Właśnie słucham utworów Niemena w genialnej interpretacji Krzyśka Zalewskiego, którego karierę śledzę od lat z nieukrywaną przyjemnością.
Czesław Niemen wiele lat temu napisał:
ja niepodpisany wyżej ani niżej
uprzejmie nie proszę, zażaleń nie wnoszę
nie ma zresztą rady, moje dawne żale
są bez odpowiedzi, niemoc nie pozwala
ja niepodpisany, ani z lewej, ani z prawej
uprzejmie nie proszę, zażaleń nie wnoszę
nie ma zresztą rady nikt się nie rozczuli
wokół czarne dusze, białe koszule
jestem ostrożny, z bliska i daleka
ale bez trwogi, człowiek ubogi
nie ma zresztą rady, co rozdaje łasi
wokół czarne dusze, kamienne maski
jestem osaczony z niska i wysoka
w samotnym obłoku mam azyl na oku
nie ma zresztą rady na ukryte kule
wokół czarne dusze, białe koszule
nikt mnie nie nakarmił ideami świata
bałamutne racje wszech demokracje
ludzie nie są równi wolni na cmentarzach
wokół czarne dusze o błazeńskich twarzach
Niewiarygodne, tekst został napisany w rzekomo innym ustroju, podobno coś się wokół nas zmieniło, słyszałem, że nawet mamy demokrację ...
Nie mogę zatem pojąć, jak to możliwe, że te słowa są wciąż aktualne, albo nawet są aktualne jeszcze bardziej?!?
Miałem opisać dzisiejszy dzień, a tu taka refleksja się wdarła mimowolnie całkiem.
Nic nie dzieje się przypadkiem i źródło tych słów jest prawdopodobnie jedną z przyczyn dla których bywam w lesie.
Jak najdalej od czarnych dusz i białych koszul! ... jak najdalej!
A dzień dziś był bardzo trudny. Przez pierwsze trzy godziny niczego nie podszedłem, niczego nie widziałem, poza tyłkiem kuny i wiewiórki, nic.
Nie ma to większego znaczenia. Wartością samą w sobie jest fakt bycia w lesie.
A ten dziś pachniał dżdżem i runem, być może dlatego, że dziś był dżdż ... dżdża?
No właśnie, ktoś wie jak brzmi mianownik liczby pojedynczej???
Dżdż czy dżdża?
Oj mowa moja ojczysta, nie dasz się nigdy zgłębić do końca :)
Po zrobieniu nadprzesadnej ilości kilometrów złapałem klasycznego focha! Do tego rozpadało się regularnie.
Usiadłem na skraju polanki i postanowiłem, że nie ruszę się stąd póki coś przede mną nie przedefiluje - słowo!
Z tej samobójczej zdawałoby się klątwy (głód - zawsze wychodzę bez śniadania!) miała mnie wyzwolić jakakolwiek istność ssacza. Ptaki i owady nie!
Ale choćby nornica, kret czy lisek, cokolwiek. Zwłaszcza na defiladę kreta mogłem liczyć jak na niezawisłość naszych sądów!
Nie uwierzycie, ale po maksymalnie dwudziestu przemoczonych minutach (lało ostro), ze ściany lasu wychynął JELEŃ!
Taki mi się wydał biszkoptowy!
Zdaje się, że twórcy tego osobnika zapomnieli dodać odrobiny magenty!
Rączo wyskoczył na polankę. Nie mogę pojąć farta jaki mi tym razem ... "sprzyjnął" :)
Polana ma ponad 400 metrów długości, ja usiadłem na jednym końcu, jeleń mógł przejść w stu innych miejscach. Przeszedł piętnaście metrów przede mną, no szok.
Zmartwiła mnie opuchnięta rana na lewej kończynie. Na szczęście nie utykał.
To może być postrzał ale nie wykluczone, że to efekt walki.
Na grzbiecie kleszcze opite jak Janusze ósmego marca, jak katolicy w Boże Narodzenie. Życie.
Niby obciążą ją prawidłowo ...
ale podczas ruchu, stawia ją jakby niepewnie. Tu widać obrzęk.
