnie!
Pogoda zrypana na maksa, czyli w lesie będę sam. No chyba, że jakiś świr też pójdzie, ale to już musiałby być ciężki kaliber ułomności.
Świt nie powiem, fajny. Słoneczko zaświeciło, stałem dosłownie 15 metrów od pary byków na porębie, przyglądały mi się spokojnie, a nawet z zaciekawieniem. Ja również im się przyglądałem, podziwiając malowniczość sceny.
Wczesne, o szczególnej temperaturze barwowej, promienie słońca, kładły się na ich zimowej sierści.
Słońce obrysowało ich kontury by lepiej je odróżnić od skib brunatnej ziemi poręby.
Kompletne poroża lśniły zaczepnie w światłach wschodu.
Musiałem to nieco dokładniej opisać, bowiem bardzo trudno zrobić zdjęcie bez karty! ^&!$@#*!@#$@#%!)%#~#~)#~#~)*!~)#_$&@#~^
Łodafak!!!!
Do kumpla mieszkającego blisko tego lasu wysyłam rozpaczliwego sms-a:
Piotr, masz pożyczyć kartę do aparatu???
Jest 6.24 ... sam nie wiem na co liczę ... dzieci, prostata, pragnienie, cokolwiek mogłoby Go zbudzić o tej porze byłoby moim sprzymierzeńcem.
O 9.08 przychodzi odpowiedź - mam!
Zdrowy i dzieci zdrowe! Cóż, nie ma ludzi doskonałych!
Powrót do domu, karta, karta, karta, krata!
W lesie powtórnie byłem 27 minut później.
Niby nic, ale wrażenie "pierwotyku" szlag trafił.
Pierwotyk - skrót od pierwszy dotyk. Gdy np. kupujemy nowy gadżet, obiektyw, aparat, coś szczególnego czujemy przy pierwszym dotknięciu zaraz po wyjęciu a opakowania.
Gdy wchodzę do lasu wraz ze świtem, towarzyszy mi to samo uczucie - pierwotyk!
Jestem tu jako pierwszy tego dnia.
Tak więc pierwotyk szlag trafił! Ale ja się nie poddaję tak łatwo.
Z pewnej odległości widzę stado jeleni.
Wszystko mi sprzyja. Las gęsty, wiatr na mnie, podszyt cichy, bo mokry.
Zacina śnieg z deszczem! Po porannym słońcu pozostały wspomnienia. Świeciło akurat gdy jechałem po kartę i wracałem z kartą!
Jestem blisko. Czuję, że je zaskoczę.
Udało się!
Tego ancymonka "łapię" w momencie totalnego zaskoczenia.
Do pozostałych jeleni wrócę w kolejnym wpisie.
Schodzę do rozległego obniżenia terenu. Taki wąwóz między morenami pokrytymi starodrzewem.
Moim oczom ukazuje się ...
Taaa. Dzik w tej kategorii wagowej nie może być sam.
Ledwo o tym pomyślałem dochodzi do moich uszu powolne fuknięcie, a zaraz po tym świst wdychanego powietrza.
Charakterystyczny dźwięk gdy locha stara się zebrać jak najwięcej informacji wiszących w powietrzu.
Stoję po uda w grabinie. Sytuacja lekko niekomfortowa.
Nagle okazuje się, że pani locha idzie w moją stronę jakby ... się przywitać ... się ...
Jest piękna, czarna z jasną "kichawą".
Nieco zbyt zdeterminowana w grzecznościach. Tak, chyba właśnie to chciałem o niej dopisać.
Pech chciał, że zwalona brzoza była na wysokości jej oczu, więc szła nie zdając sobie sprawy jak blisko jest do ... powitania :)
Na szczęście słuch ja nie zawiódł!
Prawie spod nóg :)
W drodze powrotnej koziołek.
A! Wawrzynek wilczełyko już kwitnie!
poniedziałek, 4 marca 2019
Coś o mnie.
Kochani, od kilku lat śledzicie moje leśne przygody, czytacie moje nie zawsze wprost związane z lasem teksty, często upstrzone dygresjami. Na pewno wiecie o mnie dużo więcej niż niejeden bliski znajomy, bowiem to tu dzielę się swoim światopoglądem, przemyśleniami, wątpliwościami i lękami.