Specjalnie go przestraszyłem, żeby przyjrzeć się sprawności tej kończyny. Zdrowy byk przysiadłby obciążając wszystkie kończyny mniej więcej równomiernie. Jak widać odciążył tę nogę, czyli jednak rana jest bolesna. Mam nadzieję, że nie wda się zakażenie. Rana jest w zasięgu języka, więc pewnie "się wyliże" dosłownie i w przenośni. Nie ma nacieku, nie widziałem też krwi i ropy. Będzie dobrze.
Stanął na chwilę przed grabową ścianą. Sam się zastanawiałem czy w nią wniknie czy nie.
Wniknął :)
W życiu kawa mi tak nie smakowała jak dziś. Wróciłem przemoczony do ostatniej nitki. I nie żeby deszcz. Po tej obserwacji postanowiłem podejść starego byka. Gdyby wiedział w co się wpakuję, w życiu bym za nim nie poszedł!!!
Półgodziny przedzierałem się przez gęstwę grabową, która wyrosła na 160 cm. Idealnie tyle ile było trzeba, by uwalać i ubabrać mnie po pachy! Efekt?
Stałem od niego nie więcej niż 10 metrów i nic więcej nie mogłem zrobić. Zalogował się dość cwanie - w środku grabowego "komina", w cholernej, nieprzejrzystej gęstwie chabaziowej!
Nawet reagował na wab, odpowiadał, ryczał przebosko, ale tyle mojego, co sobie posłuchałem z bliska. :) Wracałem mocno sfatygowany.
sobota, 15 września 2018
czwartek, 13 września 2018
Między walczącymi bykami!
Czwartek, ciepła noc, ciepły poranek, pochmurno, nic nie przekonywało mnie, by jechać do lasu. Nic oprócz tego, że jest 4.40 a ja już nie śpię.
Tak, to był czynnik, który przeważył w wewnętrznym sporze z samym sobą.
To zawsze trudny dyskurs, przeciwnik cholera stosunkowo inteligentny i do tego wyszczekany.
Tym razem się udało, a gdy już byłem w samochodzie, czułem jak endorfiny docierają do ospałego mózgu.
Ponieważ moje poprzednie wyjście zakończyło się fiaskiem, tym razem precyzyjnie nasłuchiwałem lasu przed podjęciem decyzji o kierunku marszu.
W stosunku do poranka sprzed dwóch dni, jelenie przemieściły się o 5-6 kilometrów. Nie było ich w poprzednim miejscu.
Gdy dotarłem do leśnej polany, usłyszałem pierwszego z nich. Ukryłem się za drzewem i zawabiłem.
W mglistych snujach dostrzegłem sylwetkę nadchodzącego byka.
To fascynujący moment.
Tak powstało pierwsze, w mojej subiektywnej jak jasna cholera ocenie, bardzo klimatyczne zdjęcie.
Udało mi się go zwabić znacznie bliżej, ale niestety nie tak blisko jak bym sobie tego życzył.
Coś w moim wabieniu wybrzmiało nie tak i wiem nawet co. Wabiłem na siedząco, a to błąd!
Chcąc zobaczyć go z bliska, musiałem się pofatygować, ruszyć kilka liter i podejść do niego.
Tak powstało to zadumane zdjęcie i ...
i to, ryczącego byka odchodzącego w stronę lasu.
Kolejnego Jegomościa zastałem w innym miejscu.
To nie do niego szedłem. Ukryty w chaszczach, grał potężny byk! Próbowałem go podejść cztery razy. Niestety nie udało mi się go zobaczyć, mimo tego, że dzieliło na kilkanaście metrów.
Stał w grabinowej gęstwinie i ani rusz.
Wprawdzie odpowiadał na wab, ale podejść nie chciał. Stary cwaniak. Jeszcze go dorwę! :)
Chciał nie chciał, zająłem się jego młodszym kolegą.
Ten również przywitał mnie gardłowym aaauuuuuuuu ...
Gdy zaległ na polance wychwytując porożem pierwsze kosmki światła, zatkało mnie.
Scena kalendarzowa.
W pewnym momencie przegiąłem. Byczek wstał, zlustrował mnie czujnie i odszedł.
Już chciałem wracać, gdy usłyszałem piękny ton z głębi starego liściastego lasu.
Suchy podszyt nie napawał mnie nadzieją na udane podejście ale zaryzykowałem.
Ryczały dwa byki będące w marszu równoległym.
Robiłem im zdjęcia międzykrzaczne i międzydrzewne gdy nagle dotarł do mnie niesamowity łoskot zderzającego się poroża.
Wiedziałem, że mam kilka sekund na pokonanie 40 metrów, by zdążyć zobaczyć walkę.
Wykorzystałem ich skupienie na sobie i sruuu do przodu.
Gdy odeszły, sekundę po nich stanąłem na placu boju. No właśnie - tego zdjęcia nie oddadzą - zapach głęboko odkrytej ziemi zmieszany z testosteronowym zapachem byków ... nie do zapomnienia!
Mam wiele zdjęć z walki i filmik poglądowy. Przepraszam za mój oddech ale ogólnie byłem zaganiany nie mniej niż one. Aby w krótkim czasie obejrzeć tyle byków, wrzuciłem ostre tempo.
Kilkadziesiąt metrów sprintem w półprzysiadzie kosztowało mnie sporo wysiłku.
Tak, to był czynnik, który przeważył w wewnętrznym sporze z samym sobą.
To zawsze trudny dyskurs, przeciwnik cholera stosunkowo inteligentny i do tego wyszczekany.
Tym razem się udało, a gdy już byłem w samochodzie, czułem jak endorfiny docierają do ospałego mózgu.
Ponieważ moje poprzednie wyjście zakończyło się fiaskiem, tym razem precyzyjnie nasłuchiwałem lasu przed podjęciem decyzji o kierunku marszu.
W stosunku do poranka sprzed dwóch dni, jelenie przemieściły się o 5-6 kilometrów. Nie było ich w poprzednim miejscu.
Gdy dotarłem do leśnej polany, usłyszałem pierwszego z nich. Ukryłem się za drzewem i zawabiłem.
W mglistych snujach dostrzegłem sylwetkę nadchodzącego byka.
To fascynujący moment.
FILM:
Tak powstało pierwsze, w mojej subiektywnej jak jasna cholera ocenie, bardzo klimatyczne zdjęcie.
Udało mi się go zwabić znacznie bliżej, ale niestety nie tak blisko jak bym sobie tego życzył.
Coś w moim wabieniu wybrzmiało nie tak i wiem nawet co. Wabiłem na siedząco, a to błąd!
Chcąc zobaczyć go z bliska, musiałem się pofatygować, ruszyć kilka liter i podejść do niego.
Tak powstało to zadumane zdjęcie i ...
i to, ryczącego byka odchodzącego w stronę lasu.
Kolejnego Jegomościa zastałem w innym miejscu.
To nie do niego szedłem. Ukryty w chaszczach, grał potężny byk! Próbowałem go podejść cztery razy. Niestety nie udało mi się go zobaczyć, mimo tego, że dzieliło na kilkanaście metrów.
Stał w grabinowej gęstwinie i ani rusz.
Wprawdzie odpowiadał na wab, ale podejść nie chciał. Stary cwaniak. Jeszcze go dorwę! :)
Chciał nie chciał, zająłem się jego młodszym kolegą.
Ten również przywitał mnie gardłowym aaauuuuuuuu ...
Gdy zaległ na polance wychwytując porożem pierwsze kosmki światła, zatkało mnie.
Scena kalendarzowa.
Już chciałem wracać, gdy usłyszałem piękny ton z głębi starego liściastego lasu.
Suchy podszyt nie napawał mnie nadzieją na udane podejście ale zaryzykowałem.
Ryczały dwa byki będące w marszu równoległym.
Robiłem im zdjęcia międzykrzaczne i międzydrzewne gdy nagle dotarł do mnie niesamowity łoskot zderzającego się poroża.
Wiedziałem, że mam kilka sekund na pokonanie 40 metrów, by zdążyć zobaczyć walkę.
Wykorzystałem ich skupienie na sobie i sruuu do przodu.
Gdy odeszły, sekundę po nich stanąłem na placu boju. No właśnie - tego zdjęcia nie oddadzą - zapach głęboko odkrytej ziemi zmieszany z testosteronowym zapachem byków ... nie do zapomnienia!
Mam wiele zdjęć z walki i filmik poglądowy. Przepraszam za mój oddech ale ogólnie byłem zaganiany nie mniej niż one. Aby w krótkim czasie obejrzeć tyle byków, wrzuciłem ostre tempo.