Jestem szczery, kto mnie zna w realu, dobrze wie, że nigdy nikogo nie udaję.
Pomyślałem, że popełnię jeden wpis, który przybliży Wam część mojej pracy zawodowej, tym samym jeszcze bardziej mnie. Robię to wierząc, że lepiej czyta się teksty kogoś, kogo się zna :)
Niedawno na Fb pisałem o szkoleniu, które poprowadziłem na zlecenie Michelin Polska. Jest to o tyle warte wspomnienia tu i teraz, bowiem temat brzmiał - "Rola lidera i zarządzanie zespołem na podstawie obserwacji dzikich zwierząt stadnych".
Jak widać wykorzystałem wiedzę zdobytą w lesie i dokumentację fotograficzną omawianego zagadnienia.
Dziś pokażę Wam inny wspólny mianownik mojej pasji i zawodu - fotografię.
Przygotowujemy Firmę naszego Klienta do wejścia na giełdę crowdfundingową.
W związku z tym Agencja Reklamowa MATRIX (czyli my), we współpracy ze Studiem 813 kręciliśmy dziś spot emisyjny w siedzibie Klienta. Tzn. kręciło Studio 813, nasz był scenariusz, a ja oczywiście miałem przy sobie aparat i tworząc Klientowi materiał PR-owy zrobiłem reportaż z zajścia.
Zobaczcie czy umiejętności fotograficzne przydają mi się tylko w lesie. :)
Robiąc te zdjęcia chciałem pokazać ruch, dynamikę, zaangażowanie, specyficzną twórczą atmosferę dnia sesyjnego.
Czy się udało?
Zderzenie światów. Czerwona przepiękna zresztą cegła i ... dron!
Słońce świeciło dziś dosłownie 5 minut. Akurat kręciliśmy na zewnątrz!
AKCJA!
100% koncentracji.
Wszystko musi być ustalone co do centymetra.
Fajny sprzęt.
Uwielbiam takie światła.
Na taśmie.
Prezes zaangażowany w proces.
Żaba widziałaby to tak ...
Nagle zauważyłem jakiś ostry kolor! Musiałem to wyłapać!
Jest się nad czym zadumać.
Laboratorium kontroli jakości.
Sama kręci?!? Jestem potrzebny czy nie??? ;)
Napiszcie, czy raz na jakiś czas powinienem publikować takie materiały, czy raczej bez sensu?
Jestem szczery, kto mnie zna w realu, dobrze wie, że nigdy nikogo nie udaję.
Pomyślałem, że popełnię jeden wpis, który przybliży Wam część mojej pracy zawodowej, tym samym jeszcze bardziej mnie. Robię to wierząc, że lepiej czyta się teksty kogoś, kogo się zna :)
Niedawno na Fb pisałem o szkoleniu, które poprowadziłem na zlecenie Michelin Polska. Jest to o tyle warte wspomnienia tu i teraz, bowiem temat brzmiał - "Rola lidera i zarządzanie zespołem na podstawie obserwacji dzikich zwierząt stadnych".
Jak widać wykorzystałem wiedzę zdobytą w lesie i dokumentację fotograficzną omawianego zagadnienia.
Dziś pokażę Wam inny wspólny mianownik mojej pasji i zawodu - fotografię.
Przygotowujemy Firmę naszego Klienta do wejścia na giełdę crowdfundingową.
W związku z tym Agencja Reklamowa MATRIX (czyli my), we współpracy ze Studiem 813 kręciliśmy dziś spot emisyjny w siedzibie Klienta. Tzn. kręciło Studio 813, nasz był scenariusz, a ja oczywiście miałem przy sobie aparat i tworząc Klientowi materiał PR-owy zrobiłem reportaż z zajścia.
Zobaczcie czy umiejętności fotograficzne przydają mi się tylko w lesie. :)
Robiąc te zdjęcia chciałem pokazać ruch, dynamikę, zaangażowanie, specyficzną twórczą atmosferę dnia sesyjnego.
Czy się udało?
Zderzenie światów. Czerwona przepiękna zresztą cegła i ... dron!