Kilkadziesiąt metrów sprintem w półprzysiadzie kosztowało mnie sporo wysiłku.
FILM:
poniedziałek, 10 września 2018
Widzę to jak przez mgłę.
Ach, to była długa sesja i postanowiłem jednak pokazać to, czego nie udało mi się zmieścić w poprzedniej części.
Zresztą skoro powrót do tego spotkania był dla mnie szczerą przyjemnością,mam nadzieję, że Wam również się spodoba, tym bardziej, że to pierwszy lub maksymalnie drugi raz na ponad 800 opowieści, że robię taki powrót do raz opublikowanej sceny.
Poprzednio pokazałem kwintesencję spotkania, zobaczcie teraz jak to się zaczęło.
To był piątek zeszłego tygodnia i księżyc niespecjalnie miał czym imponować.
Chyba, że brałby udział w konkursie, kto najwięcej zrzucił w ciągu ostatniego tygodnia ... oooo, to tak! The winner is ... :)
Warmińskie warstwice.
Mnóstwo łań przedzierając się przez chaszcze szło w moją stronę.
Tego bezgłośnego widoku roztartego w mgle nie zapomnę.
Niesamowite wrażenie. Jestem pacyfistą ale skojarzyło się z jakimś amerykańskim filmem i marins skradającymi się przed akcją. Cisza, wolno noga za nogą, porozumienia gestem, żadnych dźwięków ...
Licówka postanowiła wyjść z krzewów.
O tej porze, na ciemnym tle, sylwetki zwierząt ledwo majaczyły przede mną.
Odczucia jakbym był na innej planecie, gdzie jest inna atmosfera i nie ma dźwięków.
Dla takiego obrazka warto wstawać!
Próba naskoczenia na łanię ...
... i klasyczny unik :)))
No dobra, temat uznaję za wyczerpany. Teraz mogę tę sesję zostawić w spokoju.
Zresztą skoro powrót do tego spotkania był dla mnie szczerą przyjemnością,mam nadzieję, że Wam również się spodoba, tym bardziej, że to pierwszy lub maksymalnie drugi raz na ponad 800 opowieści, że robię taki powrót do raz opublikowanej sceny.
Poprzednio pokazałem kwintesencję spotkania, zobaczcie teraz jak to się zaczęło.
To był piątek zeszłego tygodnia i księżyc niespecjalnie miał czym imponować.
Chyba, że brałby udział w konkursie, kto najwięcej zrzucił w ciągu ostatniego tygodnia ... oooo, to tak! The winner is ... :)
Warmińskie warstwice.
Mnóstwo łań przedzierając się przez chaszcze szło w moją stronę.
Tego bezgłośnego widoku roztartego w mgle nie zapomnę.
Niesamowite wrażenie. Jestem pacyfistą ale skojarzyło się z jakimś amerykańskim filmem i marins skradającymi się przed akcją. Cisza, wolno noga za nogą, porozumienia gestem, żadnych dźwięków ...
Licówka postanowiła wyjść z krzewów.
O tej porze, na ciemnym tle, sylwetki zwierząt ledwo majaczyły przede mną.
Odczucia jakbym był na innej planecie, gdzie jest inna atmosfera i nie ma dźwięków.
Dla takiego obrazka warto wstawać!
Próba naskoczenia na łanię ...
... i klasyczny unik :)))
No dobra, temat uznaję za wyczerpany. Teraz mogę tę sesję zostawić w spokoju.
sobota, 8 września 2018
Locha i wycin ...
... a może nawet odyniec.
Cholera wie, przeszedł nieco dalej od lochy. Słońce w liściastym lesie płata figle. Ogólnie panuje pomroczność i do tego ciemna, a tam gdzie dostanie się światło, panuje reflektorowość jasna!
Nie ma mocnych by zrobić poprawną fotę, w dodatku rozświetlone liście robią za zielony filtr.
Ale locha!
Locha i owszem, pokaźna, charakterologicznie wyrazista, fukała jak najęta do tej właśnie czynności.
Odchodziła ponad 50 metrów i ciągle słyszałem jej przyjemny dla ucha lecz groźny pomruk i fukanie.