Słońce świeciło dziś dosłownie 5 minut. Akurat kręciliśmy na zewnątrz!
AKCJA!
100% koncentracji.
Wszystko musi być ustalone co do centymetra.
Fajny sprzęt.
Na taśmie.
Prezes zaangażowany w proces.
Żaba widziałaby to tak ...
Nagle zauważyłem jakiś ostry kolor! Musiałem to wyłapać!
Jest się nad czym zadumać.
Laboratorium kontroli jakości.
Sama kręci?!? Jestem potrzebny czy nie??? ;)
Napiszcie, czy raz na jakiś czas powinienem publikować takie materiały, czy raczej bez sensu?
sobota, 2 marca 2019
dopadło mnie "inaczej"
Każdy co jakiś czas chce coś inaczej ... inaczej zrobić, inaczej przeżyć, inaczej spojrzeć na jakąś kwestię.
"Inaczej" ma moc sprawczą, jest odświeżające jak na kacu cytrynada, jak masaż po długiej trasie.
"Inaczej" przerywa monotonię rutyny, a co najważniejsze daje wiarę, że jeszcze potrafimy sami siebie zaskoczyć.
Dziś w lesie dopadło mnie "inaczej" w momencie gdy zdałem sobie sprawę, że jestem częścią niezbyt udanego wyjścia. Nic, ale to nic nie spotkałem.
I może lepiej, przecież gdybym był po udanej sesji ze zwierzętami, raczej nie zwróciłbym uwagi na odchodzący w niepamięć paśnik.
Nie chcę dorabiać nadmiernej filozofii do tej obserwacji, ale przypomniało mi się kilka bajek i ... horrorów.
Tak mają ludzie z wyobraźnią, cóż począć :)
Po chwili myśli odpłynęły w strefę pytań i domniemań.
Czy ludzie, którzy budowali ten paśnik jeszcze żyją?
Czy mogli przypuszczać, że zwykły paśnik, który kiedyś budowali lata później przestanie być zwykłym paśnikiem, a swoją ażurową, omszałą deformacją przypomni bardziej zjawę, konstrukcję na wskroś irracjonalną, coś co wywoła w przechodniu konstatację nad upływem czasu, przypomni baśnie i filmy, wywoła dowolną refleksję?
Nie, wiem, że nie.
Oni po prostu brali gwoździe i zbijali deski, robili paśnik jak dziesiątki innych.
Nie byli architektami tego co spotkałem.
Architektem był CZAS, to jego dzieło spotkałem .
To wyjście do końca miało być inne.
Nic już nie przebiegło normalnie, nawet ta sarna :)
Poprzez nietypowe kadrowanie uzyskałem efekt jakby szybowała kilka metrów nad ziemią :)
To, że się wbiła w drzewo to już detal!
Raniuszek na leszczynowej gałązce też jakby zamyślony.
Wydłubując tę sikorę z grabowej gęstwy dopiąłem dziś granic absurdu czyli "inaczej" dopadło mnie na całego ;)
"Inaczej" ma moc sprawczą, jest odświeżające jak na kacu cytrynada, jak masaż po długiej trasie.
"Inaczej" przerywa monotonię rutyny, a co najważniejsze daje wiarę, że jeszcze potrafimy sami siebie zaskoczyć.
Dziś w lesie dopadło mnie "inaczej" w momencie gdy zdałem sobie sprawę, że jestem częścią niezbyt udanego wyjścia. Nic, ale to nic nie spotkałem.
I może lepiej, przecież gdybym był po udanej sesji ze zwierzętami, raczej nie zwróciłbym uwagi na odchodzący w niepamięć paśnik.
Nie chcę dorabiać nadmiernej filozofii do tej obserwacji, ale przypomniało mi się kilka bajek i ... horrorów.
Tak mają ludzie z wyobraźnią, cóż począć :)
Po chwili myśli odpłynęły w strefę pytań i domniemań.
Czy ludzie, którzy budowali ten paśnik jeszcze żyją?
Czy mogli przypuszczać, że zwykły paśnik, który kiedyś budowali lata później przestanie być zwykłym paśnikiem, a swoją ażurową, omszałą deformacją przypomni bardziej zjawę, konstrukcję na wskroś irracjonalną, coś co wywoła w przechodniu konstatację nad upływem czasu, przypomni baśnie i filmy, wywoła dowolną refleksję?