Przyznacie spojrzenie dość głęboko zapadające w pamięć :) Coś między - "i czego ty tu chłopcze szukasz?", a "Idźże chłoptasiu, bo ci pokażę jak ciężko wspinać się na graby!" :)
Oczywiście nie sądzę, żeby tak myślała, ale fakt, że była wyżej ode mnie, mimowolnie odebrałem jako dominację.
Widok jej umięśnionego boku w ogóle mnie nie uspokoił :)
A co my tu mamy pod brzuchem?!? Pędzel, dobrze widzę??? Coś mu tam wystaje z pyska, więc być może to już nawet odyniec, ale pewniej będzie, gdy uznam go za wycina, czyli czteroletniego samca.
W związku z dywanowym nalotem głupoty decydentów od ASF, pałających chęcią eksterminacji tego pięknego i niezbędnego gatunku, spotkanie z dzikami traktuję jako coś szczególnego.
Sądzę, że cena za brak dzików będzie zaskakująca. Nie wyobrażam sobie zdrowego lasu bez nich. Nikt za nie nie zrobi tego wszystkiego. Napowietrzania gleby, wyjadania pędraków, zakopywania nasion (odnowienia naturalne) i wielu, wielu innych korzyści.
Przy okazji, gdy już jesteśmy przy dzikach. Walka z ASF przy pomocy zdziesiątkowania populacji dzików, kojarzy mi się, z próbą ograniczenia rasizmu przez wymordowanie kolorowych ras ... Przepraszam, że tak drastycznie ale dokładnie tak to widzę. Nie będzie innych ras niż biała, nie będzie rasizmu, si!
Niniejszym składam gratulacje decydentom za zrozumienie rzeczywistych przyczyn rozprzestrzeniania się ASF w Polsce :)))))
Śmieję się, ale to nerwośmiech.
To tak jakby winą za rozprzestrzenianie się grypy oskarżyć ludzi, którzy na nią zachorowali!
No ale uspokój się Mikunda, wracamy do lasu!
Po naprawdę sporych staraniach, "dokopałem się" też do jeleni.
Spotkałem je w sporej odległości, ale ponieważ w wielogatunkowym, pięknym starym lesie, powstały sympatyczne zdjęcia środowiskowe.
Te dwa wariaty szły razem, szły i nagle dziabach i zaczęły się tłuc. Niestety dotarł do mnie tylko efekt dźwiękowy.
Hej, widzieliście kiedyś dłuższą tykę szpicaka???
I kolejny brat.
No i tak to niby nic, a jednak zawsze coś ;)
Cholera wie, przeszedł nieco dalej od lochy. Słońce w liściastym lesie płata figle. Ogólnie panuje pomroczność i do tego ciemna, a tam gdzie dostanie się światło, panuje reflektorowość jasna!
Nie ma mocnych by zrobić poprawną fotę, w dodatku rozświetlone liście robią za zielony filtr.
Ale locha!
Locha i owszem, pokaźna, charakterologicznie wyrazista, fukała jak najęta do tej właśnie czynności.
Odchodziła ponad 50 metrów i ciągle słyszałem jej przyjemny dla ucha lecz groźny pomruk i fukanie.
Przyznacie spojrzenie dość głęboko zapadające w pamięć :) Coś między - "i czego ty tu chłopcze szukasz?", a "Idźże chłoptasiu, bo ci pokażę jak ciężko wspinać się na graby!" :)
Oczywiście nie sądzę, żeby tak myślała, ale fakt, że była wyżej ode mnie, mimowolnie odebrałem jako dominację.
Widok jej umięśnionego boku w ogóle mnie nie uspokoił :)
A co my tu mamy pod brzuchem?!? Pędzel, dobrze widzę??? Coś mu tam wystaje z pyska, więc być może to już nawet odyniec, ale pewniej będzie, gdy uznam go za wycina, czyli czteroletniego samca.
W związku z dywanowym nalotem głupoty decydentów od ASF, pałających chęcią eksterminacji tego pięknego i niezbędnego gatunku, spotkanie z dzikami traktuję jako coś szczególnego.
Sądzę, że cena za brak dzików będzie zaskakująca. Nie wyobrażam sobie zdrowego lasu bez nich. Nikt za nie nie zrobi tego wszystkiego. Napowietrzania gleby, wyjadania pędraków, zakopywania nasion (odnowienia naturalne) i wielu, wielu innych korzyści.