Nie, wiem, że nie.
Oni po prostu brali gwoździe i zbijali deski, robili paśnik jak dziesiątki innych.
Nie byli architektami tego co spotkałem.
Architektem był CZAS, to jego dzieło spotkałem .
To wyjście do końca miało być inne.
Nic już nie przebiegło normalnie, nawet ta sarna :)
Poprzez nietypowe kadrowanie uzyskałem efekt jakby szybowała kilka metrów nad ziemią :)
To, że się wbiła w drzewo to już detal!
Raniuszek na leszczynowej gałązce też jakby zamyślony.
Wydłubując tę sikorę z grabowej gęstwy dopiąłem dziś granic absurdu czyli "inaczej" dopadło mnie na całego ;)
poniedziałek, 25 lutego 2019
jednorożec!
Wychodziłem z lasu mając głowę po brzegi wypełnioną satysfakcją ze spotkania z łaniami. Każde bliskie spotkanie wywołuje głębokie emocje oraz coś na kształt wdzięczności wobec przyrody za łaskę odsłony tego, co najgłębiej skrywa za tarczą ostrożności i gatunkowych lęków. Po każdym takim spotkaniu czuję, że jest mnie mniej jako człowieka i jest to uczucie wysoce pożądane.
Na odchodne moją uwagę zwróciła okryta śniegiem obfita łacha porośnięta żarnowcem miotlastym.
W porze ciepłej niezbyt lubię przez nie przechodzić. Nie wiem czy słusznie ale nie opuszcza mnie wrażenie, że całe są pokryte kleszczami.
W ramach odnowienia naturalnego, zamiast gatunków pionierskich (np. brzoza), wyścig zbrojeń na porębie wygrała właśnie ta roślina.
Zdałem sobie sprawę, że to może być ostatni zimowy akcent w tym roku, stąd pomysł na zdjęcie, które raczej niczego nie wnosi do fotograficznego protfolio, natomiast bez wątpienia jest obrazem słabości w danej chwili.
Do samochodu pozostało mi kilkaset metrów, więc wchodziłem do strefy p.t. "nic się już raczej nie zdarzy".
Ale przyroda lubi przewrotność, lubi zaskakiwać, lubi np. położyć pod nogi truchło łosia w miejscu, w którym nigdy łosi nie było! Kto ogląda "Leśne Szepty" ... wie do czego piję ;)
I tak w sytuacji, w której prawie wyłączałem aparat, a w której już na pewno widziałem dachówki gospodarskiej stodoły, proszę ... sarna!
Przemiłe spotkanie.
"Pióropusz" na zadku, zimowe szaty i wrodzona elegancja są bez wątpienia atutami uroku tego gatunku.
Byłbym zapomniał ... gracja!
Cokolwiek nie zrobią - gracja!
Nie można im tego odmówić.
Choć bywa też zabawnie :)
Gdy zatrzymała się po chwili i wpatrywała w jeden punkt, wiedziałem, że to coś oznacza.
Poniżej w lekko pół śpiącej postawie, delektował się odwilżą jej partner - JEDNOROŻEC!
No ten gagatek w każdym ruchu, w każdym geście zdawał się dbać głównie o wrażenie na sędziach! :) W adekwatnym konkursie WKKW ta nóżka dałby mu najwyższe noty.
Na odchodne moją uwagę zwróciła okryta śniegiem obfita łacha porośnięta żarnowcem miotlastym.
W porze ciepłej niezbyt lubię przez nie przechodzić. Nie wiem czy słusznie ale nie opuszcza mnie wrażenie, że całe są pokryte kleszczami.
W ramach odnowienia naturalnego, zamiast gatunków pionierskich (np. brzoza), wyścig zbrojeń na porębie wygrała właśnie ta roślina.
Zdałem sobie sprawę, że to może być ostatni zimowy akcent w tym roku, stąd pomysł na zdjęcie, które raczej niczego nie wnosi do fotograficznego protfolio, natomiast bez wątpienia jest obrazem słabości w danej chwili.