Przy okazji, gdy już jesteśmy przy dzikach. Walka z ASF przy pomocy zdziesiątkowania populacji dzików, kojarzy mi się, z próbą ograniczenia rasizmu przez wymordowanie kolorowych ras ... Przepraszam, że tak drastycznie ale dokładnie tak to widzę. Nie będzie innych ras niż biała, nie będzie rasizmu, si!
Niniejszym składam gratulacje decydentom za zrozumienie rzeczywistych przyczyn rozprzestrzeniania się ASF w Polsce :)))))
Śmieję się, ale to nerwośmiech.
To tak jakby winą za rozprzestrzenianie się grypy oskarżyć ludzi, którzy na nią zachorowali!
No ale uspokój się Mikunda, wracamy do lasu!
Po naprawdę sporych staraniach, "dokopałem się" też do jeleni.
Spotkałem je w sporej odległości, ale ponieważ w wielogatunkowym, pięknym starym lesie, powstały sympatyczne zdjęcia środowiskowe.
Te dwa wariaty szły razem, szły i nagle dziabach i zaczęły się tłuc. Niestety dotarł do mnie tylko efekt dźwiękowy.
Hej, widzieliście kiedyś dłuższą tykę szpicaka???
I kolejny brat.
No i tak to niby nic, a jednak zawsze coś ;)
piątek, 7 września 2018
Piękny byk z imponującą chmarą.
Po wczorajszym cudownym wieczorze, czyli spotkaniu z moimi Przyjaciółmi i Gośćmi, którym miałem okazję opowiadać o jeleniach, rano "wystrzeliłem" na chwilkę w teren. Czasu miałem mało, o ósmej umówione spotkanie zawodowe, więc nie mogłem eksperymentować. Pojechałem w miejsce, w którym kilka dni temu słyszałem ładnego byka z nadzieją, że może się pokaże.
Pokazał się.
Okolice Olsztynka nie po raz pierwszy nagradzają mnie sowicie.
Gdy go ujrzałem pierwszy raz, pokazał się na ścianie lasu. Do wschodu jeszcze daleko, mgła gęsta jak przegotowana manna, światła jak na lekarstwo. To nie mogło wyjść lepiej ale i tak już się cieszyłem, że szedł prosto na mnie!
Gdy paradował dziesięć metrów przede mną, szczęśliwie przestrzeń otworzyła się i przybyło pozornego światła. Chociaż tyle. Widziałem kontur.
Niewielka polanka uraczyła mnie takim widokiem.
Prowadził nieprawdopodobnie duże stado łań i cieląt.
Nie mogłem się ich doliczyć.
Stałem obok nich, bez kryjówki, jak świeca na torcie roczniaka. Licówka cały czas kontrolowała mnie wzrokiem ale alarmu nie podniosła. Dziwne.
Zaryczał jak przystało na głowę sporej chmary.
Szukał rujnej łani i wąchał intensywnie.
On już jest "spadły" czyli odchudzony, a rykowisko jeszcze na dobre się nie zaczęło!
Zdobycie i upilnowanie tylu dam, musiało kosztować go wiele wysiłku i to widać.
Brzuszek podkasany aż miło.
Sprawiał wrażenie jakby liczył swój "dobytek"
W końcu spojrzał w moją stronę :)
Obejrzyjcie krótki filmik, który uświadamia z jakim zjawiskiem tym razem miałem do czynienia.
Zrobiłem ok. 300 zdjęć. Ostrość na filmie nieco szaleje ale było naprawdę ciemno.
Przynajmniej zobaczycie, że zdjęcia nie są kadrowane. Byłem po prostu z nimi :)
FILM: https://youtu.be/L_L2Qe-ExP0
Miłego oglądania.
Dziękuję za Waszą obecność na spotkaniu :)
Pokazał się.
Okolice Olsztynka nie po raz pierwszy nagradzają mnie sowicie.
Gdy paradował dziesięć metrów przede mną, szczęśliwie przestrzeń otworzyła się i przybyło pozornego światła. Chociaż tyle. Widziałem kontur.
Niewielka polanka uraczyła mnie takim widokiem.
Prowadził nieprawdopodobnie duże stado łań i cieląt.
Nie mogłem się ich doliczyć.
Stałem obok nich, bez kryjówki, jak świeca na torcie roczniaka. Licówka cały czas kontrolowała mnie wzrokiem ale alarmu nie podniosła. Dziwne.