Do samochodu pozostało mi kilkaset metrów, więc wchodziłem do strefy p.t. "nic się już raczej nie zdarzy".
Ale przyroda lubi przewrotność, lubi zaskakiwać, lubi np. położyć pod nogi truchło łosia w miejscu, w którym nigdy łosi nie było! Kto ogląda "Leśne Szepty" ... wie do czego piję ;)
I tak w sytuacji, w której prawie wyłączałem aparat, a w której już na pewno widziałem dachówki gospodarskiej stodoły, proszę ... sarna!
Przemiłe spotkanie.
"Pióropusz" na zadku, zimowe szaty i wrodzona elegancja są bez wątpienia atutami uroku tego gatunku.
Byłbym zapomniał ... gracja!
Cokolwiek nie zrobią - gracja!
Nie można im tego odmówić.
Choć bywa też zabawnie :)
Gdy zatrzymała się po chwili i wpatrywała w jeden punkt, wiedziałem, że to coś oznacza.
Poniżej w lekko pół śpiącej postawie, delektował się odwilżą jej partner - JEDNOROŻEC!
No ten gagatek w każdym ruchu, w każdym geście zdawał się dbać głównie o wrażenie na sędziach! :) W adekwatnym konkursie WKKW ta nóżka dałby mu najwyższe noty.
sobota, 23 lutego 2019
Jelenie nie panikują!
Wróciłem na stare śmieci.
Ze względu na konieczność uzupełniania zasobów w mojej "pracowni biżuterii z dobrą energią" postanowiłem sprawdzić jak mają się kości jelenia, którego resztki znalazłem trzy lata temu.
Cały pomysł osadziłem na przekonaniu, że śniegu nie jest wcale dużo i jakoś mi się uda.
Znalezisko miało miejsce w użytku ekologicznym, do którego są dwa dojścia. Jedno przez bagna ... podziękowałem, już raz tamtędy lazłem, cieszę się, że wciąż mogę dla Was pisać. Drugie przez uprawę gęsto poprzerastaną jeżynami. Wyboru nie miałem, darłem spodnie przeciskając się przez kolczaste krzewy, które konsekwentnie podnosiły nogawki spodni tak, by śnieg miał łatwiejszy dostęp do odsłoniętej skóry. Wiadomo. Potargany jak borsuk po deszczu, dotarłem na miejsce. Tak się złożyło, że to kotlinka i nawiało tu szczególnie dużo śniegu. Do qwa pół łydki! Wcale mnie to nie zdziwiło, dlaczego cokolwiek dziś miało mi pójść lepiej?!?
Do tego miejsca zrobiłem ok. 5 kilometrów, niczego po drodze nie spotkałem, to na karcie mam jedno jedyne zdjęcie. To ze wschodu!
Pięknie!
Dzisiejszy dzień budził się fenomenalnym zjawiskiem świetlnym. Słońce wystrzeliło w górę ogromna smugą niczym reflektor do szukania samolotów. Robiło wrażenie.
Taka obserwacja trwa kilka minut. Udało się.
Postanowiłem brnąć dalej w głąb lasu, przecież nie można "mnientkim być"!
I całe szczęście.
Zobaczcie jak to najczęściej wygląda. Na zdjęciu powyżej łania ukryta za krzakiem, zadarła głowę i zanim wejdzie na wzniesienie, dokładnie analizuje "górny wiatr".
W prawym górnym rogu zdjęcia majaczy sylwetka jej cielaka.
Gdyby dostała mój zapach, byłaby to pierwsza i jednocześnie ostatnia scena jaką bym sfotografował.
Na szczęście tym razem stało się inaczej.
Łania uspokojona pozytywnym wynikiem badania, postanowiła wejść wyżej. Nie miała pojęcia, że idzie prosto na mnie.
Poranne światło, choć nie docierało bezpośrednio w to miejsce, nadało sierści mocnego kolorytu.
W kontraście do śniegu wydawała się idąca paletą barw.
Co chwila analizowała zapachy. Tym razem zaciągnęła też atomy oderwane ode mnie.
Piękna, mocna, w świetnej kondycji.
Ale jelenie to nie sarny, nie panikują.
Odbiegła 30-40 metrów i postanowiła sprawdzić kto wprowadził obce zapachy do lasu.
Jednocześnie czekała na młodziaka.
Oto i ono pospiesznie doganiające matkę.
Fajna obserwacja. Były dwie łania i dwa cielaki. Spokojnie odeszły do starego lasu.
I przy okazji głównie wiedziony chęcią popisania się jakością optyki ZUIKO, ale i dla pokazania jak wyglądają łuski szronu.
Nawet pospolita bogatka spotkana w środku lasu daje radość fotografowania.
A leszczyna, która kwitnie już na początku lutego, jak widać za nic ma ujemne temperatury.
Jutro kręcimy Leśne Szepty episode 8:)
Ze względu na konieczność uzupełniania zasobów w mojej "pracowni biżuterii z dobrą energią" postanowiłem sprawdzić jak mają się kości jelenia, którego resztki znalazłem trzy lata temu.
Cały pomysł osadziłem na przekonaniu, że śniegu nie jest wcale dużo i jakoś mi się uda.
Znalezisko miało miejsce w użytku ekologicznym, do którego są dwa dojścia. Jedno przez bagna ... podziękowałem, już raz tamtędy lazłem, cieszę się, że wciąż mogę dla Was pisać. Drugie przez uprawę gęsto poprzerastaną jeżynami. Wyboru nie miałem, darłem spodnie przeciskając się przez kolczaste krzewy, które konsekwentnie podnosiły nogawki spodni tak, by śnieg miał łatwiejszy dostęp do odsłoniętej skóry. Wiadomo. Potargany jak borsuk po deszczu, dotarłem na miejsce. Tak się złożyło, że to kotlinka i nawiało tu szczególnie dużo śniegu. Do qwa pół łydki! Wcale mnie to nie zdziwiło, dlaczego cokolwiek dziś miało mi pójść lepiej?!?
Do tego miejsca zrobiłem ok. 5 kilometrów, niczego po drodze nie spotkałem, to na karcie mam jedno jedyne zdjęcie. To ze wschodu!
Pięknie!
Dzisiejszy dzień budził się fenomenalnym zjawiskiem świetlnym. Słońce wystrzeliło w górę ogromna smugą niczym reflektor do szukania samolotów. Robiło wrażenie.
Taka obserwacja trwa kilka minut. Udało się.
Postanowiłem brnąć dalej w głąb lasu, przecież nie można "mnientkim być"!
I całe szczęście.
Zobaczcie jak to najczęściej wygląda. Na zdjęciu powyżej łania ukryta za krzakiem, zadarła głowę i zanim wejdzie na wzniesienie, dokładnie analizuje "górny wiatr".
W prawym górnym rogu zdjęcia majaczy sylwetka jej cielaka.
Gdyby dostała mój zapach, byłaby to pierwsza i jednocześnie ostatnia scena jaką bym sfotografował.
Na szczęście tym razem stało się inaczej.
Łania uspokojona pozytywnym wynikiem badania, postanowiła wejść wyżej. Nie miała pojęcia, że idzie prosto na mnie.
Poranne światło, choć nie docierało bezpośrednio w to miejsce, nadało sierści mocnego kolorytu.
W kontraście do śniegu wydawała się idąca paletą barw.
Co chwila analizowała zapachy. Tym razem zaciągnęła też atomy oderwane ode mnie.
Piękna, mocna, w świetnej kondycji.
Ale jelenie to nie sarny, nie panikują.
Odbiegła 30-40 metrów i postanowiła sprawdzić kto wprowadził obce zapachy do lasu.
Jednocześnie czekała na młodziaka.
Oto i ono pospiesznie doganiające matkę.
Fajna obserwacja. Były dwie łania i dwa cielaki. Spokojnie odeszły do starego lasu.
I przy okazji głównie wiedziony chęcią popisania się jakością optyki ZUIKO, ale i dla pokazania jak wyglądają łuski szronu.
Nawet pospolita bogatka spotkana w środku lasu daje radość fotografowania.
A leszczyna, która kwitnie już na początku lutego, jak widać za nic ma ujemne temperatury.
Jutro kręcimy Leśne Szepty episode 8:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)