Zaryczał jak przystało na głowę sporej chmary.
Szukał rujnej łani i wąchał intensywnie.
On już jest "spadły" czyli odchudzony, a rykowisko jeszcze na dobre się nie zaczęło!
Zdobycie i upilnowanie tylu dam, musiało kosztować go wiele wysiłku i to widać.
Brzuszek podkasany aż miło.
Sprawiał wrażenie jakby liczył swój "dobytek"
W końcu spojrzał w moją stronę :)
Obejrzyjcie krótki filmik, który uświadamia z jakim zjawiskiem tym razem miałem do czynienia.
Zrobiłem ok. 300 zdjęć. Ostrość na filmie nieco szaleje ale było naprawdę ciemno.
Przynajmniej zobaczycie, że zdjęcia nie są kadrowane. Byłem po prostu z nimi :)
FILM: https://youtu.be/L_L2Qe-ExP0
Miłego oglądania.
Dziękuję za Waszą obecność na spotkaniu :)
czwartek, 6 września 2018
Byki z powyłamywanymi szczeblami :)
Dziś po południu prowadzę spotkanie na temat jeleni i rykowiska. Chcąc być fair wobec słuchaczy, postanowiłem jeszcze wczoraj wieczorem wybrać się do lasu i zostać do 23.00 by być jak najbardziej na bieżąco z tym co dzieje się w lesie.
W końcu rykowisko już funkcjonuje i moim niemal obowiązkiem jest móc powiedzieć w jakiej jest fazie.
Przedzierałem się grabinową, ostro zarastającą dróżką. Na tej dróżce spotykałem już różne zwierzęta, w tym piękne, mocne byki.
Idę więc ostrożnie, cicho i całe szczęście, gdyż za pierwszy zakrętem widzę, co następuje:
Cielak przygląda mi się próbując zdekodować moją sylwetkę.
Łatwo nie jest, bo zastygłem jak emocje polskich kibiców na Mundialu.
Kombinuje, zmienia perspektywę, nic.
Ogląda się nie będąc pewnym czy słusznie odchodzi.
W końcu postanawia wejść do lasu krokiem, którego wdzięku nie powstydziłby się najlepszy rumak na konkursie ujeżdżenia.
Wiedziałem, że "kropkowaniec" nie ma prawa być sam.
Zostałem tam gdzie zastygłem i czekam ...
Jest i mamusia.
Ta obserwacja przytrzymała mnie niespodziewanie długo, a szedłem do byków. Czułem, że spóźniam się na spotkanie i wszystko spali na panewce.
Nie pomyliłem się, byki już były.
Szkoda, bo w tym momencie powinienem już być tam z nimi, na dole!
Patrzę na tego byczka i ... coś z nim nie tak ...
Oczywiście! Ma tuż nad oczniakiem ułamaną prawą tykę.
Spora jak na młodzieńca masa ciała i stosunkowo lichowaty oręż nie wytrzymał starcia.
Nie byłbym sobą, gdyby las nie zafundował mi większej niespodzianki.
Dostrzegam, że bysio nie jest sam. Mimo zmroku (zdjęcia rozjaśniane) wypatruję kolejnego samca.
Ale z nim również coś jest nie tak ...
No nie wierzę własnym oczom, ten dla równowagi nie ma lewej tyki!!!
Szok!
Czyżby wyłamały je sobie wzajemnie. Wszystko na to wskazuje, bo strony się zgadzają.
Pewnie gdybym zszedł na polanę, znalazłbym je w jednym miejscu ale nie chciałem zostawiać śladów zapachowych. W końcu jutro tu wrócę, bo w pobliskim lesie huczy piękny byk stadny.
Może uda mi się go wywabić z lasu, gdy rykowisko będzie w dojrzalszej formie i byki będą lepiej reagować.
Zadania nie ułatwia mi fakt, że całe zajście, w tym szczególnie mnie, obserwuje od kilku minut łania. Pod obstrzałem jej wzroku nie mogę zmienić pozycji, a kucnąłem na pięcie prawego buta wierząc, że za moment zmienię tę niefortunną pozę. Noga drętwieje, a prawy pośladek woła o litość. Życie fotografa nie jest łatwe. Licówka stoi w ciemnej części lasu, ledwo ją widzę ale aparat szczęśliwie radzi sobie znacznie lepiej niż moje oczy. Zdjęcie robię przy 1/10 sekundy!!! Nie wierzę, że tak wyszło.
Łania wydała odgłos ostrzegawczy, wiem, że sesja dobiega końca. Skupiam się na ostatnich kadrach.
Staram się wycisnąć z półmroku co się da.
Minka na pożegnanie :)
To czterolatek. Teraz widzę go w całości.
Gdy idą w tej konfiguracji, można powiedzieć, że razem mają kompletne poroże :))))
I tak las po raz kolejny obdarzył mnie bardzo ciekawą obserwacją i kolejnym doświadczeniem.
W końcu rykowisko już funkcjonuje i moim niemal obowiązkiem jest móc powiedzieć w jakiej jest fazie.
Przedzierałem się grabinową, ostro zarastającą dróżką. Na tej dróżce spotykałem już różne zwierzęta, w tym piękne, mocne byki.
Idę więc ostrożnie, cicho i całe szczęście, gdyż za pierwszy zakrętem widzę, co następuje:
Cielak przygląda mi się próbując zdekodować moją sylwetkę.
Łatwo nie jest, bo zastygłem jak emocje polskich kibiców na Mundialu.
Kombinuje, zmienia perspektywę, nic.
Ogląda się nie będąc pewnym czy słusznie odchodzi.
W końcu postanawia wejść do lasu krokiem, którego wdzięku nie powstydziłby się najlepszy rumak na konkursie ujeżdżenia.
Wiedziałem, że "kropkowaniec" nie ma prawa być sam.
Zostałem tam gdzie zastygłem i czekam ...
Jest i mamusia.
Ta obserwacja przytrzymała mnie niespodziewanie długo, a szedłem do byków. Czułem, że spóźniam się na spotkanie i wszystko spali na panewce.
Nie pomyliłem się, byki już były.
Szkoda, bo w tym momencie powinienem już być tam z nimi, na dole!
Patrzę na tego byczka i ... coś z nim nie tak ...
Oczywiście! Ma tuż nad oczniakiem ułamaną prawą tykę.
Spora jak na młodzieńca masa ciała i stosunkowo lichowaty oręż nie wytrzymał starcia.
Nie byłbym sobą, gdyby las nie zafundował mi większej niespodzianki.
Dostrzegam, że bysio nie jest sam. Mimo zmroku (zdjęcia rozjaśniane) wypatruję kolejnego samca.
Ale z nim również coś jest nie tak ...
No nie wierzę własnym oczom, ten dla równowagi nie ma lewej tyki!!!
Szok!
Czyżby wyłamały je sobie wzajemnie. Wszystko na to wskazuje, bo strony się zgadzają.
Pewnie gdybym zszedł na polanę, znalazłbym je w jednym miejscu ale nie chciałem zostawiać śladów zapachowych. W końcu jutro tu wrócę, bo w pobliskim lesie huczy piękny byk stadny.
Może uda mi się go wywabić z lasu, gdy rykowisko będzie w dojrzalszej formie i byki będą lepiej reagować.
Zadania nie ułatwia mi fakt, że całe zajście, w tym szczególnie mnie, obserwuje od kilku minut łania. Pod obstrzałem jej wzroku nie mogę zmienić pozycji, a kucnąłem na pięcie prawego buta wierząc, że za moment zmienię tę niefortunną pozę. Noga drętwieje, a prawy pośladek woła o litość. Życie fotografa nie jest łatwe. Licówka stoi w ciemnej części lasu, ledwo ją widzę ale aparat szczęśliwie radzi sobie znacznie lepiej niż moje oczy. Zdjęcie robię przy 1/10 sekundy!!! Nie wierzę, że tak wyszło.
Łania wydała odgłos ostrzegawczy, wiem, że sesja dobiega końca. Skupiam się na ostatnich kadrach.
Staram się wycisnąć z półmroku co się da.
Minka na pożegnanie :)
To czterolatek. Teraz widzę go w całości.
Gdy idą w tej konfiguracji, można powiedzieć, że razem mają kompletne poroże :))))
I tak las po raz kolejny obdarzył mnie bardzo ciekawą obserwacją i kolejnym doświadczeniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)